Strona główna Polska, Ukraina, dezinformacja: jest dobrze, ale trzeba być czujnym

Polska, Ukraina, dezinformacja: jest dobrze, ale trzeba być czujnym

Polsko-Ukraińska Platforma Opinii

Polska jest uznawana na Ukrainie za jednego z najważniejszych partnerów tego kraju na arenie międzynarodowej. Polacy są też jednym z najbardziej lubianych przez Ukraińców narodów. Nie dziwi zatem, że Polska i Polacy są celem wojny informacyjnej.

O wojnie informacyjnej zaczęło być głośno na przełomie 2013 i 2014 roku, kiedy to na Ukrainie odbywała się rewolucja godności. Regularnie pojawiały się fałszywe informacje dotyczące uczestników protestów i ich przebiegu. Już wtedy Moskwa atakowała Warszawę, Waszyngton i inne kraje Zachodu za wsparcie rewolucji. Ta polityka była kontynuowana także po aneksji Krymu i rozpoczęciu rosyjskiej agresji w Zagłębiu Donieckim. Moskwa i Warszawa znalazły się po dwóch stronach frontu. Polska otwarcie wspierała i wspiera Ukrainę, zarówno w reformach, jak i w sferze wojskowej. Obydwa kraje łączy wspólna wizja przyszłości, w której Ukraina dołącza do Unii Europejskiej i NATO. Moskwa cały czas chciałaby widzieć Kijów w swojej sferze wpływów patrząc na sąsiednie kraje w kategoriach żywcem wyjętych z czasów ZSRR.

Mamy zatem tutaj wyraźną sprzeczność interesów oraz kierunków geopolitycznego wyboru. Przy czym większość Ukraińców, jak świadczą niemal wszystkie sondaże wybiera ruch na Zachód. Na przykład, według opublikowanego pod koniec czerwca badania Centrum Razumkowa, 54 procent Ukraińców w ewentualnym referendum opowiedziałoby się za wejściem do NATO, 31 procent przeciwko, 15 procent nie ma zdania. Wejście do Unii Europejskiej poparłoby 62 procent, a prawie 26 procent byłoby temu przeciwnych. 12,5 procent to niezdecydowani.
Żeby uświadomić sobie rozmiar politycznej klęski Moskwy, wystarczy spojrzeć na badania z 2012 roku. Wtedy za wejściem do NATO zagłosowałoby 14 procent Ukraińców, a przeciwko 62 procent.
Polska i Polacy są na czołowych miejscach w sondażach dotyczących sympatii do innych krajów i narodów. Dla wielu Ukraińców nasz kraj nadal jest też wzorem państwa sukcesu, nawet jeśli na tle konfliktów Warszawy z Brukselą, a także polityki wewnętrznej polskich władz, pojawiają się pewne zastrzeżenia.

Ogromna grupa Ukraińców pracujących w Polsce wpłynęła także na wizerunek tego narodu w oczach Polaków. Codzienne kontakty między Polakami a Ukraińcami sprawiają, że obydwa narody poznają się lepiej. Na dalszy plan schodzą konflikty historyczne, a na pierwszym pojawiają się codzienne sprawy w czasie spotkań w pracy, czy na klatce schodowej w bloku.
Oczywiście spory dotyczące przeszłości nie pozostają zapomniane, ale Warszawa nie nagłaśnia ich tak, jak to było jeszcze kilka lat temu, co nie znaczy, że politycy o nich nie rozmawiają.
Warto przy tym zauważyć, że polityka historyczna to nie tylko rzeź wołyńska, ale też dekomunizacja. To akurat wspólny punkt działań Warszawy i Kijowa. Spojrzenie na II wojnę światową i rolę kierownictwa ZSRR jest czymś, co coraz częściej łączy Polaków i Ukraińców. Według sondażu Fundacji Demokratyczne Inicjatywy, który opublikowano w maju tego roku, 48 procent Ukraińców zgadza się, że II wojna światowa była następstwem spisku Hitlera i Stalina, którzy dzielili strefy wpływów oraz paktu Ribbentrop-Mołotow. 29 procent nie zgadza się z tą tezą, a 23 procent nie ma zdania. Taki wynik jeszcze 10 lat temu byłby czymś nie do pomyślenia. Stoi on w sprzeczności z polityką historyczną Moskwy.
Z punktu widzenia Rosji, tego rodzaju tendencje są zatem bardzo niepokojące. Moskwa traci Ukrainę w kolejnych sferach. Traci nawet sympatię tych, którzy mówią na co dzień po rosyjsku. Także wpływ silnych zdawałoby się ośrodków informacyjnych, jak rosyjska telewizja, czy portale, na Ukrainie osłabł. Prezydent Wołodymyr Zełenski zadał także niemal śmiertelny cios imperium medialnemu Wiktora Medwedczuka – prorosyjskiego ukraińskiego oligarchy.

Tak obszernie wymieniłem strefy, gdzie Polska, czy też szerzej Zachód odniosły sukcesy na Ukrainie ponieważ to tam dochodzi i można spodziewać się kolejnych ataków dezinformacyjnych. Kwestia polityki historycznej, Ukraina jako państwo upadłe, Polska jako wierny sługa Waszyngtonu, niszczenie pamięci o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej w Polsce, czy na Ukrainie to stała narracja rosyjskich mediów i przedmiot dezinformacji. Od marca zeszłego roku doszły też manipulacje dotyczące koronawirusa i szczepień. Często są one powtarzane powtarzane przez media ukraińskie, najczęściej te prokremlowskie, które nadal -choć na marginesie- istnieją na Ukrainie. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Po tym, jak Polska częściowo sprzedała, a częściowo przekazała za darmo partię szczepionek z terminem ważności do końca listopada, rosyjskie media, a za nimi niektóre ukraińskie, zaczęły alarmować, że szczepionki są jakoby przeterminowane.
Na Ukrainie bowiem nadal istnieje grupa mediów, które są przychylne Rosji. O ile w tych mainstreamowych, jak wiadomości telewizji 1+1 TSN (wraz z popularną stroną tsn.ua), czy czysto internetowych, jak Ukraińska Prawda lub Liga wizerunek Polski jest wyważony, to mniej popularne strony, ale znane ze swojej życzliwości do Kremla, przedstawiają Warszawę, jako ślepego sojusznika Waszyngtonu, który spiera się z Moskwą o historię, a Polska to miejsce poniżającej pracy Ukraińców. Przy czym, o ile dostęp do rosyjskich mediów, jest na Ukrainie ograniczony, takie portale kopiują wiadomości z rosyjskich źródeł, jak telewizja NTW, czy agencja RIA Nowosti.

Oprócz tego warto zwrócić uwagę na działalność “niezależnych bloggerów”, jak na przykład Anatolij Szarij, Ukrainiec, który mieszka w Hiszpanii i w swoich filmikach powtarza dokładnie retorykę Kremla. Na przykład ułatwienia w sferze migracji zarobkowej wprowadzane przez Polskę dla Ukraińców są uznawane przez niego za dowód na wrogą politykę Warszawy. Dla porównania: portale takie, jak na przykład skłonny do sensacji TSN po prostu informują o tym fakcie nie nadając mu negatywnego odcienia.
Kolejnym problemem jest to, że na Ukrainie nadal popularna jest dżinsa, czyli umieszczanie płatnych artykułów o charakterze politycznym bez ostrzeżenia, że jest to opłacony materiał. Rzeczywiście w ostatnich latach najbardziej znane media i portale zrezygnowały z tej praktyki, ale nadal jest dużo mediów ogólnokrajowych i lokalnych, które sobie na to pozwalają. Tutaj też mogą pojawić się treści zmanipulowane mające charakter dezinformacji.

Jest jeszcze jedna sfera, która jest dla nas właściwie terra incognita – kanały informacyjne w komunikatorze Telegram. Niektóre z nich mają po kilkaset tysięcy (jeden nawet ponad pół miliona) subskrybentów. Najczęściej są one prowadzone anonimowo, co ułatwia wprowadzenie tam dezinformacji ponieważ nie wiadomo, kto odpowiada za treść wiadomości. Nie spotkałem się z ich analizą pod względem informacji o Polsce, choć analizy treści politycznych, które widziałem, wskazują na dryfowanie w stronę rosyjskiej narracji.
Podsumowując, rola Polski na Ukrainie i szerzej Zachodu jest powodem frustracji Rosji i sprawia, że nadal Warszawa może z łatwością stać się przedmiotem dezinformacji. Z jednej strony, można odnieść wrażenie, że Polacy i Ukraińcy są już do tego przygotowani, między innymi, dzięki nagłaśnianiu problemu od lat przez ekspertów i dziennikarzy. Nie należy jednak spoczywać na laurach. Wciąż brakuje silnych i prestiżowych ośrodków informacyjnych, które na przykład tłumaczyłyby zawiłości stosunków Warszawy i Kijowa oraz wyjaśniały sporne kwestie. Przydałaby się także większa aktywność polskich ministerstw, w szczególności MSZ, które promowałyby polską narrację nie uciekając się oczywiście do propagandy. Taka może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Tutaj warto spojrzeć nawet na sąsiednią Litwę, która w czasie kryzysu białoruskiego, o wiele efektywniej promowała swoje działania i szybciej reagowała na politykę Mińska niż Warszawa.

Autor: Piotr Pogorzelski, Dziennikarz

Zadanie publiczne finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.