Więcej sportu w samorządach. VII Europejski Kongres Samorządów

Artykuły partnerskie Europejski Kongres Samorządów Panele

Czy i ile powinny dokładać samorządy do sportu? – to odwieczne pytanie wybrzmiało także podczas VII Europejskiego Kongresu Samorządów, który trwa w Mikołajkach. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci już dziś ostrzegają, że wydatki na sport będą musieli ograniczyć.

Skończyła się pandemia, zaczęła wojna w Ukrainie – ta dość uproszczona konstatacja nie zmienia faktu, że różne branże, w tym sport, znów muszą się mierzyć z nowymi wyzwaniami. I od razu pojawia się pytanie, czy potrzebujemy kolejnej tarczy, rządowego wsparcia?

– Następna tarcza to proszenie się o wzrost inflacji. W czasie pandemii wsparcie było koniecznością, bo dawało gwarancję utrzymania miejsc pracy. W tej chwili nie widzę, aby wojna przynosiła negatywne skutki dla świata sportu. Wszystkie ligi funkcjonują normalnie, a mecze są rozgrywane – zauważa Kamil Bortniczuk, minister sportu i turystyki.

Większym wyzwaniem – zdaniem ministra – są zmiany podatkowe i zmniejszenie przychodów w budżetach samorządów, co może skutkować cięciem wydatków na sport. Tymczasem miasta i gminy angażują się w rozwój różnych dyscyplin na dużą skalę. Jak wylicza Marek Cebula, burmistrz Krosna Odrzańskiego, samorząd wspiera 9 na 10 drużyn hokejowych. Co więcej, w I lidze piłkarskiej 17 na 18 drużyn może liczyć na pieniądze z miasta, w Ekstraklasie – 14 na 18.

Grzegorz Czarnocki z Regionalnej Izby Obrachunkowej w Opolu szacuje, że wydatki samorządów na sport w 2019 r. wyniosły 6 mld zł, w 2020 r. – 5,7 mld, a w 2021 r. wróciły do poziomu sprzed pandemii. – Przewidywanie jak będzie wyglądało finansowanie sportu w tym roku jest jak wróżenie z fusów. Wydatki sportowe nie są wydatkiem obligatoryjnym samorządów i może tu rzeczywiście dochodzić do cięć – przyznaje ekspert.

– Bez samorządów nie będzie ani amatorskiego, ani zawodowego sportu – przekonuje włodarz Krosna Odrzańskiego. I dodaje: Nic jednak nie da się zrobić bez pieniędzy. Potrzebujemy systemowego wsparcia. Inaczej wkrótce zaczniemy ograniczać wydatki w tym obszarze.

Atakuje się, gdy jest najtrudniej

Jeśli chodzi o wsparcie państwa – zdaniem Tomasza Frankowskiego, byłego piłkarza, a dziś europarlamentarzysty – pieniądze podążają za mistrzami. Sukcesy Adama Małysza czy Otylii Jędrzejczak przełożyły się na konkretne inwestycje w infrastrukturę. – Jest sukces, jest chęć inwestowania w daną dziedzinę – sugeruje Tomasz Frankowski.

Ze wsparcia rządu cieszyłby się Czesław Lang, mistrz kolarstwa, a po zakończeniu kariery działacz sportowy i organizator Tour de Pologne. – Nie mamy rozwiązań systemowych. Pieniądze pochodzą głównie od sponsorów, a przecież Tour de Pologne to niepowtarzalna okazja, by mówić o Polsce i promować nasz kraj. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi, wystarczy zobaczyć jak robią to Francuzi – zauważa. A ci przekazują na Tour de France ogromną kwotę.

W tym roku trasa wyścigu będzie przebiegała wzdłuż wschodniej granicy. – Samorządy są żywo zainteresowane tym, by Tour de Pologne się odbył. Ludzie z tych terenów potrzebują normalności, a każda impreza sportowa niesie za sobą dobrą energię i radość – przekonuje Lang.

W ubiegłym roku wyścig zgromadził 3 mln kibiców i był emitowany w ponad 100 państwach na całym świecie. – Ten rok nie będzie łatwy, także pod względem budżetowym. Atakuje się jednak, gdy jest najtrudniej. Tylko tak można wygrać – zapewnia Czesław Lang.

Granice zaangażowania

Jak bardzo samorządy powinny się angażować w sport? Czy rola właścicieli klubów sportowych jest na pewno tą właściwą?

– Zdrowa sytuacja to taka, w której kluby zarządzane są przez spółki prywatne, a miasto dokłada się na podstawie praw do wizerunku. Myślę o reklamie na koszulkach – mówi Tomasz Frankowski.

– Jeśli finansowanie sportu akceptują wyborcy, to dlaczego nie. Samorządy mogą dowolnie dysponować swoimi budżetami. Dlaczego nie ma dyskusji o granice zaangażowania w kulturę? – pyta przewrotnie minister Bortniczuk. I dodaje: – Jedyną granicą jest zdrowy rozsądek włodarza.

Nie zgadza się z tym stwierdzeniem Czesław Lang, który uważa, że musi być ktoś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność i nie powinien to być samorząd.

– W pewnym momencie założyłem spółkę i wziąłem odpowiedzialność za organizację imprezy. To jest komercja, ale pamiętajmy, że na komercji można zarobić, ale można też stracić. Co więcej, stale trzeba podnosić poziom, mierzyć wyżej – tłumaczy organizator Tour de Pologne.

Samorządy często podchodzą do organizatorów komercyjnych dość nieufnie. – Samorząd koncentruje się na sporcie dzieci i młodzieży, a tego nie będą organizować komercyjne firmy. Co więcej, cały czas jesteśmy kontrolowani, dlatego też wolimy zlecić zadanie jednostce podległej. Wówczas nikt nam nic nie może zarzucić – zwraca uwagę Marek Cebula.

Inwestycja w zdrowie

Finansowanie sportu może też przynieść konkretne korzyści społeczne w przyszłości. Pandemia sprawiła, że jako społeczeństwo zaciągnęliśmy gigantyczny dług zdrowotny. Choroby cywilizacyjne, cukrzyce, udary – to problemy, które będą narastać. Czy w tej sytuacji samorządy rozumieją, że inwestycja w sport jest de facto reakcją na wyzwania, które mogą się pojawić w przyszłości?

– Doskonale rozumiemy, że jeśli nie zainwestujemy w sport dzisiaj, to jutro będziemy musieli dokładać do służby zdrowia. Problem w tym, że coraz więcej pieniędzy w kasie samorządów dotyczy konkretnych wydatków. W tej chwili staramy się jeszcze przesuwać te kwoty, ale za chwilę nie będziemy mieli z czego. Małe samorządy będą się wycofywały ze wspierania drużyn profesjonalnych, nie przestaną jednak inwestować w sport dzieci i młodzieży – przewiduje Marek Cebula.

Zdaniem Tomasza Frankowskiego trzeba zwiększać liczbę godzin wychowania fizycznego, trzeba też inwestować w infrastrukturę sportową: boiska szkolne czy siłownie na świeżym powietrzu. W Parlamencie Europejskim jest zrozumienie dla tych kwestii. Blisko 2 proc. budżetu Erasmus+ na lata 2021-2027, a więc około 500 mln euro, zostanie przeznaczone na sport.

– Nigdy dość pieniędzy w samorządzie na sport. Dziś dzieci i młodzież nie garną się do treningów. Po pandemii znów trzeba zrobić wszystko, by zaprosić młodych do hal i na stadiony – przekonuje Jarosław Korzeń, wicestarosta tomaszowski.

Recepta na sukces

Co musi się zmienić, by sport w samorządach mógł się nadal rozwijać? – Nie będzie cięć wydatków na sport, jeśli będzie to zadanie własne gminy – sugeruje burmistrz Krosna Odrzańskiego.

Wtóruje mu minister Bortniczuk: – Samorządy muszą budować obiekty kultury, ale nie muszą tworzyć ośrodków sportu. Dobrze byłoby to zmienić.

Zdaniem Tomasza Frankowskiego, potrzeba myślenia długofalowego. Idealnie byłoby także, gdyby spółki z udziałem skarbu państwa inwestowały również w sport młodzieżowy.

Czesław Lang podsuwa z kolei pomysł, by pewne rzeczy związane z organizacją imprez sportowych sponsorzy mogli wrzucać w koszty. Wówczas łatwiej byłoby pozyskać firmy do współpracy.


Źródło: money.pl