Warmia i Mazury czekają na turystów. To Rosji zależy na tym, byśmy się bali

Artykuły partnerskie Europejski Kongres Samorządów Panele

Nasz region nie jest obszarem zagrożonym wojną, na turystów nie czekają żadne niebezpieczeństwa. Na Warmii i Mazurach można bez ryzyka wypoczywać – zapewniał Gustaw Marek Brzezin, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego podczas VII Europejskiego Kongresu Samorządów w Mikołajkach.

Krzysztof Olszewski, Wirtualna Polska: Warmia i Mazury to idealne miejsce na spotkania biznesowe. Dobry dojazd do stolicy województwa, czyli Olsztyna, lotnisko w Szymanach, bliskość piękna przyrody…. Czy odbywający się po raz drugi w Mikołajkach Europejski Kongres Samorządów to zalążek takiej biznesowej i kongresowej współpracy?

Gustaw Marek Brzezin, marszałek województwa warmińsko – mazurskiego: – Naszym zadaniem jest stwarzanie warunków do rozwoju i widzimy, że województwo warmińsko mazurskie jest już w kręgu zainteresowania biznesu.

Europejski Kongres Samorządowy to także dowód na to, że jako Warmia i Mazury jesteśmy dostępni dla inwestorów, że to dobre miejsce na organizacje podobnych spotkań. Sprzyja wspomniany dojazd drogą ekspresową, własne lotnisko regionalne, rozwijająca się komunikacja kolejowa, coraz więcej dobrze uzbrojonych terenów inwestycyjnych. To wszystko powinno przynosić i przynosi pożądane efekty i rozwój. Krótko mówiąc: samorząd i biznes muszą równolegle pracować, bo to biznes przynosi podatki, miejsca pracy. Właśnie dzięki tym inwestycjom młodzi ludzie zostają w regionie, a nie wyjeżdżają za pracą.

Natomiast sam Kongres to również miejsce, gdzie można spotkać się i podyskutować o tym nie tylko w gronie ekspertów ogólnopolskich, ale również międzynarodowych.

Konferencje biznesowe mogą być nową szansą dla regionu. Tym bardziej że dziś, jak donosi Regionalna Organizacja Turystyczna, grupy zagraniczne z Niemiec, USA czy Hiszpanii odwołują rezerwacje. Warmię i Mazury traktują jako „strefę sąsiadującą z krajem agresora”. Tegoroczne wakacje można spisać na straty?

Rzeczywiście obserwujemy niepokojący trend, że turyści z zagranicy boją się przyjeżdżać na wakacje z powodu bliskości obwodu kaliningradzkiego. Można powiedzieć, że to taka reakcja psychologiczna. Mam nadzieję, że przejściowa.

Stąd odwołania rezerwacji i tendencja, by na wszelki wypadek zrezygnować z wyjazdu do tej części Europy. To jest tym bardziej niepokojące, że ostatnie dwa lata z powodu COVID były praktycznie walką o przetrwanie i, jeżeli teraz by się ta sytuacja utrwaliła, to byłby kolejny cios w tą bardzo ważną gałąź gospodarki jaką jest turystyka.

Trzeba więc przypominać, że jako Polska mamy gwarancje bezpieczeństwa ze względu na naszą obecność w NATO i unii. Warmia i Mazury nie stanowią też obszaru zagrożonego wojną. Tu na turystów nie czyhają żadne niebezpieczeństwa. Na Warmii i Mazurach można bezpiecznie wypoczywać. Granica z obwodem kaliningradzkim jest de facto zamknięta. Federacja Rosyjska wywołując wojnę doprowadziła do tej sytuacji i znalazła się na marginesie cywilizacji.

To, że Rosjanie nie przyjeżdżają na zakupy do Polski jest kolejnym ciosem dla regionu. Wszyscy pamiętamy, jak rozwijał się handel, gdy jeszcze kilka lat temu między Polską a Rosją istniał mały ruch graniczny. Dziś jednak trudno wyobrazić sobie współpracę z rosyjskim agresorem.

Stąd nasza decyzja o jednostronnym wypowiedzeniu kontaktów a później umów, bo współpraca z samorządem w obwodzie kaliningradzkim jest dziś niemożliwa. Zresztą to jest samorząd tylko z nazwy, bo wszystkie decyzje i tak zapadają na Kremlu.

Szkoda, że tak się stało, ale niestety nie mieliśmy wyjścia. Trzeba pokazać – izolując obszar kaliningradzki – że w takim stanie rzeczy nie jesteśmy zainteresowani współpracą i jakimikolwiek kontaktami ze stroną rosyjską.

Wymiernym skutkiem rosyjskiej agresji jest również napływ uchodźców do Polski. Wiemy, jak wielu dotarło już na Warmię i Mazury? Na stałe w regionie mieszka ok. 60 tys. osób pochodzenia ukraińskiego, na wsparcie których, jak rozumiem, uchodźcy mogą szczególnie liczyć.

Wsparcie było widać od pierwszego dnia wojny. To była nie tylko pomoc materialna, ale również emocjonalne manifestacje solidarności z narodem ukraińskim.

Na Warmii i Mazurach mniejszość ukraińska jest szczególnie aktywna, bo jest u nas obecna od kilkudziesięciu lat. Przed wojną obserwowaliśmy również znaczny napływ emigrantów zarobkowych. Ale gdy wybuchła, wiele tych osób – mówię o mężczyznach – wyjechało. Wyjechali, by walczyć za swoją Ojczyznę.

My jako samorząd od początku konfliktu dostarczamy natomiast pomoc do miasta Równe. Transporty z pomocą wysyłane są od nas co tydzień.

Naszym zadaniem jest również utrzymanie szkoły z językiem ukraińskim w Górowie Iławeckim, jak i uczniów, którzy w niej pozostali w internacie i nie mają dziś żadnego wsparcia od swoich bliskich – ci zostali na Ukrainie.

Wspomniana szkoła pełni również funkcję centrum pomocowego w regionie, miejsca, gdzie osoby potrzebujące pomocy zawsze mogą ją uzyskać.

A sami uchodźcy? Szacujemy ich liczbę na kilka tysięcy. Osoby, które do nas przyjeżdżają, wybierają nasz region najczęściej wtedy, gdy już mieszkają tu ich bliscy, znajomi. Stąd cel ich podróży.

Bez pieniędzy rządowych ta pomoc będzie mocno utrudniona. Warmia i Mazury budują się również dzięki środkom z Unii Europejskiej, co doskonale widać, gdy podróżuje się po regionie. Ale pieniędzy z Unii na horyzoncie nie widać z powodu konfliktu polskiego rządu z Brukselą…

To nas bardzo martwi, bo polską racją stanu jest otrzymanie tych środków. Jesteśmy Europejczykami. Przyjęliśmy bezwarunkowo ponad 2,5 miliona uchodźców i to jest najlepszy dowód na to, że musimy się z unią porozumieć, bo sami myślimy jak Europejczycy. Rząd powinien wykorzystać.

Warmia i Mazury w ostatnim czasie wykorzystały 100 proc. środków unijnych, które zostały nam przyznane. W nowej perspektywie budżetowej udało nam się wynegocjować również bardzo dobre kwoty, bo w sumie 1 miliard 731 milionów euro. To o 3 miliony euro więcej niż w poprzedniej perspektywie budżetowej.

Nie wszystkie regiony mogą pochwalić się takim sukcesem. No, ale cóż z tego, jak stoimy w miejscu. Jesteśmy przygotowani do negocjacji, ale bez umowy partnerskiej między rządem a Komisją Europejską nie ruszymy dalej. Krajowy Plan Odbudowy też jest w zasadzie wirtualny, bo co prawda pierwsze czeki zostały rozdane, ale są one w zasadzie bez pokrycia.

Ton naszej rozmowy jest dość pesymistyczny, ale najbliższe lata – mimo obecnej sytuacji – będą również obfitować w inwestycje.

Rzeczywiście. Chcemy wykorzystać regionalny program operacyjny, ale też programy sektorowe, programy krajowe, które są realizowane z pieniędzy unijnych.

Jedną z takich inwestycji jest budowa za 200 milionów złotych nowoczesnej hali widowiskowo-sportowej w Olsztynie. Żadnego samorządu nie stać na taki wydatek. Samorząd województwa i moja skromna osoba podjęły się więc renegocjacji i zdobycia na to środków w Brukseli.

Wyjaśnialiśmy unijnym urzędników, że to koło zamachowe dla regionu w ujęciu gospodarczym, jak i sportowym. Dzięki temu na inwestycję udało się pozyskać 130 milionów złotych z UE.

Kolejna inwestycja to poprawa bilansu energetycznego lotniska w Szymanach. By ograniczyć koszty funkcjonowania obiektu, inwestujemy w fotowoltaikę, pompy ciepła.

W planach mamy również budowę Centrum Zdrowia Psychicznego, budowę ekspresowej drogi S16, ale też nowego SOR-u w olsztyńskim szpitalu wojewódzkim.

Powyższe inwestycje są ważne szczególnie dla mieszkańców regionu, ale budowa Muzeum Bitwy pod Grunwaldem o wartości 40 milionów złotych to promocja marki, jaką jest Grunwald, nie tylko w Polsce, ale też Europie. To będzie miejsce równie ważne miejsce na mapie jak słynne belgijskie Waterloo.

Kolejną inwestycją turystyczną będzie Centrum Astronomii, które powstanie we Fromborku w 2023 roku, w 550. rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika.

Niestety bez porozumienia z Unią Europejską, realizacja tych wszystkich planów może okazać się niemożliwa.


Źródło: money.pl