„Brama Północna” w Karpaczu. Gazprom jak nieuczciwy taksówkarz. [Relacja]

W Karpaczu trwa II Forum Przemysłowe zorganizowane przez Instytut Studiów Wschodnich. W jego ramach zorganizowano panel poświęcony koncepcji Bramy Północnej, czyli polskiej oferty dywersyfikacji dostaw gazu dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej pod tytułem „Brama Północna – ciąg dalszy realnej dywersyfikacji?”. Jego patronem był portal BiznesAlert.pl, a moderatorem – redaktor naczelny portalu Wojciech Jakóbik.

– Mija rok odkąd ogłosiliśmy, że naszym priorytetem jest dokończenie drugiego projektu dywersyfikacyjnego, czyli połączenia z Norwegią. Komunikujemy ten projekt jako Bramę Północną – powiedział wiceprezes PGNiG Janusz Kowalski. – Priorytetem dla nas jest budowa Korytarza Norweskiego, która dokończy budowę Bramy Północnej i uzupełni istniejący terminal LNG w Świnoujściu.

– Bez Korytarza Norweskiego perspektywie 2022 roku kiedy zakończy się umowa jamalska, Polska nie będzie w pełni zabezpieczona. Niezależnie od tego skąd chcemy sprowadzić gaz lądem, to zawsze jest to surowiec rosyjskiego pochodzenia. Jest to surowiec kupowany w Rosji albo pochodzący z tego kraju – ocenił przedstawiciel spółki. – Na rynku niemieckim atrakcyjne ceny gwarantuje model zakładający, że z jednego kierunku może pochodzić tylko jedna trzecia dostaw. Taki model chcemy zaproponować Polakom.

– Decydujące będzie następne pół roku. Za chwilę będziemy wybierać między wariantem pierwszym, czyli Korytarza Norweskiego, którego elementem jest Baltic Pipe, a nowym terminalem w Zatoce Gdańskiej – powiedział Kowalski. – Jeśli wygra wariant norweski, to jesteśmy gotowi do zdecydowanych inwestycji w tamtejszy upstream. Mamy obecnie 18 koncesji i pół miliarda m3 wydobycia rocznie. W 2022-23 roku mogłoby to być 2 albo 3 mld m3 na rok.

– Alternatywa w postaci LNG będzie dostępna w wypadku pojawienia się jakichś problemów z Korytarzem Norweskim, których, na co chcę zwrócić szczególną uwagę, w chwili obecnej nie dostrzegamy – powiedział menadżer. – Co bardzo istotne, już w 2019 roku wygasa umowa tranzytowa na dostawy Gazpromu przez Polskę, więc może być to bardzo ciekawy okres, w którym musimy dostarczyć rezultat w postaci Bramy Północnej.

W panelu wziął udział także dr Robert Zajdler, który mówił o perspektywie wykorzystania dostaw LNG na polskim rynku. – Ostatnia analiza Międzynarodowej Agencji Energii uwzględnia różne scenariusze, ale przewiduje wzrost rynku o średnio 1,5 procent rocznie do 2040 roku. To jedno z niewielu paliw kopalnych, którego potencjał będzie rósł w takim tempie – mówił.

Ekspert wskazywał, że rynek robi się elastyczny. Mamy coraz więcej luźnych metanowców, z których technicznie każdy może potencjalnie trafić do Polski. Spadają także koszty transportu gazu skroplonego z 30 do 20 procent ceny surowca. Na spocie ceny transportu to jedna trzecia kosztów dostarczania LNG w długim terminie. Ponadto cena gazu skroplonego w coraz większym stopniu uzależniana jest nie od wartości baryłki ropy, ale od cen w hubach gazowych, co przenosi ryzyko cenowe na tamtejsze rynki.

– Terminal nie działa wystarczająco elastycznie. Jeśli spojrzeć na to jakie usługi oferują tego typu obiekty na świecie, to w Polsce jeszcze wiele jest do zrobienia. To jest główne źródło dochodów – wskazywał Zajdler. W tym kontekście wymienił tankowanie statków, transport kolejowy i cysternowy. W odpowiedzi na tę tezę prezes Kowalski wskazywał na programy testowej bunkierki statków przeprowadzone przez PGNiG i Grupę Lotos. Jako inną barierę ekspert wskazał istniejący kontrakt na dostawy gazu z Kataru do Polski. – Zajmuje on około 60 procent mocy terminalu i blokuje to miejsce dla innych graczy – ostrzegał.

– Mówimy obecnie o projekcie w najbardziej zaawansowanej fazie w stosunku do poprzednich prób, ale na dzisiaj nie ma twardych deklaracji o tym, że będzie on realizowany. Historia pokazuje, że realizacja tego rodzaju przedsięwzięć rozpisanych na długie lata, przebiegających przez morze i cudze strefy ekonomiczne wymaga wielkiej determinacji – ocenił Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki.

– Potrzebne są pieniądze i kontrakty po obu stronach gazociągu. Jest sporo do zrobienia. Brama Północna ma dbać o bezpieczeństwo energetyczne Polski, ale i naszych południowych sąsiadów. Niekoniecznie wszyscy z nich z jednakowym entuzjazmem do niego podchodzą. Arbitraż cenowy powstały dzięki Bramie Północnej może być dla nich atrakcyjny i należy ich do tego przekonać – powiedział.

– Dla mnie jednak dużo bardziej oczywista wydaje się zamiana w 2022 roku kontraktu na dostawy z Rosji kontraktem z Norwegią. Być może to jest rozwiązanie i zbieżność wolumenów – po 10 mld m3 rocznie – oraz terminów pozwala mi na ten temat spekulować – ocenił ekspert. Przedstawiciel PGNiG stwierdził jednak, że Polska powinna się trzymać reguły ograniczenia dostaw z jednego źródła do jednej trzeciej zapotrzebowania.

Zdaniem Chmala bazą dla Korytarza Norweskiego mogą być bardziej odległe złoża: nie na Morzu Północnym, ale Barentsa. To oznacza, że inwestycja może się zwrócić dopiero w dłuższej perspektywie. – Gdyby ta inwestycja miała być finansowana przez firmy prywatne to na pewno by nie uzyskała tego finansowania. Przy wsparciu państwa i społeczeństwa może jednak powstać i to wsparcie powinna otrzymać – powiedział Tomasz Chmal. Odpowiedział mu Janusz Kowalski. W jego przekonaniu na poziomie politycznym jest konsensus między ośrodkami władzy w Polsce oraz zainteresowanie u partnerów skandynawskich projektem Bramy Północnej.

– Wsiedliśmy dzisiaj z kolegą do taksówki z Jeleniej Góry do Karpacza. Zapłaciliśmy za kurs 120 złotych, chociaż powinno to być około 60 złotych. Z taką samą sytuacją stykają się Polacy w relacjach z Gazpromem – podsumował Chmal. – Z polskiego punktu widzenia jest to niewiarygodny dostawca i Polacy mają prawo się od niego uniezależnić.

BiznesAlert.pl