Różowe włoskie trzy tygodnie

Jakub Romaniuk

W dniach 11 maja – 2 czerwca odbyła się 102 edycja kolarskiego wyścigu Giro d’Italia. Trwające trzy tygodnie włoskie święto sportu to jednak nie tylko wielkie ściganie, ale i potężna machina do zarabiania pieniędzy oraz doskonała okazja do promocji poszczególnych regionów Półwyspu Apenińskiego.

Giro d’Italia to drugi najważniejszy wyścig kolarski świata, jeden z trzech Wielkich Tourów obok Tour de France i Vuelta a Espana. Poczynania kolarzy śledzi na trasie 8 milionów kibiców, zaś w telewizji podziwia je około 700 milionów widzów ze 192 państw na całym świecie. Ściganie dookoła Włoch organizowane jest przez wydawcę La Gazzetta dello Sport, grupę medialną i wydawniczą RCS Mediagroup Spa. Stąd wszechobecny na trasie wyścigu, w materiałach promocyjnych, a przede wszystkim na koszulce lidera kolor różowy, czyli dokładnie ten sam, co papieru, na którym drukowana jest jedna z najpopularniejszych włoskich gazet. Tegoroczna edycja określona została przez ekspertów jako jedna z najtrudniejszych w historii. Kolarze musieli przejechać 21 etapów o łącznym dystansie 3578 kilometrów. Wyróżniła się również pod względem samej trasy, gdyż w przeciwieństwie do poprzednich lat ominęła południe Włoch i wyspy oraz większe miasta. Dodatkowo w tym roku wyścig był naprawdę „włoski”, gdyż po raz pierwszy od wielu lat nie opuścił granic kraju, odwiedzając jedynie San Marino, które leży przecież wewnątrz Włoch. Zwycięzcą 102 edycji Giro został Ekwadorczyk Richard Carapaz, który wyprzedził Włocha Vincenzo Nibalego oraz Słoweńca Primoza Roglica. My emocjonowaliśmy się przede wszystkim dobrą jazdą Rafała Majki, który ostatecznie ukończył wyścig na 6. pozycji.

 

La Gazzetta nie jedzie w tym wyścigu sama

Jednak Giro d’Italia to nie tylko sportowe emocje. Organizacja tak ogromnego przedsięwzięcia o rozpoznawanej na całym świecie marce, jakim niewątpliwie jest wyścig dookoła Włoch potrzebuje odpowiedniego zaplecza finansowego oraz logistycznego. RCS Mediagroup nie byłaby w stanie, rzecz jasna, samo podołać organizacji tak ważnego dla całego kraju wydarzenia. Chętnych, by jej w tym pomóc jednak nie brakuje. Za prace nad przygotowaniem i przeprowadzeniem wyścigu odpowiada cały zastęp partnerów. Głównymi sponsorami są tacy giganci włoskiego rynku jak: Enel, Banca Mediolanum, Segafredo, Eurospin, czy NamedSport. Wśród pozostałych wymienić należy: Selle Italia, Intimissimi, Pinarello, Unibet, Continental, czy Autostrade per l’Italia. Partnerami Giro są z kolei: Automobile Club d’Italia, TIM, ENIT, Europcar, Husqvarna, Shimano oraz Komisja Europejska. Za pomiar czasu odpowiada TAG Heuer, samochody zapewnia Toyota, zaś motocykle Yamaha. Powyższa lista jest naprawdę imponująca, a to i tak nie wszyscy, którzy mają swój udział w organizacji Giro, którego dyrektorem od 2012 roku jest Mauro Vegni.

Opasły Garibaldi

Jednym z najpopularniejszych we Włoszech publikowanym corocznie wydawnictwem jest tzw. Garibaldi, czyli książka wyścigu. Na 428 stronach znajduje się pełna trasa wyścigu ze szczegółowym opisem każdego z etapów, jego trudności, znajdujących się na nim wzniesień, podjazdów, premii oraz ostatnich kilometrów i finiszu. Książka zawiera również informacje o samym wyścigu, miejscach odwiedzanych przez kolarzy oraz oczywiście o partnerach i sponsorach. Na 37 stronach wydawnictwa przedstawione są wszystkie miasta i miasteczka, w których umiejscowione są start i meta poszczególnych etapów. Konstrukcja opublikowanych informacji przypomina przewodniki turystyczne – krótki rys historyczny, jakie zabytki trzeba zobaczyć, co należy zjeść, a czego warto się napić. Aż 54 strony w Garibaldi to reklamy. I to nie tylko sponsorów i partnerów imprezy, ale i wszystkich firm, które zdecydowały się zapłacić na pewno nie małe pieniądze za to, by się tu znaleźć. Z kolei na 12 stronach opublikowane są informacje dotyczące wyścigu, wśród których znalazły się wzmianki o partnerach oraz ich loga. I tak łącznie daje to nam liczbę 103 stron, na których promowane są włoskie walory turystyczne oraz rozmaite firmy. To niemal jedna czwarta (dokładnie 24%) liczącej 428 stron książki.

Szczególne miejsce na reklamę dla głównych sponsorów zarezerwowane jest na koszulkach. Pożądana przez wszystkich kolarzy różowa Maglia Rosa dla lidera wyścigu, sponsorowana jest przez włoskiego gigant energii elektrycznej Enel. Maglia Ciclamino dla najlepszego sprintera ma na sobie logo Segafredo. Sponsorem Maglia Azzurra dla Króla Gór jest Banca Mediolanum. Natomiast młodzi kolarze rywalizują o Maglia Bianca z logiem Euro Spin. Co ciekawe, powyższe zestawienie mówi również sporo o hierarchii najważniejszych sponsorów. Nawet jeśli loga ich wszystkich są widoczne i tak bardzo często, bo nie tylko w trakcie transmisji telewizyjnych przy zbliżeniu na kolarzy jadących w tych koszulkach, ale i podczas dekoracji na mecie każdego etapu oraz w różnych miejscach na trasie.

Wysokie wpisowe

O ile warunki współpracy w przypadku sponsorów pozostają tajemnicą, o tyle stawki, jakie muszą zapłacić miasta, by móc gościć u siebie Giro d’Italia są powszechnie znane. Za to, by start etapu odbył się w konkretnym mieście, musi ono wyłożyć od 70 do 100 tysięcy euro. W przypadku usytuowania w nim mety etapu stawka może wzrosnąć aż do 200 tysięcy euro. Dla porównania warto przytoczyć „cennik” Tour de France, według którego za start należy liczyć się z wydatkiem 100 tysięcy euro, a za metę etapu 210 tysięcy euro. Są jednak też i sytuacje szczególne. Gdy w zeszłym roku pierwszych kilka etapów Giro odbyło się w Izraelu, organizatorzy zainkasowali za nie aż 6 milionów euro! Wielki finisz wyścigu w Rzymie kosztował przy tym zaledwie skromne 400 tysięcy euro. Czy wydawanie takich sum za bycie częścią Giro w ogóle się opłaca? Z pewnością! Trwająca pół dnia transmisja telewizyjna niemal codziennie (2 dni przerwy w czasie wyścigu) przez trzy tygodnie zabiera widzów w podróż po włoskich regionach, prezentując nie tylko ścigających się kolarzy, ale i piękno natury oraz dziedzictwa kulturowego Półwyspu Apenińskiego. A wszystko to przed oczami 700 milionów osób na całym świecie.

Zeszłoroczna edycja Giro przyniosła organizatorom 14 milionów euro wpływów od sponsorów oraz 25 milionów euro z praw do transmisji telewizyjnych. Szacuje się, że w ostatnich latach wyścig mógł zarabiać około 70 milionów euro rocznie. Choć to niebagatelna kwota, w porównaniu z 150 milionami euro Tour de France to wciąż mało.

Coś więcej niż wyścig

Giro d’Italia to jednak nie tylko sportowe zmagania i duże pieniądze. Wyścigowi towarzyszą liczne wydarzenia charytatywne, koncerty, zawody dla dzieci. Kibice są tutaj zdecydowanie bliżej swoich bohaterów, niż zazwyczaj ma to miejsce w przypadku innych dyscyplin. Przy okazji startu i mety mogą nieraz osobiście uścisnąć im dłoń i zamienić kilka słów. Obecne są również legendy Giro. Dodatkowym walorem wyścigu dookoła Włoch jest jego integrujący charakter. To jedno z tych nielicznych wydarzeń (obok spotkań włoskiej reprezentacji piłkarskiej), podczas których wszyscy Włosi czują się jednym narodem i z chęcią ubierają się i przystrajają swoją okolicę w różowe barwy. W tym roku szczególnym symbolem tej jedności jest obecności miasta l’Acquila na trasie Giro. Równo 10 lat po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi, burmistrz Pierlugi Biondi dumnie stanął na głównym placu, ciesząc się z obecności wyścigu i prezentując miasto odbudowane przy zaangażowaniu całego kraju. Miasto jego zdaniem tak piękne, jak i całe Giro, które zasługują na to, by zobaczył je cały świat.

http://www.giroditalia.it/it/

http://www.giroditalia.it/wp-content/uploads/2019/05/Giro_italia_2019_low_res_3-1.pdf

https://www.ilsole24ore.com/art/notizie/2019-05-09/il-giro-d-affari-giro-d-italia-costi-e-business-corsa-piu-amata-122904.shtml?uuid=AC1Rpv&fromSearch

https://stream24.ilsole24ore.com/video/notizie/il-giro-d-italia-l-aquila-sindaco-un-segnale-importante/ACPFeEE