Komentarz eksperta: Rok 2020 przejdzie do historii jako punkt zwrotny UE w XXI wieku dzięki COVID-19

Luca Jahier, Przewodniczący Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego

Wiatr zmian wieje mocniej niż kiedykolwiek. Głęboko zakorzenione tabu znikają, a rzeczy, na które czekano przez ponad 20 lat, dzieją się w ciągu dni i tygodni. Nie wolno nam wszystkim zmarnować tej historycznej chwili.

Rok 2020 zapamiętamy na długo. To rok, w którym wybuchła pandemia COVID-19, która wywołała kryzys zdrowotny, gospodarczy i społeczny – a nawet kryzys demokratyczny w niektórych państwach członkowskich, jakiego nie widziano od końca drugiej wojny światowej. Ale rok 2020 zostanie również zapamiętany jako ten, w którym Unia Europejska była w stanie podjąć bezprecedensowe decyzje, by zrobić wszystko, co było konieczne, by pozostać zjednoczoną, konkurencyjną i zakorzenioną w solidarności.

 

 

W ciągu dwóch miesięcy, po pewnych początkowych wahaniach, na początku 2020 roku w Europie nastąpiła niewyobrażalna zmiana kursu, mająca na celu rozwiązanie kryzysu i zbudowanie planu na przyszłość, który jest jeszcze silniejszy i bardziej odporny niż ten, który pojawił się w programie prac Komisji von der Leyen.

Jeszcze pod koniec lutego szczyt UE w sprawie nowego budżetu wieloletniego zakończył się spektakularną porażką z powodu ułamków procentowych i kakofonii głosów, w których wszyscy chcieli wszystkiego i więcej, płacąc przy tym jeszcze mniej niż w poprzednich dekadach i przy większej warunkowości.

Od 13 marca, kiedy to Komisja Europejska ogłosiła pierwsze środki walki z pandemią, oraz od 17 marca, kiedy Europejski Bank Centralny zaangażował wszystkie swoje siły, aby uniknąć załamania się finansów publicznych państw członkowskich, wszystko się zmieniło.

Zmobilizowano ponad 3 biliony euro (nawiasem mówiąc, ponad trzykrotnie więcej niż tak często przywoływany powojenny plan Marshalla przy obecnych wartościach), burząc zakorzenione tabu. Weźmy na przykład zawieszenie paktu stabilności i wzrostu. Weźmy na przykład znaczne odstępstwa od zasad pomocy państwa, uruchamiające bezpośrednie interwencje państwa o wartości 2 bilionów euro na rzecz ratowania przedsiębiorstw.

Oczywiście, nie jest tak, że te tabu były bezpodstawne. Pierwsze z nich było zakorzenione w zdrowym rozsądku, że konieczny jest zrównoważony budżet i rozsądne zarządzanie nadmiernym długiem publicznym. Drugie miało na celu zapobieganie zaburzeniom równowagi na rynku wewnętrznym i zwalczanie podziałów między państwami, które mają środki do interwencji, a tymi, które ich nie posiadają.

Ale tym razem, #WhateverItTakes miało miejsce w ciągu kilku tygodni, a nie czterech lat i w radykalnie odmiennych warunkach.

Następnie pojawił się mechanizm SURE, długo oczekiwany schemat wsparcia krajowych systemów ubezpieczeń na wypadek bezrobocia, zapewniający dodatkowe 100 mld euro. Pieniądze, które faktycznie będą pierwszą formą podziału kosztów zadłużenia, aby pomóc najbardziej potrzebującym. Do niedawna było to jeszcze nie do pomyślenia.

Teraz, w oczekiwaniu na całościowy pakiet Funduszu Odbudowy i nowe wieloletnie ramy finansowe, jesteśmy świadkami nowego, niewyobrażalnego przyspieszenia.

To, do czego wielu nawoływało przez lata, spełnia się dzięki francusko-niemieckiemu zwrotowi. Antyteza wyników szczytu w 2010 roku: Wspólna emisja długu w wysokości 500 mld euro, realizowana za pośrednictwem budżetu europejskiego, przeznaczona głównie na bezzwrotne transfery do najbardziej dotkniętych państw i sektorów, której wyraźnym celem jest naprawa gospodarki, ale także inwestycje w kluczowe sektory przyszłości. Razem. Nie do pomyślenia.

Ponadto mówi się o transferze z podatków krajowych do zasobów własnych UE (w oparciu o art. 311 Traktatu), o podatkach nakładanych na gigantów cyfrowych oraz o europejskim minimalnym podatku od osób prawnych, co poważnie stawia pod znakiem zapytania kwestię preferencyjnych systemów podatkowych.

Można powiedzieć, że po kontrowersyjnym wyroku sądu w Karlsruhe, który wskazywał na głęboko zakorzenioną, radykalną debatę w Niemczech, oraz po kolejnych oświadczeniach wszystkich głównych urzędów państwowych, kanclerz Merkel dokonała ogromnej historycznej zmiany, decydując, że nadszedł czas, aby podzielić ryzyko, zwiększyć europejskie wydatki i możliwości inwestycyjne.

I tak 18 maja, 70 lat po deklaracji Schumana, kanclerz Merkel i prezydent Macron ogłosili wspólny plan ratowania Europy i ocalenia projektu europejskiego.

Przełom ten był od pewnego czasu starannie przygotowywany, o czym świadczy wysoki poziom poparcia wśród niemieckiego społeczeństwa, nie do pomyślenia jeszcze jesienią ubiegłego roku.

Na pewno przed nami jeszcze długa i wyboista droga. Ostateczne zobowiązania będą musiały być bardziej konkretne, a twarde negocjacje będą musiały zaprowadzić nową równowagę.

Pozostaje jednak jasne, że jesteśmy świadkami bezprecedensowego czasu przemian, wspieranego przez nowe energie polityczne i zbieżne siły społeczne.

Jestem zatem przekonany, że od tej chwili do końca czerwca ważne wybory dotyczące naszej przyszłości zostaną skonsolidowane i że sześciomiesięczna prezydencja niemiecka w UE, rozpoczynająca się 1 lipca, będzie w stanie poprowadzić nas przez to niezbadane terytorium, będące częścią renesansu Europy.

Duch naszych ojców założycieli, z silnym naciskiem na pojęcie solidarności, może być odczuwalny jak nigdy dotąd. Jestem pewien, że Adenauer, De Gasperi i Schuman, którzy wspólnie posługiwali się językiem niemieckim, byliby zachwyceni, gdyby ich dalekowzroczna wizja nadal przynosiła owoce: całość jest rzeczywiście silniejsza i bogatsza niż suma jej części.

 

Działanie sfinansowane ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO.