Polityka samorządowa a partie polityczne. Czy autonomia to science fiction?

Czy na poziomie regionalnym można skutecznie oddzielić wielką politykę od lokalnych spraw? Czy też cień wielkiej polityki nad wyborami lokalnymi powoduje, że słabnie zaufanie do samorządu? Na te pytania w panelu dyskusyjnym prowadzonym przez redaktora naczelnego „Wprost” Jacka Pochłopienia odpowiedź próbowali znaleźć dyskutanci z Polski i Ukrainy.

 

 

Polityka samorządowa a partie polityczne. Czy autonomia to science fiction?

Na pytanie moderatora, czy na poziomie lokalnym udaje się realnie oddzielić wielką politykę od władzy lokalnej, pierwszy głos zabrał prezydent urzędu miejskiego w Gliwicach, Zygmunt Frankiewicz. Zauważył on, że niestety, we władzach lokalnych jest zbyt wiele wielkiej polityki i że zjawisko oddziaływania polityki centralnej na lokalną jest faktem. Ale czy jest ona potrzebna na poziomie lokalnym? Chyba nie bardzo – skonkludował. W samorządzie jest więcej państwowotwórczego myślenia niż we władzach centralnych. Miejscowi politycy kierują się dobrem lokalnym, przedkładając je nad interesy, którymi kieruje się wielka polityka. Zauważył, że wiele projektów udaje się zrealizować mimo pomysłów władzy centralnej.

Poseł Parlamentu Europejskiego, Bogusław Sonik, zauważył, że w wyborach regionalnych na wyższym szczeblu jest zbyt wiele polityki i wpływu partii politycznych. Jest to bardzo często wybór stricte polityczny. Jednak na szczeblach niższych, jak na przykład wybory wójtów, wyborcy głosują na ludzi sobie znanych, sprawdzonych. Głosujący nie bardzo wierzą politykom, stąd ci bardzo często stosują tzw. maskirovkę (z rosyjskiego – operację dezinformującą) – występują pod szyldem kandydatów bezpartyjnych. Szermowanie apolitycznością to element gry wyborczej, zaciemniania rzeczywistości – partie polityczne nie są mile widziane w wyborach samorządowych.

Przewodnicząca Unii Europejskich Demokratów, Elżbieta Bińczycka, już na początku swojej wypowiedzi zaznaczyła, że wypowiada się jako przedstawiciel opozycji.  Zgodziła się z przedmówcą, mówiąc, że partyjniactwo budzi opór obywateli, stąd wielokrotnie politycy ukrywają się pod szyldem bezpartyjności. Jednak należy zrobić wszystko, by odpartyjnić władze lokalne, które we współczesnej rzeczywistości stają się stricte politycznym łupem. Doszło do wypaczenia zasady samorządności, zagubiliśmy sposób oddolnej organizacji obywatelskiej. Oddolne inicjatywy nie mają szans w wyborczym starciu z partiami politycznymi, dodała.

Wykładowca Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Humanistycznej w Bielsku Białej, Sergi Illiashenko stwierdził, że na poziomie lokalnym nie ma miejsca dla wielkiej polityki. Niech politycy zajmują się przygotowywaniem ustaw i polityką zagraniczną, a na poziomie lokalnym niech rządzą ludzie znani, którzy cieszą się autorytetem, chcą i mogą coś zrobić dla swojego regionu. Na Ukrainie przeprowadzana jest decentralizacja, ale idzie ona opornie. Należy zdefiniować różnicę między politykiem a działaczem lokalnym.

Dyrektor firmy doradczej Be One, Ołeh Zarubinski z Ukrainy stwierdził, że w jego kraju poziom zaufania do władzy centralnej jest znikomy i będzie jeszcze bardziej spadał. W związku z tym samorządy będą odgrywały coraz większą rolę w polityce regionalnej. Wielu ludzi chętnie zatrzymałoby postępujący proces decentralizacji (władza lokalna nie lubi się dzielić swoim imperium).

Lokalnym działaczom jest ciężko oszukać wyborcę – na tym poziomie łatwo jest zweryfikować obietnice. Kiedy partie polityczne wkraczają do polityki lokalnej, wysyłają do niej swoich „politycznych żołnierzy”, którzy odpowiadają potem tylko przed swoimi mocodawcami, a nie przed wyborcami.

Regionalizacja procesów politycznych na Ukrainie jest konieczna i nastąpi w najbliższym czasie – zakończył.

 

Wszyscy rozmówcy zauważyli negatywny wpływ, jaki ma polityka centralna na politykę lokalną. Zgodzili się, że proces ten należy ograniczyć, a w przyszłości wykluczyć – o ile to możliwe – z życia politycznego.