Marzenia Gruzinów i „Gruzińskie Marzenie

Jerzy Marek Nowakowski

Do niedawna Gruzja była w Polsce niezwykle popularna. Zarówno jako kierunek turystycznych wypraw, jak jako obszar zainteresowań polityków. Ale nie tylko. Nasi celebryci opisywali urodę Gruzji, pojawiały się inicjatywy biznesowe skierowane do tego kraju. Przede wszystkim zaś, zarówno poprzednie jak obecne rządy wspierały gruzińskie dążenia do członkostwa w Unii Europejskiej i NATO. Podpisanie umowy o stowarzyszeniu z UE (2014 r. – obowiązuje w pełni od 1 lipca 2016) i wprowadzenie ruchu bezwizowego dla Gruzinów oraz aktywny udział Gruzji w projekcie Partnerstwa Wschodniego pozwalały sądzić, że Tbilisi będzie zmierzać w kierunku pełnej integracji ze światem Zachodu. Zarówno w rankingach walki z korupcją jak w dziedzinie swobód politycznych Gruzja wyróżniała się pozytywnie na tle krajów byłego ZSRR.

Oczywiście nie brakowało kłopotów. Najważniejszym pozostawała okupacja dwóch regionów: Abchazji i Osetii Południowej przez Rosję. Formalnie oba regiony ogłosiły niepodległość. Ale uznawane są tylko przez Moskwę i jej najbardziej uzależnionych satelitów. W rzeczywistości są pod okupacją rosyjską (fakt, że akceptowaną przez znaczną część miejscowej ludności). A oba regiony położone sią w kluczowych punktach terytorium gruzińskiego. Wystarczy powiedzieć, że jadąc najważniejszą drogą Gruzji, łączącą stolicę z Batumi na wybrzeżu Morza Czarnego, widzimy z samochodu rosyjskie posterunki rozlokowane na granicy Osetii. Co więcej zamknięta granica praktycznie odcięła Gruzję od komunikacji z Rosją. Najważniejsze drogi i szlaki kolejowe łączące Rosje z południowym Kaukazem prowadziły przez terytoria Abchazji i Osetii – gdzie był zbudowany tunel pod głównym grzbietem Kaukazu. W tej chwili jedyna droga to tak zwana stara droga wojenna prowadząca przez przełęcz Lars w zimie bardzo często niedostępna a latem co najmniej niewygodna dla ciężarówek.

Rosjanie wielokrotnie próbowali wymusić na Gruzinach zgodę na otwarcie szlaków komunikacyjnych. Jak dotąd bezskutecznie. Od czasu rosyjskiej agresji w roku 2008 relacje pomiędzy tymi państwami pozostają co najmniej napięte. Werbalnie Gruzja jest twardo antyrosyjska. Werbalnie deklaruje też dążenie do członkostwa w NATO i Unii. W rzeczywistości jednak od czasu ustąpienia Michaiła Saakaszwilego z urzędu prezydenta Gruzji i faktycznego przejęcia władzy przez miliardera, Bidzinę Iwaniszwilego, gruzińskie marzenia o Zachodzie coraz bardziej przesuwają się z realnej polityki do retoryki politycznej. Zwykle tak bywa, że priorytetowe kierunki polityczne pokrywają się z handlowymi. Największymi partnerami Gruzji są nieodmiennie Turcja, Rosja i Azerbejdżan. Również turystyka, do czasów pandemii przynosząca znaczące wpływy, to domena Rosjan i Turków. Zainteresowanie Zachodu Gruzją spada, w ubiegłym roku bezpośrednie inwestycja zagraniczne nie przekroczyły w Gruzji miliarda dolarów, systematycznie od kilku lat spadając. Gruzińska dziennikarka w wywiadzie dla Gazety Wyborczej powiedziała: Sytuacja gospodarcza jest trudna, ludzie są zmęczeni pandemią, jest głód i oczekiwanie na otwarcie granic, żeby emigrować za pracą. Panuje smutek, że demokracja upada, ale ważniejsze jest życie z dnia na dzień.

Wypada w tym miejscu wrócić do polityki i stwierdzenia, że „demokracja upada”. Po triumfalnym zwycięstwie stworzonej przez Iwaniszwilego partii „Gruzińskie Marzenie” w roku 2010 Gruzini liczyli, że miliarder utrzyma prozachodnią politykę a równocześnie nie będzie prowokował niepotrzebnych konfliktów z Rosją. Michaiła Saakaszwilego obwiniali o przegrana wojnę i utratę terytoriów w 2008 roku.

Tymczasem nowe rządy przyniosły pogłębiającą się stagnację ekonomiczną i dość rozpaczliwe próby poszukiwania nowych partnerów politycznych. Nastąpiło wyraźne zbliżenie z Turcją i Azerbejdżanem, szczególnie w dwóch kluczowych obszarach: bezpieczeństwa i energetyki. Ekipa Gruzińskiego Marzenia próbowała także budować bliskie relacje z Chinami licząc na to, że nowy port w Anaklii budowany przy chińskim współudziale stanie się jednym z węzłów transportowych Nowego Jedwabnego Szlaku. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę i zaborze Krymu polityka Tbilisi stała się jeszcze ostrożniejsza. Widząc słabość Zachodu, Gruzini zaczęli szukać gwarancji bezpieczeństwa w Turcji. Ale też ani USA ani Bruksela, nie interesowały się Gruzją ani Kaukazem Południowym. Mniej lub bardziej wprost Gruzini słyszeli, że muszą się pogodzić z utratą okupowanych regionów. Zarówno

Amerykanie jak Europejczycy coraz częściej doradzali swoim biznesmenom by nie podejmowali ryzykownych inwestycji na południowym Kaukazie. Także chiński entuzjazm dla projektu Pasa i Szlaku omijał obszary Południowego Kaukazu.

Można sądzić, że zagraniczni partnerzy także zaczęli mieć dość marazmu i pasywizmu rządów Iwaniszwilego. Zarówno Moskwa jak Waszyngton zaczęły politycznie inwestować w zmianę władzy w Tbilisi. Kryzys przybrał ostre rozmiary po czerwcu 2019 roku, gdy banalne zdarzenie jakim było zajęcie fotela przewodniczącego parlamentu Gruzji przez rosyjskiego deputowanego Sergieja Gawriłowa wywołało potężną falę demonstracji. Zdarzenie banalne, gdyż miało miejsce podczas zgromadzenia parlamentarnego krajów prawosławnych. Z góry było wiadomo, iż Gawriłow jako przewodniczący Zgromadzenia w tym fotelu zasiądzie. Wybuch emocji społecznych spowodował jednak zmianę rządu, i rozpoczął falę demonstracji skierowanych przeciwko Gruzińskiemu Marzeniu i osobiście Iwaniszwilemu. Oligarcha ugiął się zapowiadając zmianę ordynacji wyborczej na proporcjonalną (co zdawało się gwarantować sukces podzielonej opozycji) a sam po cichu wyprzedawał nieruchomości, jak się wydaje biorąc pod uwagę emigrację z Gruzji.

Warto pamiętać, że w tym samym czasie, na początku czerwca miała miejsce fala demonstracji w Mołdawii, która obaliła rządu tamtejszego oligarchy Vlada Plahotniuca. Pod zgodnym naciskiem Rosji, Unii i USA Plahotniuc musiał uciekać z Kiszyniowa. A jego pozycja – jedynego miliardera w biednej Mołdawii była bliźniaczo podobna do pozycji Iwaniszwilego.

W obu wypadkach protestowali prozachodnio nastrojeni przedstawiciele młodego pokolenia. Ale w Gruzji rządząca ekipa, po dokonaniu kilku personalnych korekt pozostała przy władzy. Zamiast ordynacji proporcjonalnej, w ramach ustępstw „Gruzińskie Marzenie” wprowadziło ordynację mieszaną i wyraźnie wygrało ubiegłoroczne wybory. Opozycja oskarżyła Iwaniszwilego i ich sfałszowanie i o okłamanie obywateli, że wycofuje się z polityki. Przedstawiciele opozycji postanowili zbojkotować nowy parlament. Nie złożyli ślubowania i nie biorą udziału w jego pracach.

Jednocześnie na wyraźnego lidera opozycji wyrósł Niki Melia – człowiek spoza systemu, który wszedł do polityki podczas czerwcowych protestów 2019 r. Jego aresztowanie, spowodowało kryzys rządowy, bo premier nie zgadzając się z ta decyzją podał się do dymisji, a przede wszystkim wyprowadziło tysiące ludzi na ulice. Kryzys polityczny w

Gruzji wszedł w nowa fazę. Trudno nie wiązać je z nowa sytuacją geopolityczną na Południowym Kaukazie po wojnie o Górski Karabach. Poprzedni premier wyraźnie stawiał na zbliżenie z Chinami, tymczasem karty w regionie rozdaje obecnie duet rosyjsko-turecki. Sam region coraz mocniej staje się częścią niestabilnego Bliskiego Wschodu.

Wypada zwrócić uwagę na rosnący nacisk rosyjski (w uzgodnieniu z Turcją) by uruchomić zamknięte szlaki komunikacyjne – przede wszystkim linię kolejową przez Abchazję. I wreszcie na to, że nowa administracja USA zdaje się przygotowywać do porzucenia bierności wobec tego regionu.

Najnowszy kryzys udowodnił, że wpływy rosyjskie w grupie rządzącej Gruzją są dużo silniejsze, niż można było przypuszczać na podstawie deklaracji politycznych, że wobec współpracy rosyjsko-tureckiej państwa Południowego Kaukazu są w istocie bezbronne, że – na koniec – abdykacja państw Zachodu z aktywnej polityki na tym obszarze wytworzyła polityczną dla odradzania się modelu władzy autorytarnej i kleptokratycznej. Marzenia Gruzinów o byciu częścią świata zachodniego są coraz odleglejsze od polityki partii o nazwie „Gruzińskie Marzenie”. Gdy dodamy do tego obrazu faktyczny bunt armii w Armenii (całe dowództwo podpisało się pod żądaniem dymisji premiera) i uzależnienie autorytarnych rządów w Baku od tureckiego sponsora to otrzymamy obraz chaosu nie różniącego się wiele od tego co od lat obserwujemy na Bliskim Wschodzie. Bez aktywnej polityki USA kolejny już region staje się rozsadnikiem wojen i destabilizacji.