Kontrrewolucja czy rewolucja. Kryzys polityczny w Gruzji

Jerzy Marek Nowakowski

Niespodziewany wybuch demonstracji w stolicy Gruzji wpisuje się w proces generalnej, chociaż jak się wydaje kontrolowanej, destabilizacji obszaru postsowieckiego. Znaczony ingerencją mocarstw proces formowania nowego rządu w Mołdawii, walka wyborcza i demonstracje w Kazachstanie, oskarżenie byłego prezydenta Ałmazbeka Atambajewa (i politycznego promotora obecnego szefa państwa Soronbaja Żeenbekowa) o korupcję, współpracę z mafią rosyjską i nielegalne przejęcie władzy – w Kirgistanie, rosnące napięcie pomiędzy Armenią i Górskim Karabachem. Przykłady można mnożyć.

źródło: polskieradio24.pl

Demonstracje przed gruzińskim parlamentem zaczęły się po tym, jak 26. sesja Zgromadzenia Parlamentarnego Prawosławia, rozpoczęła się pod przewodnictwem rosyjskiego deputowanego Siergieja Gawriłowa. Fakt, że rosyjski deputowany zasiadł w fotelu przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego Gruzji miał wzburzyć obywateli tego kraju tak bardzo, że tysiącami (różne źródła podają różne liczby od 7 do 40 tysięcy osób) wyszli na ulice. Antyrosyjska demonstracja niczym podczas „rewolucji róż” wdarła się do gmachu parlamentu, doszło do starć z policją, rannych zostało co najmniej 60 osób. Sesję przerwano a rosyjska delegacja uciekła tylnym wyjściem na lotnisko i wyjechała do Moskwy.

Demonstracje trwały całą noc, policja opanowała sytuację dopiero nad ranem 21. lipca. A zwolennicy opozycji już wzywają demonstrantów do powrotu przed parlament.

Paradoksalnie, nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. Zgromadzenie Parlamentarne Prawosławia zbiera się już od wielu lat. (Skądinąd również Polska jest wśród jego członków). We władzach (kilka komisji) są przedstawiciele parlamentu Gruzji i od roku było wiadomo, że po Atenach następnym miejscem sesji będzie Tbilisi. Wiadomo było również, że Gawriłow – który jest przewodniczącym tego zgromadzenia zasiądzie w fotelu marszałka gruzińskiego Zgromadzenia Narodowego na czas sesji. Wreszcie, wszyscy wiedzieli kim jest Siergiej Gawriłow. Deputowany frakcji komunistów w rosyjskiej Dumie, aktywny uczestnik wojen w Naddniestrzu, Abchazji i Kosowie. Oskarżany o związki ze służbami specjalnymi i przeróżne malwersacje.

Wygląda więc na to, że ktoś świadomie przygotował prowokację wykorzystując fakt zebrania się zgromadzenia parlamentarnego w Tbilisi. Powstaje pytanie kto i w jakim celu? Podczas demonstracji natychmiast pojawiły się żądania polityczne: od maksymalnego – rozwiązania parlamentu – po personalne, usunięcia ze stanowiska marszałka Irakli Kobachidzego i dymisji rządu, a przynajmniej ministra spraw wewnętrznych.

Co ważniejsze – część przedstawicieli rządzącej partii Gruzińskie Marzenie kierowanej przez oligarchę Bidzinę Iwaniszwilego poparła żądanie nowych wyborów. Również pani prezydent Salome Zurabiszwili wystąpiła na Facebooku z potępieniem samego pomysłu zaproszenia Rosjan.

Powstaje pytanie czy przypadkiem nie mamy do czynienia z kolejną sterowaną rewolucją, która ma doprowadzić do ograniczenia wpływów Iwaniszwilego albo zbudować chwiejną równowagę pomiędzy zwolennikami „Gruzińskiego Marzenia” i opozycji po części związanej z byłym charyzmatycznym liderem Michaelem Saakaszwilim. Najbliższe dni pewnie przyniosą przynajmniej wstępne odpowiedzi na to pytania.

Wątpliwe, by demonstracje tej skali wybuchły całkowicie spontanicznie. Z drugiej strony formuła spotkania przedstawicieli prawosławia była znana i musiała być zaaprobowana na szczeblu politycznym w Gruzji. Pytanie natury politycznej brzmi – kto i dlaczego postanowił wykorzystać tę sytuację? Możliwości są trzy. Wcale nie wykluczające się wzajemnie. Bardzo możliwe, że jest to rozgrywka wewnątrz obozu władzy. Liczne dymisje w rządzie i spory wokół procesu reform, rosnąca popularność opozycji i autokratyczny styl rządzenia z tylnego siedzenia uprawiany przez Iwaniszwilego mogły zmobilizować jego krytyków. Mógł to być również projekt zwolenników Saakaszwilego. I wreszcie może to być część procesu porządkowania sytuacji politycznej uzgodniona pomiędzy mocarstwami światowymi.