Zjednoczone Królestwo Już Nie Tak Zjednoczone

Michał Oleksiejuk

Nie jest tajemnicą, że przyszły kształt granicy pomiędzy Irlandią Północną a Republiką Irlandii pozostaje obecnie największą kością niezgody zarówno pomiędzy Unią Europejską i Wielką Brytanią jak również pomiędzy posłami wszystkich partii w Wyższej Izbie Brytyjskiej Parlamentu. To właśnie proponowany „Irlandzki Backstop” najpewniej doprowadzi do upadku umowy w sprawie Brexitu, stawiając zarówno sam BREXIT jak i przyszłość Premier Theresy May pod potężnym znakiem zapytania. Sprawa irlandzka tak bardzo pochłonęła brytyjską opinię publiczną, że całkowicie zapomniano o innych państwach Królestwa, które napsuć mogą politykom w Westminster równie dużo krwi.

Do grupy tych krajów zdecydowanie zalicza się Szkocja, której ruchy separatystyczne od lat dają o sobie znać. Choć Wielka Brytania do tej pory skutecznie temperowała te zapędy, to w obecnym chaosie wywołanym BREXITem Szkoccy narodowcy zdają się znacząco rosnąć w siłę.

Szkockie ruchy separatystyczno-narodowościowe istnieją od dekad, a pierwsze referendum w sprawie uwolnienia się od Wielkiej Brytanii w nowożytnej historii Szkocji odbyło się w 1979. Wtedy, pomimo wygranej zwolenników „rozwodu”, jego wyniki nie zostały uznane z powodu niewystarczającej frekwencji. Porażka nie zniechęciła jednak szkockich narodowców, którym w 1997 roku udało się w kolejnym referendum wywalczyć możliwość utworzenia Szkockiego Parlamentu zwanego także Holyrood (od dzielnicy Edynburga, w której się znajduje). To organ, który pomimo ograniczonych praw może decydować o kilku bardzo konkretnych aspektach życia Szkotek i Szkotów.

Ukoronowaniem szkockich starań o separację, które stały się możliwe dzięki odnowieniu tendencji niepodległościowych w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku, było kolejne referendum – tym razem w 2014 roku. Pomysł zrealizowany został przez obecnie rządzącą Scottish National Party (SNP), której główną agendą jest, na co wskazuje sama nazwa, dążenie do separacji Szkocji od Królestwa Brytyjskiego. Wspomniane już referendum zgromadziło przy urnach imponującą frekwencję prawie 85% Szkotów którzy ostatecznie, przy bezpiecznej przewadze 10% ,zdecydowali o nie dezintegrowaniu Królestwa.

Wielka Brytania przyjęła te wyniki z ogromną ulgą, wiedząc, że niepodległa Szkocja oznaczałaby poważne konsekwencje gospodarcze oraz militarne. Biorąc pod uwagę, że cała flota odwetowa brytyjskich łodzi podwodnych Vanguard uzbrojona w pociski Trident z kilkoma głowicami nuklearnymi, znajduje się bazie ukrytej głęboko na terytorium Szkocji właśnie. Głosowanie, które na jakiś czas miało uspokoić i wyciszyć tendencje separatystyczne w krainie owiec, kobz i kiltów zostało szybko zapomniane w czerwcu 2016, gdy Brytyjczycy niejednogłośnie zdecydowali o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Spośród krajów Zjednoczonego Królestwa jedynie Anglia i Walia opowiedziały się za wyjściem z UE, przy jednoczesnej zdecydowanej wygranej zwolenników pozostania Królestwa w Unii w Irlandii, Szkocji i na Gibraltarze. Pomimo wyraźnego sprzeciwu części terytoriów brytyjskich, rząd w Westminster podjął decyzję o uhonorowaniu wyników głosowania, co w oczach wielu Szkotów i Irlandczyków było niczym innym jak zmarginalizowaniem ich głosu.

Pomimo niepodległościowego i narodowościowego podejścia, SNP rządząca Szkocją nieprzerwanie od 2007 jest partią centro-lewicową i proeuropejską, czyli otwarcie przeciwną Brexitowi. Partia w osobie szkockiej premier Nicoli Sturgeon już od 2016 roku mówiła o nieuniknionych negatywnych konsekwencjach dla Szkocji z tytułu opuszczenia UE, cytując budżetowe straty wysokości 8mld funtów do 2030 w przypadku przyjęcia propozycji Theresy May lub 16mld funtów w przypadku tak zwanego „no deal BREXIT”. W głosowaniu przeprowadzonym w zeszłym tygodniu przez Holyrood, przeważająca większość parlamentarzystów opowiedziała się zarówno przeciwko proponowanej umowie wyjściowej negocjowanej przez premier May, jak i przeciwko wychodzeniu Wielkiej Brytanii z UE bez jakiejkolwiek umowy rozwodowej. Choć głosowania te nie są w żaden sposób wiążące dla rządu w Westminster, to wysyłają jasny sygnał do Theresy May, że nie może ona liczyć na poparcie posłów SNP, sprzeciwiając się przy tym faworyzacji ekonomii Irlandii Północnej oraz spodziewanemu obniżeniu PKB Królestwa o 3.8% w najbliższych latach. Według słów Sturgeon, jeśli już musi dojść do brexitu to najlepiej aby odbyło się to na zasadach jak „najmiękkszych”, czyli z jak najszerszą kooperacją z UE przy jednoczesnym nie opuszczaniu wspólnego rynku i wspólnej unii celnej. Ponieważ jednak wizja takiego wyjścia z UE jest obecnie co najmniej nierealna, szkoccy separatyści postanowili podjąć koleją próbę referendalną – jedynie 4 lata po pierwszym Indyref, od angielskich słów Independence i Referendum. Próba przeprowadzenia głosowania dotyczącego opuszczenia Zjednoczonego Królestwa w tak krótkim czasie zakrawać by mogła o próbę wymuszenia konkretnego wyniku, po tym gdy nie udało się go osiągnąć w 2014. Ten argument traci jednak na sile gdy weźmie się pod uwagę fakt, że Szkoci zdecydowali o pozostaniu w Zjednoczonym Królestwie, które było częścią Wielkiej Brytanii. Będąc świadomym, że każda umowa rozwodowa z Unią Europejską będzie w jakimś stopniu przyczyniała się do pogorszenia sytuacji ekonomicznej w Szkocji,  w sposób naturalny negatywnie wpływa na chęć pozostania Szkocji w Wielkiej Brytanii. Na chwilę obecną, Pierwsza Minister Nicola Sturgeon potwierdziła, że nowe referendum niepodległościowe odbędzie się w 2019 roku, gdy tylko sprawy związane z brexitem i ostateczną umową rozwodową uspokoją się, pozwolą na spokojną, zimną analizę ich możliwego wpływu na Szkocję.

Ostateczna decyzja dotycząca przeprowadzenia drugiego referendum niepodległościowego w Szkocji, jeszcze nie zapadła. Jego wdrożenie uzależnione jest przede wszystkim od ostatecznego sposobu i warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, co na razie pozostaje wielką zagadką. Niezależnie od przebiegu rozwodu Królestwa z Unią, jasne jest, że tendencje separatystyczno-narodowościowe w Szkocji pozostają żywe, przypominając rządowi w Westminster, że Wielka Brytania to nie tylko Anglia, i że ze zdaniem innych członków Królestwa należy się liczyć na tych samych zasadach.

źródła:

BBC.com (link)

The Guardian (link)

BBC News (link)

EuroNews (link)

The Independent (link)