Zamieszanie wokół samochodów elektrycznych

Anna Surała

Rośnie zamieszanie wokół tematyki ewentualnych dopłat do samochodów elektrycznych w Polsce. Rząd planuje obniżenie dopłat do samochodów osobowych o połowę, co zmniejszy ich atrakcyjność i jeszcze bardziej opóźni uruchomienie systemu. Dotychczasowe limity były ustalane w roku 2018, kiedy ceny aut z napędem elektrycznym były znacznie wyższe. Wiele wskazuje na to, że obecna obniżka cen to wynik dostosowania ich do wyznaczonej przez rząd granicy cen aut uprawniających do dopłat.

W ubiegłym roku rząd zapowiedział dopłaty do samochodów osobowych. Miały sięgać 30% ceny auta, ale nie więcej niż 37,5 tysięcy złotych. Wynikało z tego, że system dopłat obejmie tylko samochody w cenach do 125 tysięcy złotych. Przynajmniej w pierwszej fazie, kiedy dopłaty będą mogli uzyskać tylko nabywcy indywidualni. W wypadku firm, które dopłaty uzyskają później, 125 tysięcy złotych będzie ceną netto, a więc wartość cennikowa samochodu skoczy do około 150 tysięcy.

Pierwszy nabór wniosków miał ruszyć jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Nie ruszył, bo w przypisach zapomniano zwolnić dopłat z podatku dochodowego, co powodowało, że trzeba by zapłacić od nich podatek, a to zmniejszyłoby realnie ich wysokość o jedną piątą. Obecnie przepisy zwalniające dopłaty z opodatkowania czekają na podpis prezydenta. Miały ruszyć w połowie lutego. Wygląda na to, że znowu jednak nie ruszą, bo zmiana będzie wymagała nowelizacji rozporządzenia. Podobno polityczna decyzja już została podjęta – limit wysokości dopłat zostanie ograniczony do 18 750 zł.

Minister klimatu – Michał Kurtyka, mówiąc o tych planach, tłumaczył decyzję tym, że przy ograniczonym budżecie Funduszu Niskoemisyjnego Transportu obniżenie dopłat pozwoli skorzystać z nich większej liczbie nabywców. Pytanie czy będą chcieli, zwłaszcza w przypadku indywidualnych zakupów, bo w tym wypadku 20 tysięcy złotych więcej za samochód jest już znaczącą kwotą.

W skali Polski popyt na elektryczne auta wśród prywatnych nabywców zapewne nie byłby duży, więc obniżka dopłat nie wstrząśnie rynkiem. Rząd ma nadzieję, że dla firm ta zmiana będzie mniej znacząca. Wysokość dopłat nie ma natomiast większego znaczenia dla urzędów administracji państwowej i samorządowej – te i tak są zmuszone do kupowania elektrycznych aut przez ustawę o elektromobilności i paliwach alternatywnych.

Problemy mogą mieć zwłaszcza dealerzy Nissana, którzy po jesiennej obniżce cen w 3 dni sprzedali niemal cały ubiegłoroczny kontyngent Leafa. Klienci jednak nie odebrali aut, czekając na dopłaty. Jeżeli informacje o redukcji dopłat się potwierdzą część z nich może się wycofać z transakcji. Zmiana wysokości dopłaty to zwiększenie sumy, którą trzeba zapłacić o niemal 20 tysięcy złotych, a więc niemal jedną piątą ceny. Rezygnacji może jednak nie być wiele, bo licząc z wcześniejszą obniżką, klienci i tak kupią Leafy o jedną trzecią taniej (ponad 50 000 złotych), niż mogli to zrobić latem ubiegłego roku.

Po obniżce dopłat i ewentualnym skorzystaniu z niej większej liczby osób, tegoroczna pula miałaby zamknąć się w 4 tysiącach samochodów na rynku, który wchłania ponad pół miliona aut. Nie jest to więc nawet jeden procent sprzedawanych rocznie samochodów.

Tematyka zeroemisyjnych pojazdów pojawi się w agendzie VI Europejskiego Kongresu Samorządów, który już za miesiąc zacznie się w Karpaczu. Powiązane z nią tematy będą dotyczyły ekologii w miastach, smart city oraz transformacji energetycznej w Europie.