Forum Daily

Krynickie pytania o Europę

Jeszcze rok temu w Krynicy dominującym uczuciem był niepokój i niepewność. Co stanie się ze światową gospodarką? Jak zadziałają przygotowane przez różne rządy programy stymulacyjne? Czy po chwilowym ożywieniu nastąpi druga fala kryzysu? Dziś też nie ma na nie całkowicie jednoznacznej odpowiedzi. Tym niemniej wiadomo znacznie więcej: choć na optymizm wciąż za wcześnie, umiarkowana nadzieja ma coraz bardziej solidne podstawy.

Pokazuje to doskonale przygotowany przez „Rzeczpospolitą" i Delloitte, jedyny w swoim rodzaju, ranking 500 największych firm Europy Środkowej. Największe spółki tego regionu przeszły przez kryzys niemal suchą stopą. Nie było tu ani gigantycznych bankructw, ani też wielkich przejęć, tym niemniej z roku na rok widać jak zamknięta niegdyś w okowach komunizmu gospodarka coraz śmielej konkuruje z firmami z Zachodu kontynentu.

Najważniejszym być może znakiem poprawy koniunktury jest – wszystko na to wskazuje – radykalne polepszenie sytuacji gospodarczej Niemiec. Wzrost PKB szacowany na 3 proc. na koniec roku nie pozostawia wątpliwości, że to co najgorsze minęło. Warto zauważyć, że inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej też radzą sobie lepiej. I tak mimo szybkiego wzrostu zadłużenia oraz braku istotnych reform systemowych polska gospodarka wciąż rozwija się szybciej od średniej unijnej.

Kolejnym źródłem nadziei zdaje się być sytuacja na Węgrzech. Do niedawna jeszcze kraj ten znajdował się w stanie zapaści, a słowo bankructwo coraz częściej pojawiało się na ustach oceniających jego gospodarkę analityków. Dziś przygotowany przez nowy rząd plan reform wydaje się być odważną odpowiedzią na chorobę a jego głównym elementem jest wiara w kreatywność i zdolność działania jednostki. Gdyby Węgrom udało się obniżyć podatki i zwiększyć dochody budżetu, byłby to nowy dowód na skuteczność wolnego rynku i kapitalizmu. A wiara w to jest potrzebna jak nigdy.

Obecne forum jeszcze z innego powodu ma szczególne znaczenie. Będzie pierwszym zorganizowanym po przyjęciu przez państwa Unii traktatu lizbońskiego. Tym ciekawsze zdają się pytania co to tak naprawdę znaczy dla europejskiej polityki gospodarczej i zagranicznej. Czy przyczynił się on do większej integracji i lepszej współpracy?

Z tego punktu widzenia tak ważna jest obecność na forum przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso. To symbol. Nikt już nie może mieć wątpliwości, że na tych kilka dni stolica Europy przeniosła się z upstrzonej biurowcami, pełnej biurokratów Brukseli do skromniejszej i cichej, zamkniętej zbyt zapewne niedostępnymi drogami, polskiej Krynicy.               

Paweł Lisicki,    Redaktor Naczelny „Rzeczpospolita"


Gaz łupkowy szansą dla Polski, ale dopiero za kilka lat

Dopiero w przyszłym roku będzie można stwierdzić, czy w czy gaz łupkowy faktycznie jest w Polsce, za 5 lat okaże się, czy można go wydobyć

Takie wnioski padły podczas panelu o znaczeniu wydobycia gazu łupkowego w  Polsce. Wicepremier Waldemar Pawlak, który tak jak cały polski rząd popiera plany poszukiwań gazu niekonwencjonalnego w Polsce, studził jednak emocje. – Nie zrobiono żadnego odwiertu, by jednoznacznie stwierdzić, czy ten gaz jest, a dopiero w perspektywie 7-10 lat będzie można go technicznie wydobywać  - mówił.

Przedstawiciele zagranicznych firm, które mają w Polsce koncesje poszukiwawcze, wskazywali na problemy, przede wszystkim związane z ochroną środowiska, oraz na wysokie koszty związane z początkowym stadium prac. W USA firmy wydobywcze korzystały z ulg podatkowych.  

- Warto spojrzeć na różnice między naszym krajem i USA, gdy chodzi o geologię i zasady procesów inwestycyjnych – mówił szef PGNiG Michał Szubski. -  Na wykonanie jednego odwiertu potrzeba 40-60 mln zł. A część koncesji się znajduje się na terenach objętych programem Natura 2000 i w parkach krajobrazowych.

Były minister gospodarki Janusz Steinhoff  wskazywał na konieczność współpracy z zagranicznymi koncernami. – Nie sadzę, byśmy siłami PGNiG-u, Orlenu czy Lotosu zapewnili wydobycie, konieczne nakłady są bardzo wysokie – dodał.


Giełda gotowa do prywatyzacji

Tempo rozwoju GPW jest niezwykłe

W Polsce jesteśmy nieprzyzwyczajeni do obcowania z sukcesem – uważa Ludwik Sobolewski, szef warszawskiej giełdy. Jako uczestnik panelu „Serce polskiej gospodarki. Rynek kapitałowy jako przewaga konkurencyjna Polski", zapewnił, że po prywatyzacji dyskusje wokół GPW znikną. Giełda jest przygotowywana do sprzedaży od kilku lat. Jednak koncepcja jej prywatyzacji często się zmieniała. Kilkakrotnie mówiono o inwestorze strategicznym. Ostatecznie ma trafić na giełdę. Prospekt emisyjny jest już gotowy,

- Teraz eksperci zastanawiają się, jaki giełda ma wpływ na gospodarkę, czy przyczynia się do wzrostu PKB – wyliczał Sobolewski. – Po prywatyzacji pewnych pytań nikt już nie zada.

Unijny komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski przyznał, że w obecnej chwili warszawski parkiet przypomina książkowy model rozwoju giełdy, choć wcześniej różnie z tym bywało. Sielankową atmosferę zburzył nieco Sławomir Lachowski, właściciel SL Consulting. Przypomniał, że zaangażowanie oszczędności gospodarstw domowych w  akcje wynoszą zaledwie 5 proc., zaś w depozyty 47 proc. Poparł go Jarosław Myjak, wiceprezes PKO BP wskazując, że o ile zaangażowanie w depozyty wzrosło z 264 mld zł w 2007 roku do 396 mld zł teraz, to zaangażowanie w akcje niezmiennie wynosi 30-33 mld zł.

Pytanie, jak tę sytuację zmienić? Może warto zmniejszyć podatki, które pozwolą pozostawić więcej pieniędzy w kieszeniach podatników. Problem w tym, że rząd właśnie podatki podnosi. – To nie przeszkadza jednak dokonywać przeglądów podatków i analizy skutków ich stosowania – wyjaśnił Michał Boni, szef zespołu doradców ekonomicznych premiera. – Gdy nadejdzie odpowiedni moment, będziemy gotowi na debatę i ewentualne zmiany.


Czy nadchodzi inwestycyjny boom?

W części krajów naszego regionu napływ zagranicznego kapitału jest już znacznie wyższy niż rok temu. Jednak wiele państw wciąż boryka się z problemami

Piotr Mazurkiewicz, Agnieszka Stefanska

- W pierwszym półroczu napływ inwestycji zagranicznych był o 80 proc. większy, niż w stosunkowo niezłym 2009 r. – mówi Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych na panelu „Inwestycje w Europie Środkowo-Wschodniej: po kryzysie".

O ile prognozy dalszego napływu inwestycji do Polski są niezłe, to eksperci podkreślają, że naszego regionu nie można już traktować jako spójnej całości. – W nie najgorszej sytuacji są jeszcze Czechy i Słowacja. Z drugiej strony można przewidywać, że problemy Ukrainy, Litwy czy Łotwy nie skończą się w tym, ani przyszłym roku – mówi Jacek Socha, wiceprezes PricewaterhouseCoopers.

W ub.r. wzrost PKB odnotowała tylko Polska, ale nie można zapominać, że jednocześnie we wszystkich krajach regionu rośnie bezrobocie oraz deficyty budżetowe czy dług publiczny.  – Aby utrzymać napływ inwestycji trzeba pomagać inwestorom, jednak takie projekty z powodów budżetowych są wstrzymywane w wielu krajach – mówi Rafał Baniak, wiceminister gospodarki.

Analizując napływ inwestycji zagranicznych do Polski widać znacznie mniejsze zainteresowanie firm wschodnią częścią kraju. – Polska wschodnia ma szansę na rozwój, jeżeli wszystkie pięć województw będzie działać razem – mówił Krzysztof Hetman, wiceminister rozwoju regionalnego na panelu „Możliwości inwestycyjne w Polsce 

Wschodniej – bariery oraz szanse rozwoju". – Należy angażować się w projekty systemowe, nad którymi pracować będzie wielu partnerów od jednostek samorządowych przez uczelnie po biznes – podsumował.

Na rozwój Polski wschodniej mamy do dyspozycji do 2013 roku 2,27 mld euro. – Mam nadzieje, że uda nam się uniknąć błędów, które popełniono w Niemczech wschodnich mając do dyspozycji dużo większe pieniądze – mówi prof. Krzysztof Rybiński ze Szkoły Głównej Handlowej. Jego zdaniem istotne jest, by regiony wyróżniały się między sobą, a nie powielały swoje strategię rozwojów. Krzysztof Opawski, były minister infrastruktury podkreślał wagę rozwoju infrastruktury transportowej -  nowych dróg i linii kolejowych jako rzeczy niezbędnej dla rozwoju województw

O szansach związanych z inwestycjami sektora farmaceutycznego dyskutowano podczas panelu „Przyszłość inwestycji w Polsce – szanse i zagrożenia." Firmy z tej branży nawet 20 proc. obrotów wydają na badania i rozwój. – W Polsce produkowane są jednak głównie leki generyczne, nie korzystające już z ochrony patentowej. Dlatego rodzima produkcja zaspokaja tylko ok. 30 proc. rynku – w Irlandii jest 10 razy wyższa od potrzeb krajowych – mówi Witold Orłowski, ekonomista PricewaterhouseCoopers.

W Polsce PKB województw, w których największe koncerny farmaceutyczne zlokalizowały swoje zakłady, wzrosło 0,5-1,9 proc. – Takie projekty przyciągają też inwestycje pośrednie. Nasze zaangażowanie jest długofalowe i przekłada się na wzrost zatrudnienia – mówi Marynika Woroszylska-Sapieha, prezes Sanofi-Aventis Polska.

- Polska ma ogromne atuty – to duży rynek, w centrum Europy z dużą liczbą wykształconych kadr. Minusami jest niestabilność prawa oraz nadmierna biurokracja – dodaje Donald Bellamy, prezes Novartis Polska.

Na problem barier inwestycyjnych zwróciła też uwagę Francuska Izba Przemysłowo-Handlowa w Polsce (CCIFP), która wczoraj  zaprezentowała wczoraj Białą Księgę z zebranymi często absurdalnymi polskimi przepisami. – Zbieraliśmy je przez pół roku od firm francuskich, które są jednymi z największych inwestorów w Polsce, jednak te problemy dotyczą także polskich firm – mówi Monika Constant, dyrektor generalny CCIFP.

Wiele problematycznych przepisów dotyczy podatków i rynku nieruchomości. Większość terenów nie ma opracowanych planów zagospodarowania przestrzennego, co wydłuża czas otrzymania pozwolenia na budowę. Aby taki dokument uzyskać inwestor musi też złożyć znacznie więcej papierów niż we Francji. Z kolei w przypadku prawa podatkowego nie ma jednolitej jego interpretacji w całym kraju. Najwięcej rozbieżności pojawia się w interpretacją organów skarbowych a sądów administracyjnych.


Farmacja na zakręcie

Polską politykę lekową czekają w najbliższych miesiącach przełomowe zmiany

- Z punktu widzenia wytwórców leków dylematy i wyzwania, jakie stoją przed polskim ministrem zdrowia, są dziś ogromne -  mówił podczas panelu „Skuteczna współpraca na rzecz zdrowia" Jerzy Toczyski, prezes GlaxoSmithKline Pharmaceuticals w Polsce. – Ceny, zarówno za leki innowacyjne i generyczne, należą do najniższych w Europie, a jednocześnie poziom współpłacenia polskich pacjentów jest jednym z najwyższych. Polityka lekowa, refundacyjna musi zostać zdefiniowana na nowo.

Uczestnicy panelu zgodnie dowodzili, że resort zdrowia, pracujący teraz nad czterema ustawami zwanymi „pakietem farmaceutycznym" (ustawa refundacyjna, o urzędzie rejestracji, badaniach klinicznych i Prawo farmaceutyczne), długo oczekiwane przez branżę i pacjentów, powinien je przedyskutować ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, by zminimalizować rozliczne ryzyka związane z wprowadzeniem nowego prawa.

Judith Bidlo, zastępca dyrektora węgierskiego Naczelnego Funduszu Ubezpieczeń Zdrowotnych, podzieliła się doświadczeniami swojego kraju we wprowadzaniu zmian w systemie refundacji. Na Węgrzech funkcjonuje kontraktowanie oparte na wynikach, istnieją też oddzielne budżety na leki i oddzielny na leczenie szpitalne, włącznie z wykorzystanymi w nim lekami. – Chcieliśmy podzielić ryzyko między firmy a rząd. Zwłaszcza w przypadku terapii innowacyjnych zawsze istnieje ryzyko, czy będzie można na podstawie rzeczywistych badań udowodnić to, co pokazały badania kliniczne – wyjaśniała Bidlo.

Aurelie Vandeputte, urzędnik Komisji Europejskiej podkreślała, że Komisja nie pracuje teraz nad rekomendacjami politycznymi w zakresie polityki lekowej dla państw członkowskich, chce tylko wypracowywać w dyskusjach z firmami, przedstawicielami rządów i organizacji pacjentów projekty dotyczące ochrony zdrowia.

Beata Chomątowska


Bezpieczeństwo to marzenie nowych krajów UE

Surowce| Zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego w naszym regionie Europy nadal jest problematyczne. Wiele krajów znajduje się ciągle w sytuacji jak przed 2004r. , zanim weszły do Unii.

To wnioski z dyskusji o integracji energii europejskiej, jaka wczoraj odbyła się w ramach Forum. Wszyscy uczestnicy -tak  ministrowie z Polski i Litwy jak  też eksperci podkreślali znaczenie budowy połączeń trans granicznych -gazociągów i linii energetycznych. A te są konieczne zwłaszcza w sytuacji kryzysowej. – Jesteśmy energetyczną wyspą – mówił wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski. – Mamy tylko jeden gazociąg na zachodniej granicy, a to za mało, by zabezpieczyć sytuację.

Polskę z Niemcami łączy gazociąg w rejonie Lasowa, ale może on  transportować tylko ok. miliard m sześc. gazu rocznie. Tymczasem  popyt w kraju wynosi ok. 14 mld m sześc. a import z Rosji – ponad 8 mld m sześc. Wiceminister Budzanowski przypomniał też o obowiązującym Polskę i innych klientów rosyjskiego Gazpromu zakazie reeksportu gazu rosyjskiego. – Choć ta zasada jest niezgodna z prawem unijnym i ideą wolnego rynku – dodał. – Staramy się zmienić sytuację, budując terminal LNG w Świnoujściu. Możemy ogłosić z cała pewnością, że w 2014r. będzie działał.

 Polskie władze  liczą, że gazoport będzie działał nie tylko na potrzeby naszego rynku i posłuży do poprawy bezpieczeństwa dostaw dla krajów nadbałtyckich, zwłaszcza Litwy. Z tym planem wiąże się pomysł budowy interkonektora polsko-litewskiego.Minister ds. energii Litwy Arvydas Sekmokas zapewniał, że budowa tego gazociągu ma sens i poparcie Komisji Europejskiej. 

- Cieszę się z jasnego postawienia przez polskie władze kwestii budowy gazociągu miedzy naszymi krajami – stwierdził Deividas Matulionis szef kancelarii Premiera Litwy. – Solidarność energetyczna naszych krajów ma szczególne znaczenie.

I przypomniał, że gaz jest elementem polityki. Skoro Litwa płaci za surowiec z Rosji drożej niż Niemcy czy Belgia a jest bliżej źródeł wydobycia, to jak widać ceny ustalane są nie tylko w odniesieniu do notowań ropy ale mają też polityczny charakter – dodał Matulionis.

O  bezpieczeństwie energetycznym dyskutowali też eksperci podczas panelu zorganizowanego przez Instytut Kościuszki przy okazji prezentacji raportu na ten temat. Z dokumentu wynika, że Polska jest stosunkowo bezpieczna pod względem zaopatrzenia w paliwa i możliwości organizacji dostaw w razie kryzysu. Znacznie gorzej sytuacja wygląda, gdy chodzi o bezpieczeństwo zaopatrzenia w gaz zwłaszcza w sytuacji kryzysu

Agnieszka Łakoma

 


Prasa idzie do internetu

Gazety przeżyją, muszą jednak wykorzystywać internet a nie z nim walczyć

Wydawcy muszą znaleźć sposób na zarabianie w internecie – stwierdzili uczestnicy panelu „Czy wydawnictwa prasowe mają przyszłość? " – Polacy niewiele czytają. Trzeba się zastanowić, jak w takiej sytuacji działać i jaka jest przyszłość prasy – zarówno tej drukowanej, jak i tej w internecie – mówi Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej". – Moim zdaniem prasa zmieni się, dostosuje się do nowej sytuacji i zostanie na rynku.

- Prasa drukowana nie przeżyje. Wydawcy tak – jeżeli przestawią się na inny nośnik i będą w stanie chronić swoją własność intelektualną – przekonywał Jakub Bierzyński, dyrektor generalny Omnicom Media Group.

Problemem wydawców prasy są też spadające przychody. – Pieniędzy, które trafiają na reklamy do prasy jest mało a będzie jeszcze mniej – prorokuje Bierzyński. – Kolejne budżety reklamowe pochłoną portale społecznościowe, które dają reklamodawcom możliwości targetowania swoich przekazów – podsumowuje Bierzyński.

Innym źródłem przychodu ma być odpłatne udostępnianie treści zamieszczonych w internecie. – Kluczową kwestią w tym przypadku jest siła marki. Mało gazet ma wystarczającą siłę, by ktoś chętnie zapłacił by sprawdzić, co mają do powiedzenia na dany temat – mówi Jan Cieński korespondent Financial Times.

Zdaniem Martina Ehla, szefa działu zagranicznego czeskiego dziennika Hospodarske Noviny, siła gazet są własne, wiarygodne informacji. – To jest waluta prasy. Uleganie reklamodawcom jest strzelaniem sobie w stopę – podsumowuje Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy.


Euroland sam sobie winien

Kryzys w strefie euro był możliwy do przewidzenia

Georg Milbradt, były premier rządu Wolnego Kraju Związkowego Saksonii  uważa, że głównym powodem kryzysu w strefie euro jest to, że państwa nie przestrzegały kryteriów, jakie sobie narzuciły. Ale to nie jedyna przyczyna finansowych problemów 16 państw ze wspólną walutą. Pakt stabilizacji i rozwoju za bardzo koncentrował się na kwestiach deficytu, a za mało na kwestiach płynnościowych. Tak uważają eksperci, którzy dyskutowali o „Kryzysie w strefie euro – co poszło źle i jak temu zapobiec w przyszłości?".

Zdaniem Milbradta teraz pomoc dla krajów zagrożonych powinna być „warunkowa" czyli związana z warunkiem przeprowadzenia reform w krajach, którym inni mają pomagać.  Marc Coleman, irlandzki dziennikarz ekonomiczny sądzi, że w 2004 roku, gdy do UE zostały przyjęte nowe kraje z Europy Środkowej i Wschodniej Wspólnota powinna zmienić kryteria z Maastricht, tak aby uwzględniały potrzeby inwestycyjne tych państw i konsekwencje finansowe stąd wynikające. – Mam wrażenie, że teraz kraje zachowują się podobnie do mężczyzn z dużymi brzuchami. Gdy widzą ładną kobietę, to go wciągają, za chwile znowu luzują. Tak wygląda poprawianie długu w krajach Europy w obawie przez Europejskim Bankiem Centralnym – tłumaczył Coleman.

W panelu dyskutowali Igor Barat, członek zarządu Postova Banka ze Słowacji, Ludek Niedermayer, ekonomista czeski Deloitte Czechy, Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku i Paweł Poncyliusz, poseł PiS.

Aleksandra Fandrejewska


Fuzje i prywatyzacja szansą na rozwój firm

Mamy obecnie najlepszy czas rozwoju dla dużych firm – uważają eksperci

Nie możemy jednak zapominać, że czas po kryzysie jest czasem wysokiego ryzyka i tylko od firm zależy jak go wykorzystają – stwierdził Jacek Poświata, dyrektor zarządzający McKinzey & Company na panelu „Na podbój Europy – szanse i ograniczenia dla rozwoju polskich firm".

Z badań McKinsey wynika, że w latach 2004-2009 polskie firmy rosły o 15 proc. rocznie, bardziej niż giełdy w regionie. Z drugiej strony wzrost giełd azjatyckich sięgał 18-19 proc. Co spowodowało, że rozwój polskich przedsiębiorstw nie był bardziej dynamiczny?

Poświata przypomniał, że aby pędzić do przodu, firma musi działać na rynku, który rośnie – to gwarantuje 40 proc. sukcesu. Drugim warunkiem jest aktywne uczestnictwo w fuzjach i przejęciach, co też przekłada się na 40 proc. wzrostu. Pozostała część zależy od działań zarządu. – Niestety w minionych latach firmy korzystały tylko z pierwszej dźwigni, stąd wzrost poniżej potencjału – wyjaśnił dyrektor McKinzey.

Henryka Bochniarz, szefowa organizacji pracodawców Lewiatan nie do końca podziela ten pogląd. Jej zdaniem sytuacja wyglądała by o wiele lepiej, gdyby nie nieprzyjazne otoczenie. – Barier w prowadzeniu biznesu jest tyle, że już mnie zęby bolą, gdy o nich mówię – wyjaśniła Bochniarz. – Firmy które mogłyby stać się polska Nokią straciły tę szansę, bo przepisy i przeszkody uniemożliwiły im szybki wzrost. Zdaniem prezydenta Lewiatana nie wszystko jeszcze stracone – polskie przedsiębiorstwa mogą wysforować do przodu dzięki prywatyzacji.

Wobec takiego stwierdzenia zaprotestował jednak Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze. – Nie będę prywatyzował PKO BP tylko po to, aby pochwalić się kolejną udaną prywatyzacją – stwierdził były premier. W jego opinii, gdyby nie nasze kompleksy, już dawno mielibyśmy naszą Nokię. – PZU mogłoby mieć taką rangę, ale dla Polaków jeśli firma nie produkuje kabelków i jest państwowa, to jest przegrana – wyjaśnił Bielecki. – A przecież Nokia była państwowa i się zmodernizowała, tak samo jak firmy brazylijskie, chińskie, czy indyjskie.

Andrzej Klesyk, prezes PZU bronił swojej firmy: – PZU było i jest złotą kurą, jeden procent jwartości firmy to 350 mln zł, tak więc sprzedaż nawet kilkunastu, czy kilkudziesięciu procent PZU oznacza zmniejszenie potrzeb pożyczkowych naszego państwa o kilka, kilkanaście mld zł. – Nasze wyzwanie to utrzymać pozycję w kraju – wyjaśnił Klesyk. – Bardzo się jednak boję, że takie firmy jak moja, czy PKO BP mogą przegrać z uwagi na brak takich samych warunków rozwoju, co w przypadku firm prywatnych.


Pracownik właścicielem

Jak zwiększyć zaangażowanie pracowników w firmie

- Trzeba zadbać o szkolenia, ścieżki  karier  i  stworzenie możliwości awansów dla młodych matek – podkreślała Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, gość specjalny  panelu „Angażowanie pracowników motorem rozwoju przedsiębiorstwa- akcjonariat pracowniczy oraz inne metody". Minister Fedak nie kryła swego entuzjazmu dla akcjonariatu pracowniczego. Ale tego prawdziwego, a nie bezpłatnego rozdawania 15 proc. akcji załogom prywatyzowanych przedsiębiorstw, co jej zdaniem jest formą łapówki za spokój społeczny i zgodę na sprzedaż firmy.

Jak podkreślał Francois Colombie, szef rady nadzorczej Auchan Polska, w którym od kilku lat działa program akcjonariatu pracowniczego sprawdzony we francuskiej  spółce-matce, istotna jest filozofia dzielenia się zyskiem z pracownikami.

Dorota Wójcik-Czarzasty z Leroy-Merlin zwracała uwagę, że chcąc odnieść sukces i zachęcić pracowników do inwestycji w akcje swej firmy, trzeba zadbać o odpowiednią akcję edukacyjną – muszą widzieć związek między wzrostem wartości  spółki i swą pracą. To element dobrej komunikacji wewnętrznej, której  wiele firm nie docenia w czasach prosperity.


Przywileje czy represje wobec biznesu

Władze w Kijowie obiecują uzdrowienie systemu finansowego, walkę z inflacją oraz poprawę  klimatu dla inwestorów  

Rząd Mykoły Azarowa wdraża program naprawy gospodarczej. Do priorytetów należy odzyskanie zaufania inwestorów i walka z korupcją. Irina Akimowa, zastępczyni szefa administracji prezydenta Wiktora Janukowycza mówiła w Krynicy Zdroju o wprowadzeniu prostszego systemu rejestracji działalności gospodarczej oraz obniżeniu podatków z 25 do 19 proc. Prostsze ma być także wydawanie koncesji i pozwoleń.

Akimowa przekonywała, że Ukraina – choć powoli, ale wychodzi z kryzysu, a proces wdrażania reform został rozpoczęty. Inne zdanie w tej sprawie ma opozycja.- Przykładem może być nowy kodeks podatkowy, który pozwala na ingerencję państwa w działalność gospodarczą, a także skonfiskowanie prywatnej własności bez wyroku sądu – zaznaczyła Natalia Korolewska, deputowana Bloku Julii Tymoszenko. Mówiła też, że nadal nie wie, jaki model gospodarki na Ukrainie buduje nowa władza – liberalny czy socjalny?

Martin Raiser, dyrektor Światowego Banku na Ukrainie, Białorusi i w Mołdawii chwalił dążenie władz w Kijowie do poprawy gospodarczej, stwierdził jednak, że PKB na Ukrainie wciąż pozostaje na poziomie z lat. 90., inwestycje na rynku wewnętrznym to spuścizna po ZSRR, a sytuacji nie da się poprawić poprzez ściąganie podatków.

Tatiana Serwetnyk


Kijów między Brukselą a Moskwą

Współpraca z Rosją nie szkodzi integracji z Unią

Przekonywał o tym szef ukraińskiego Instytutu Badań Strategicznych Andrij Jermołajew w dyskusji „Unia, Rosja, Ukraina – wyzwania dla integracji Europy". Stwierdził, że podpisanie w kwietniu umowy o stacjonowaniu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie w zamian za 30-procentowa obniżkę za importowany gaz nie ma nic wspólnego z europejskimi aspiracjami Kijowa. – Energetyczne bezpieczeństwo Europy zależy od dobrych stosunków Ukrainy z Rosją. Konflikt gazowy miedzy tymi państwami na początku zeszłego roku uderzył także w Unię – zapewniał Jermołajew, który kieruje instytutem przy prezydencie Wiktorze Janukowyczu, zwolenniku prorosyjskiego kursu. Jermołajew mówił, że Kijów „żył iluzjami" szybkiego wejścia do UE i wzrostu gospodarczego.

Europejscy rozmówcy obecni podczas debaty uznali, że UE ma prawo decydować, kto  zostanie jej członkiem, a kto nie. – Unia ma podejmować pragmatyczne działania, a Ukraina jest w dobrej sytuacji, bo nikt nie może dyktować jej warunków – stwierdził prof. Paolo Calzini z Uniwersytetu Johna Hopkinsa we Włoszech.

Według wicemarszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, Bruksela powinna wzmocnić działania wobec państw na postradzieckiej przestrzeni, w tym Ukrainy, Gruzji czy Mołdawii, które wykazują prozachodnie aspiracje. – Projekt Partnerstwa Wschodniego jest słabym instrumentem. Przyznane 600 mln euro w latach 2010-2013 na realizację jego założeń, to mniej niż roczna unijna pomoc dla Turcji – akcentował Kuchciński. Jego zdaniem, wyzwaniem dla integracji z UE Ukrainy i innych krajów w tym zainteresowanych  jest realizacja Partnerstwa Wschodniego i zniesienie wiz. 

Tatiana Serwetnyk

 


Rosną inwestycje w bezpieczeństwo energetyczne

Trzy wymiary polityki energetycznej

W zakresie bezpieczeństwa energetycznego Polska zrobiła ogromny postęp i poszła dalej, niż wiele krajów, które mówią o tym głośniej -  dowodził w Krynicy minister skarbu Aleksander Grad podczas panelu  „Bezpieczeństwo energetyczne: od strategicznej idei do biznesowych  rozwiązań".  Uczestniczący w nim przedstawiciele resortów skarbu, rozwoju regionalnego i firm  paliwowych rozmawiali  o trzech wymiarach polityki  energetycznej. Min. Grad wspomniał nie tylko o inwestycjach PGNiG w magazyny gazu,  przekazaniu linii wschodnich do PSE Operatora, czy budowie terminalu LNG w  Świnoujściu – które mają uniezależnić Polskę od wschodnich źródeł 

dostaw gazu. – Projekt budowy dwóch siłowni atomowych też wiąże się z  bezpieczeństwem energetycznym – podkreślał  Grad. .-  Na  to wszystko nakłada się prywatyzacja i  myślenie o tym bezpieczeństwie w  trzech wymiarach: strategicznym, politycznym i biznesowym. Jeśli w 

tych trzech obszarach jest spójność i zdrowy rozsądek, to z roku na  rok będziemy coraz bliżej zrealizowania idei bezpieczeństwa  energetycznego – dodał minister skarbu

- Myślimy o nowych projektach, które całkiem zmienią obraz polskiej  mapy gazu: przejścia graniczne ze Słowacją, z Litwą. Jesteśmy też bardzo zaawansowani w projekcie z Danią- mówił Jan Chadam, prezes Gaz Systemu, który teraz  poprzez spółkę celową realizuje terminal LNG w Świnoujściu .

Adam Zdziebło, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego,  przyznał, że projekty w zakresie bezpieczeństwa energetycznego to  nowość z punktu widzenia programów europejskich. – Z prawie 68 mld  euro, jakie ma do wykorzystania Polska, na energetykę przeznaczamy 2,5 

mld euro – w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko,  a resztę w ramach europejskiego planu naprawy..

Beata Chomątowska