XIX Forum w mediach dzień po dniu

10.09.2009r., 11.09.2009r.

9.09.2009 r.

Krynica stolicą Europy

Paweł Lisicki

Raz w roku serce Europy Środkowej zaczyna bić w małym, zwykle nieco sennym górskim miasteczku w południowej Polsce. To Krynica. To do niej na Forum Ekonomiczne od lat przyjeżdżają przedstawiciele biznesu, prezydenci, premierzy, ministrowie, eksperci, ekonomiści i dziennikarze z Czech, Ukrainy, Rumunii, Litwy, Rosji i innych krajów tej części kontynentu. 
Każdy uczestnik forum dostaje książeczkę z planem paneli i dyskusji. Prawdę mówiąc, jej lektura może przyprawić o zawrót głowy. A może nawet wywołać żal? Nie da się przecież wszystkiego obejrzeć i wszędzie być. Jest jednak kilka tematów, zdaje się, najważniejszych. Przede wszystkim pytanie o kondycję gospodarczą firm Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki prezentowanemu w Krynicy przez "Rzeczpospolitą" i Deloitte rankingowi 500 największych firm tego regionu będzie się można przekonać, jakie są naprawdę skutki globalnej zapaści. 
Drugi, nie mniej ważny, temat to pytanie, jak dalece realne są pierwsze oznaki przezwyciężenia kryzysu. Czy rzeczywiście to co najgorsze jest już za nami? Jak gospodarki poszczególnych krajów radzą sobie z gwałtownym spadkiem PKB? W jaki sposób mierzą się z rosnącym deficytem? Czy ta pierwsza tak gwałtowna choroba gospodarki pozostawi po sobie trwałe ślady? Nie mniej istotne zdają się kwestie bezpieczeństwa energetycznego, nowych rozwiązań finansowych, europejskiej współpracy, stosunków Unii Europejskiej i Rosji. 
Oczywiście w Krynicy nie podejmuje się decyzji. Tu się myśli, rozmawia, spotyka. Tu zdobywa się zrozumienie. Tu wyczuwa się atmosferę. Trzeba jednak pamiętać, że właściwe rozumienie zachodzących w całej gospodarce procesów jest podstawą późniejszych decyzji. W tym sensie nikt tu czasu nie traci. 
Od początku były nam bliskie takie wartości, jak swoboda gospodarowania, przejrzystość prawa, wiara w inicjatywę jednostek i w wolny międzynarodowy rynek. Dlatego dziennikarze "Rzeczpospolitej" będą konsekwentnie występować w ich obronie. Będą sprawdzać, czy wypełniane są deklaracje polityków, którzy obiecywali ulżyć losowi przedsiębiorców i polepszyć ich sytuację. I czy rzeczywiście wprowadzane są w Polsce zmiany służące wolności gospodarowania.

Źródło:Rzeczpospolita


Europa Środkowa i Wschodnia liderem reform gospodarczych

Neil Gregory, 09-09-2009

Kryzys finansowy nie przeszkodził krajom Europy Środkowej i Wschodniej oraz Azji Środkowej w utrzymaniu pozycji lidera reform uregulowań biznesowych. Po raz szósty z rzędu wiodą one w rankingu Banku Światowego „Doing Business” 
•    Polska powoli w górę
26 z 27 krajów w tych regionach znacząco polepszyły przepisy biznesowe co najmniej w jednym z dziesięciu kryteriów, jakie bada „Doing Business”. To bardzo pomyślna informacja dla całego regionu. Lepsze warunki prowadzenia działalności gospodarczej pomagają firmom, ale i całej gospodarce w szybszym dostosowaniu się do pogarszającej się sytuacji. Jednocześnie powodują, że łatwiej będzie im powrócić do gospodarczego wzrostu.
Polska nie jest wyjątkiem w tym pozytywnym trendzie. Polski rząd zdołał poprawić regulacje w 4 z 10 kryteriów „DB”. Wprowadzone zmiany w prawie upadłościowym spowodowały, że znacznie łatwiej reorganizować firmy, które znalazły się w finansowych kłopotach, zanim dojdzie do ich bankructwa . 
Łatwiej jest założyć firmę, bo minimalny wymagany kapitał został obniżony z 50 tys. do 5 tys. złotych, zaś rejestrując firmę składa się jednocześnie wszystkie wymagane dokumenty do urzędu skarbowego, ubezpieczeń społecznych i biura statystycznego. 
Obniżone zostały składki na ubezpieczenie społeczne, natomiast przepisy dotyczące VAT zostały uproszczone. Łatwiejszy jest także dostęp do kredytów i to zarówno dla firm polskich, jak i zagranicznych. To nie wszystko, bo polskie władze zdecydowały się na inne inicjatywy dotyczące ułatwienia zakładania firm oraz systemu płacenia podatków.
To wszystko jest godne pochwały, ale niestety w niektórych dziedzinach Polska pozostaje w tyle. Kiedy porównamy zmiany w polskim prawie gospodarczym z 183 innymi krajami, które są przedmiotem badań naszego raportu – polskie wyniki w 7 wskaźnikach znajdują się w pierwszej 50. listy. Niemniej jednak w kilku uwarunkowań biznesowych Polska jest daleko w tyle. Chodzi np. o uzyskiwanie zezwoleń budowlanych (164. miejsce), płacenie podatków (151.) i rozpoczynaniem działalności biznesowej (117.) Tu zdecydowanie jest miejsce na radykalną poprawę. 
W całym rankingu Polska znalazła się na 72 miejscu na 183 kraje. Reformowanie gospodarki w czasach dotkliwego kryzysu finansowego jest wyjątkowym wyzwaniem, to jednak dzisiaj być może nawet bardziej, niż kiedykolwiek dobre i mądre prawo jest koniecznością. Oznaki gospodarczej odwilży przyjdą z pewnością ze strony małych i średnich firm, kiedy uzyskają one łatwiejszy dostęp do finansowania i inne bodźce do rozwoju. A to właśnie w firmach małych i średnich jest tworzonych najwięcej miejsc pracy, stamtąd też przychodzi znaczący wkład do gospodarczego wzrostu. Jakość uregulowań biznesowych determinuje łatwość reorganizacji firm znajdujących się w kłopotach. To dobre prawo pomaga im przetrwać najtrudniejszy czas,w odbudowaniu zaufania inwestorów i zacząć działalność od nowa.
„Doing Business” zajmuje się analizą uwarunkowań stworzonych przez państwo pod kątem ich pobudzania aktywności gospodarczej, lub jej hamowania w 183 krajach na świecie. 
Regulacje w prowadzeniu działalności biznesowej badane są w 10 dziedzinach :
•  Rozpoczynanie działalności biznesowej 
•  Wydawanie zezwoleń budowlanych 
•  Zatrudniania pracowników 
•  Rejestrowanie nieruchomości 
•  Uzyskiwanie kredytu 
•  Ochrona inwestorów 
•  System podatkowy 
•  Handel przygraniczny 
•  Egzekwowanie kontraktów 
•  Zamykanie firm 
Właśnie według tych kryteriów analizujemy wyniki gospodarcze i sprawdzamy, które z reform udały się, a które nie i dlaczego. 
Wszystkie porównania pochodzącego z publikowanego w środę raportu zostały przygotowane na podstawie wskaźników „Doing Business 2010”. 
Inne wskaźniki, również ważne dla funkcjonowania firm – takie, jak bliskość dużych rynków, jakość infrastruktury (inne, niż handel przygraniczny), zagrożenia nielegalnymi przejęciami, kradzieżami, przejrzystość przetargów rządowych i warunki makro, czy jakoś instytucji państwowych nie są analizowane przez „Doing Business”. Niemniej jednak w ciągu ostatnich lat „Doing Business” pomógł wprowadzić w życie uregulowania korzystne dla firm w wielu krajach – tak w biednych, jak i w bogatych. Podstawową ideą naszego projektu jest wiara że korzystne uregulowania biznesowe są kluczowe dla tworzenia możliwości rozwoju dla małych i średnich firm. Tak, aby tworzyły miejsca pracy i rozwijały się. 
Podczas obecnego kryzysu przedsiębiorstwa spotkały się z wielkimi wyzwaniami – w tym wielkiej niepewności i trudniejszego dostępu do finansowania. „Doing Business 2010” pokazuje, że rządy krajów Europy Środkowej i Wschodniej oraz rzeczywiście pomagają swoim firmom uporać się z trudnościami i powrócić do wzrostu.

Neil Gregory, ekonomista Banku Światowego za ranking „Doing Business”, który ocenia kraje przyjazne biznesowi na świecie

Źródło:Rzeczpospolita


Wysokie loty, twarde lądowanie

aft 09-09-2009,

Po dwudziestu latach krajom regionu wciąż są potrzebne reformy
Kraje Europy Srodkowo – Wschodniej powinny zdecydowanie ciąć obciążenia biurokratyczne i konsekwentnie reformować finanse publiczne, bo w ich przypadku nie są efektywne klasyczne metody przeciwdziałania kryzysowi takie, jak finansowe programy stymulujące gospodarkę czy obniżenie podatków – uważa prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers. Jest on współautorem raportu o transformacji w regionie „Twarde lądowanie”, który firma doradcza zaprezentowała na Forum Krynickim. Omawia on obecną sytuację gospodarczą w 15 krajach regionu oraz powody zahamowania wzrostów .
Wynika z niego, że Polska, Czechy, Rosja, Słowacja i Słowenia stanowią filary regionu, które najlepiej sobie radzą z kryzysem gospodarczym. – Mieliśmy szczęście, że nie zdążyliśmy popełnić wielu błędów, kryzys zastał Polskę i Polaków zanim nadmiernie się zaczęli zadłużać – dodał prof. Orłowski. 
- W ostatnich przedkryzysowych latach, złotych dla polskiej gospodarki wyrosło nowe pokolenie, które „nie umiało się bać”, nie miało odpowiedniej pokory i dystansu do rzeczywistości – dodał Jan Krzysztof Bielecki, były premier i szef banku PKO S.A. Zwrócił uwagę, że przy ocenie kondycji gospodarki, czy finansów publicznych niekiedy stosujemy „dogmatyczne przekonania”. Sztandarowym przykładem są konstytucyjne zapisy o progach ostrożnościowych związanych z długiem publicznym. – Czy naprawdę coś by się stało gdyby dług publiczny wyniósł 56 proc, a nie 55 proc. Skąd tak dogmatyczne ograniczenia? – według niego niektóre z zasad przyjętych dziesięć lat temu dzisiaj nie jest już tak zasadnych jak poprzednio
A Ryszard Petru, ekonomista z BRE Bank, trzeci z panelistów na temat sytuacji gospodarczej krajów regionu dodał: – W przypadku Polski ważne jest też to, że rząd jak dotąd nie popełnił wielu błędów.

Źródło:Rzeczpospolita


Nie narobiliśmy zbytnich szkód

Aleksandra Fandrejewska 09-09-2009

Rozmowa: prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers 

Rz: Kraje regionu w różny sposób i na różną głębokość zanurzyły się w kryzysie. Czy problemy wynikają z różnych strategii rozwojowych czy z błędów, jakie popełniły?

Witold Orłowski: Najmniej cierpią te kraje, które popełniły najmniej błędów. Istnieje też stopień uzależnienia od sytuacji gospodarek zachodnich. Im mniejszy kraj, tym większe uzależnienie. 
I tak Czechy, Słowacja czy Słowenia są bardziej uzależnione od eksportu niż Polska. O sytuacji decydowała wypadkowa tych dwóch kwestii. Najwięcej błędów popełniła część krajów, które dokonały transformacji i są członkami UE. One najbardziej korzystały z napływu kapitału, inwestycji, wzrostu eksportu, wydajności pracy, produkcji i dochodów, wzmacniania się walut. Dzięki temu miały imponujący wzrost gospodarczy w czasach przedkryzysowych. I część, jak kraje bałtyckie, straciła głowy. Uwierzyły, że są tygrysami Europy. Zresztą światowa opinia publiczna umacniała je w tym przekonaniu. Wydawało im się, iż wystarczy przeprowadzić reformy ułatwiające działalność biznesową, a nie trzeba już zwracać uwagi na prawidłowości makroekonomiczne, stabilność walutową czy równowagę finansową. Najpoważniejszym ich błędem było dramatyczne zadłużanie się nawet nie rządów, tylko partnerów biznesowych i gospodarstw domowych. Dopracowali się gigantycznych deficytów obrotów bieżących, olbrzymich kredytów. Do tego trzymali sztywny kurs walutowy, ale nie na tyle konsekwentnie, by udało im się wejść do strefy euro. To ich najpoważniejsze błędy i ich spadki są największe.

Inaczej postępowała Słowacja?

Tak. Ona jest na drugim biegunie krajów regionu, gdzie skutki kryzysu i wyhamowanie wzrostu nie są tak poważne. Słowacja, Czechy i Polska nie dopuściły do nadmiernego uzależnienia od finansowania zewnętrznego. Słowacja zdążyła jeszcze wprowadzić euro. To, co jej doskwiera, to powiązanie z jedną branżą. Jeśli przemysł samochodowy w Europie Zachodniej szybko się podźwignie, to za nim prędko podąży Słowacja. Jeśli nie – czeka ją dłuższe wychodzenie z kryzysu.

Na czym polega błąd Węgier?

Tam za długi i za nierównowagę finansową odpowiadają nieodpowiedzialni politycy, a nie sektor prywatny. Bez nich sytuacja Węgier byłaby bardziej korzystna.

A czy błędami nie są zaniechania?

Oczywiście, że są. I tu też region był dość „solidarny”. Europa Środkowa płaci za swoje zaniechania. Niechętnie (oprócz krajów bałtyckich) tworzono dobre warunki do działalności gospodarczej. Prawie wszędzie mamy tak samo niesprawną biurokrację i skomplikowane prawo.

Czy stosunkowo miękki upadek Polski to efekt szczęścia czy konsekwentnej polityki gospodarczej?

Niewiele państw może mówić o takim szczęściu jak my, ale my też należymy do krajów, które popełniły niewiele błędów. Prawie wszystkie czynniki, które mogły zadziałać na osłabienie kryzysu – zadziałały. Kolejne rządy, choć niechętnie ułatwiały prowadzenie biznesu i reformowały finanse publiczne, to jednak zachowywały minimum konsekwencji. Nie szaleliśmy. Może dlatego, że nie zdążyliśmy. Może gdyby kryzys nastąpił o rok później, mielibyśmy podobne kłopoty z długami jak sąsiedzi znad Bałtyku. 
Które kraje mają szansę najszybciej się podnieść?
To zależy, jak będzie wyglądała sytuacja w Europie Zachodniej. Ważne też, nie tylko gdzie i kiedy rozpocznie się odbicie, ale i z jakiego poziomu. Jeśli na początku roku zacznie się poprawiać sytuacja na Zachodzie, to w regionie poprawi się w ciągu roku.

 Źródło: Rzeczpospolita


Czy 20 lat po rewolucji jesteśmy nadal Solidarni?

Zygmunt Berdychowski, witając uczestników Forum życzył wszystkim, by znaleźli odpowiedź na tytułowe pytanie pierwszej inauguracyjnej sesji. Gospodarcze aspekty solidarności w czasach kryzysu akcentował wicepremier Waldmar Pawlak, przypominając, że Polska jest w czasach kryzysu, zieloną wyspą gospodarki europejskiej. Potem zaczęła się sesja.
Premier Aznar określił solidarność jako zjawisko oparte na korzeniach chrześcijańskich, bliskie tak Polakom, jak i Hiszpanom. Podkreślił zarówno wkład Jana Pawła II jak i Lecha Wałęsy w budowanie wspólnej Europy. Powiedział też, że oba nasze kraje doskonale wykorzystały szanse na skok gospodarczy jaki dało wejście do UE, stąd większe są nasze obowiązki w byciu solidarnym wobec innych. Stąd rozszerzenie UE nie powinno zatrzymać się na Ukrainie, czy Gruzji. Jego zdaniem nie można zgadzać się na dzisiejszą politykę w stylu dawnego Związku Radzieckiego. Potrzeba nam dziś także więcej elastyczności, szerszej prywatyzacji, otwartości i wolności gospodarczej, by móc zachowywać się solidarnie.

John Monks zastanawiał się jak pogodzić konieczność pewnej deregulacji i liberalizacji, które przyniosły kryzys finansowy z ideą państwa socjalnego. Z jego, związkowego punktu widzenia, kryzys może zwiększyć świadomość potrzeby solidarności, państwa socjalnego, opiekuńczego. Oznacza to jego zdaniem do powrót do oszczędzania, większej odpowiedzialności ludzi bogatych, rezygnacji z takich idei jak choćby podatek liniowy.
Filip Thon, Grupa RWE, mówiąc o zmianach odwołał się do sposobu, w jaki został przedstawiony przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Jestem Czechem, pracowałem wiele lat w USA, dziś dla niemieckiej firmy pracuję w Polsce – powiedział Thon. Bez rewolucji roku 1989 nie byłoby to możliwe. Jego zdaniem swoboda przepływu – kapitału, intelektu, idei – jest największym osiągnięciem rewolucji zapoczątkowanej w Polsce 20 lat temu. Podał przykład Słowacji, która w zagrożeniu brakiem gazu z Rosji, korzystała z gazu przesyłanego z zachodu.

Dick Roche, przypomiał moment wejścia Polski do UE w maju 2004. Kiedy w Dublinie wciągano po raz pierwszy polską flagę na maszt, pogoda nagle poprawiła się i pokazało się słońce. Wtedy dzisiejsza sytuacja, kiedy przewodniczącym Parlamentu UE jest Polak była chyba nie do wyobrażenia. Sama UE, solidarność, nawet trudne doświadczenia irlandzkie z głosowaniami przeciw UE musi znowu czuć wspólnego ducha. O tego ducha solidarności, wspólnoty celów, pasji, którą mieliśmy w Irlandii goniąc ekonomicznie Europę apeluję – powiedział Dick Roche.

Jerzy Buzek powiedział, że sporo z obaw o przyszłość UE, spotęgowanych kryzysem finansowym, jest zasadna, bo zbiegła się z najgwałtowniejszym rozszerzeniem UE w historii. Jednak tak trudne zjawiska jak przepływ siły roboczej czy duże wpłaty bardziej rozwiniętych krajów UE są korzystne dla wszystkich. Jerzy Buzek przypomniał obawy na Wyspach Brytyjskich przed Polakami, przed utratą miejsc pracy przez Brytyjczyków. Tymczasem pięcioletni bilans wpływów do brytyjskiego budżetu i do polskich budżetów domowych są pozytywne. Korzyści odnieśli wszyscy. Podobnie kraje rozwinięte, wpłacające więcej do wspólnej kasy, odzyskują te pieniądze z korzyścią dla siebie. Nie w formie dotacji, bo te idą do nowych krajów, ale poprzez rosnące obroty z tymi krajami. Dotacje są bowiem inwestowane w nowe technologie. Oba zjawiska są korzystne dla wszystkich, choć obu bardzo się obawiano. Jak stwierdził Jerzy Buzek – pojęcie starej i nowej UE zaciera się znacznie szybciej niż się spodziewaliśmy.

Ojciec Maciej Zięba trochę studził entuzjazm uczestników panelu i wskazał na zagrożenia jakie idea solidarności może spotkać w dzisiejszym świecie. Pokazał, że choć optymizm trzeba mieć, to pokusa zamykania się w obrębie własnych interesów ciągle jest wielka. Dlatego domagał się większej odwagi w przekraczaniu wyzwań, odważnej walki z konformizmem.Za najważniejsze uznał stosowanie kategorii „dobra wspólnego”.

Atmosferę tej debaty oddają słowa premiera Aznara, który najpierw podziękował przyjacielowi Aleksandrowi, a potem, rzuciwszy okiem na ponadtysięczną grupę uczestników, poprawił się i „zwrócił do prezydenta Polski”. Ten drobiazg oddaje zarówno wagę krynickiego Forum, jak i niezwykle przyjazną atmosferę wśród uczestników z kilkudziesięciu krajów z całego świata.

Zaczęło się dobrze, optymistycznie, z deklarowanymi nadziejami na koniec kryzysu, ale także na mądrzejsze i bardziej solidarne relacje społeczne, polityczne i gospodarcze. Pytanie sesji, chyba najważniejsze dla całości Forum zadał na jej zakończenie Jerzy Buzek – Co TY możesz zrobić dla Unii?

Źródło: Onet.pl


Firma działa nie tylko dla zysku

Martyna Mroczek

Jak biznes może wspierać organizacje pozarządowe? Jaka jest rola rządu? Na te pytania odpowiedzi szukali uczestnicy jednej z sesji XIX Forum Ekonomicznego w Krynicy.
- Zanim postanowisz wesprzeć jakąś organizację, sprawdź dokładnie co robi, kim są ludzie z nią związani. Nie rób tego bezmyślnie. Nie zależy nam na rzeszy sponsorów, wolimy mieć kilku, ale takich, którzy akceptują nas w całości – łącznie z błotnymi kąpielami uczestników Przystanku Woodstock – apelował do przedsiębiorców Jerzy Owsiak, prezes Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Współpraca organizacji pozarządowych z biznesem to korzyść obopólna. Ci pierwsi dostają pieniądze, dzięki której mogą działać i pomagać innych, ci drudzy – wspierają swój wizerunek. Do czego potrzebny tu rząd?

 Rola organizacji pozarządowych jest w Polsce ciągle za mała. Żeby ich znaczenie wzrosło, musimy przyjrzeć się modelowi państwa. Powoli odchodzimy od modelu państwa opiekuńczego na rzecz modelu, w którym to społeczeństwo przejmuje rolę opiekuna. Przekazywanie jednego procentu organizacjom pozarządowym to duży krok, który nas do tego przybliża. Rolą rządu jest też promowanie społecznej odpowiedzialności biznesu i budowanie zaufania do tych firm, które dają pieniądze fundacjom. Należy upraszczać możliwości pomagania – mówił Michał Boni, członek Rady Ministrów, szef zespołu doradców Premiera RP.

Podobnego zdania była prof. Magdalena Środa, pracownik naukowy Zakładu Etyki, Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.

- Polacy bardzo mało angażują się w działalność społeczną, mamy skromny wolontariat, a do tego jesteśmy wobec siebie nieufni. Trzeba promować organizacje pozarządowe i ułatwiać im działalność, zamiast je bezustannie kontrolować – mówiła.

Paradoksalnie, największym optymistą okazał się Jerzy Owsiak – jego zdaniem wolontariat w Polsce rozwija się wspaniale, ale może być jeszcze lepiej, jeśli przedstawiciele biznesu będą współpracowali z przedstawicielami organizacji pozarządowych.

- Prowadzimy fundację od 18 lat, ludzie mają do nas zaufanie. Nie mogę słuchać o zbyt małym zaangażowaniu w wolontariat, bo my mamy mnóstwo chętnych, niektórym musimy odmawiać. Czuję, że popularność WOŚP ciągle rośnie. Nie narzekamy na brak pieniędzy. Moim zdaniem wolontariat świetnie się rozwija, ale musi się też rozwijać przez zaangażowanie biznesu.

Źródło: Onet.pl


Dziesięć wyzwań dla Polski

Katarzyna Gontarczyk

Przemodelowanie rynku pracy, budowa infrastruktury oraz bezpieczeństwa energetycznego, to kluczowe kwestie, które Polska musi wdrożyć, aby sprostać globalnej konkurencji. Michał Boni, szef doradców premiera zaprezentował na Forum Ekonomicznym raport „Polska 2030”.
Na panelu „Polska 2030 Solidarność pokoleń” szef doradców premiera Michał Boni przedstawił dziesięć najważniejszych wyzwań, które Polska powinna zrealizować, aby sprostać gospodarczej konkurencyjności. Są to: wzrost konkurencyjności gospodarki, poprawa sytuacji demograficznej, poprawa wskaźnika zatrudnienia, budowa infrastruktury, poprawa bezpieczeństwa energetycznego oraz ochrona środowiska naturalnego, tworzenie gospodarki opartej na wiedzy oraz rozwój kapitału ludzkiego, zwiększenie spójności regionalnej, zmiana struktury administracji i tworzenie sprawnego państwa. Michał Boni jako najważniejsze określił budowanie kapitału ludzkiego, co łączy się z przemodelowaniem rynku pracy.

Polska w porównaniu z innymi krajami UE jest w relatywnie dobrej sytuacji demograficznej, jednak z powodu jednego z najniższych wskaźników dzietności nasze społeczeństwo zaczyna się już starzeć. Wydłuża się przeciętna długość życia, co wskazuje na podwyższanie poziomu cywilizacyjnego, ale rodzi poważne skutki dla systemu emerytalnego. Przy deficycie budżetowym 52 mld zł w 2010 r. aby sfinansować system emerytalny prawdopodobnie wzrośnie obciążenie fiskalne młodego pokolenia w kolejnych latach. Rząd obiecał nie podwyższać podatków w 2010 r, ale przy wskaźniku zatrudnienia na poziomie 1,7, niskiej aktywności zawodowej i wysokiemu poziomowi bezrobocia strukturalnego będą wzrastać podatki pośrednie – mówił Michał Boni.

Rozwiązaniem problemu rosnącej liczby emerytów jest zwiększenie liczby osób, które płacą podatki na przykład poprzez aktywizacje zawodową osób starszych. Boni proponuje także  zwiększenie elastyczności rynku pracy. Obecnie tylko 30 proc. osób postrzega zmianę pracy, jako pozytywne zdarzenie. Polacy niezbyt chętnie zmieniają miejsce zamieszkania, aby znaleźć nowa pracę, a elastyczność kojarzy się bardziej z przymusowymi cięciami zatrudnienia niż z dostosowywaniem warunków pracy do potrzeb pracowników i pracodawców.

Dużym problemem w Polsce jest także wskaźnik ubóstwa wśród rodzin wielodzietnych, a także niedostosowanie transferów pomocy społecznej do rzeczywistych potrzeb. Zaledwie 10 proc całej pomocy społecznej trafia do osób najbiedniejszych. Natomiast 35 proc dochodów osób mieszkających na wsi żyje z zasiłków socjalnych. Potrzebny jest nowy model polityki społecznej, która likwidowałaby przyczyny, a nie tylko skutki ubóstwa, a pomoc społeczna trafiałaby do tych, którzy najbardziej jej potrzebują.

Źródło: Onet.pl

10.09.2009 r.

NBP proponuje nowe instrumenty ożywienia kredytów

    KRYNICA-ZDRÓJ, 10 września (Reuters) – Narodowy Bank Polski (NBP) chce wprowadzić nowe rozwiązania, które mają na celu umożliwienie bankom pozyskanie dodatkowych źródeł  finansowania akcji kredytowej, poinformował w czwartek bank centralny. Wśród nowych instrumentów proponowanych przez NBP mają znaleźć się 12-miesięczne operacje repo, możliwość zakupu przez bank centralny obligacji emitowanych przez banki, jak też zupełnie nowe rozwiązanie – kredyt dyskontowy. Obecnie najdłuższy termin zapadalności operacji repo to 6 miesięcy. NBP proponuje, aby został on wydłużony do roku. "Wprowadzając dodatkowy 12-miesieczny termin zapadalności dla operacji repo NBP chce udostępnić nowe źródła finansowania na dłuższy okres. Ułatwi to bankom zarządzanie płynnością" – podał bank centralny. Kolejnym rozwiązaniem jest wprowadzenie możliwości zakupu przez NBP obligacji emitowanych przez banki. Zgodnie z ustawą o NBP zakup przez NBP obligacji emitowanych przez banki jest możliwy tylko na rynku wtórnym w operacjach otwartego rynku. Może to być instrument służący refinansowaniu długoterminowej akcji kredytowej, w szczególności projektów inwestycyjnych. "NBP może rozważyć zakup emitowanych przez banki obligacji, o ile będą one spełniały określone warunki: będą zarejestrowane w KDPW SA, wskazane jest, aby zostały objęte stosownymi gwarancjami lub miały odpowiedni rating" – podał NBP. Wprowadzenia tego instrumentu wymagać będzie akceptacji RPP. 
    Natomiast nowym instrumentem ma być kredyt dyskontowy. "Jest to zupełnie nowy instrument NBP. Jego istotą jest przyjmowanie od banków przez NBP do dyskonta weksli wystawianych przez przedsiębiorstwa w związku z otrzymanym z banku kredytem. Z punktu widzenia banków może to być dogodny instrument" – napisano w materiałach NBP. "Przedsiębiorstwo będzie wstawiać weksel na bank, a bank może następnie dyskonotować ten weksel w NBP. Kredyt dyskontowy służyć będzie refinansowaniu nowo udzielonych kredytów" – podano w nich. 
    NBP poinformował, że wprowadzenie tego instrumentu wymagać będzie wyznaczenia przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP) nowej stopy banku centralnego – stopy dyskontowej, a także zmian Założeń polityki pieniężnej. "NBP proponuje bankom trzy nowe rozwiązania, których celem jest udostępnienie bankom dodatkowych źródeł finansowania dla akcji kredytowej" – podał bank centralny. 
    (Autor: Adrian Krajewski; Redagował: Paweł Florkiewicz)  
    ((pawel.florkiewicz@thomsonreuters.com; +48 22 6539700; Reuters Messaging: pawel.florkiewicz.reuters.com@reuters.net))


BRE Bank zwiększa depozyty korporacyjne-wiceprezes

    KRYNICA-ZDRÓJ, 10 września (Reuters) – Depozyty korporacyjne BRE Bank SA zwiększają  się, zaś portfel kredytów dla firm pozostaje stabilny, powiedział w czwartek wiceprezes  BRE odpowiedzialny za pion korporacyjny, Przemysław Gdański. "Nie ma żadnych rewolucyjnych zmian w trzecim kwartale jeśli chodzi o depozyty i  kredyty w segmencie korporacyjnym, depozyty raczej wzrostowo, kredyty raczej stabilnie" -  powiedział dziennikarzom Gdański. Na koniec czerwca tego roku saldo depozytów klientów korporacyjnych BRE wzrosło o 17  procent do 17,3 miliarda złotych w stosunku do marca tego roku, zaś saldo kredytów  klientów korporacyjnych spadło odpowiednio o 1,5 procent do 26,2 miliarda złotych. Wiceprezes powtórzył, że "takiej skali rezerw na ryzyko jak w drugim kwartale nie  będzie". W drugim kwartale grupa BRE zawiązała prawie 440 milionów złotych rezerw, z  czego na korporacje i rynki finansowe przypadło 167 milionów złotych. 
   (Autor: Maciej Onoszko; Redagował: Piotr Bujnicki)  
   ((piotr.bujnicki@thomsonreuters.com; +48 22 6539700; Reuters Messaging: piotr.bujnicki.reuters.com@thomsonreuters.net)) 
(Źródło: Reuters)


Kto poszedł za Balcerowiczem – ten wygrał?

Przynajmniej taki wniosek wyciągnęli uczestnicy drugiej sesji plenarnej XIX Forum Ekonomicznego w Krynicy. – Wszyscy jesteśmy w istocie uczniami Leszka – stwierdził w imieniu większości panelistów Mark Allen z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Ta trochę nostalgiczna debata, poświęcona była temu, dlaczego dziś jesteśmy w tym miejscu. Dyskutowano w niej o tym, które i jakie decyzje najmocniej wpłynęły na dzisiejszą sytuację krajów regionu – dlaczego jednym poszło lepiej, a innym gorzej. Paneliści przedstawili własne wizje zmian w swoich krajach, odnosili się także do polskich doświadczeń. W czasie tej debaty wyraźnie widać, że choć Polacy skarżyli się i mieli wiele zastrzeżeń do swoich zmian, to kraje sąsiednie widziały w nas jakiś wzorzec w tym czasie. Zaskakujące jak często w tej debacie padało – podobnie jak wtedy w Polsce, odmiennie niż wtedy w Polsce.

Kolejny mechanizm, który podkreślano, to nadmierne oczekiwania „porewolucyjne”, oczekiwania, że nasze kraje wyrwane z obozu socjalistycznego dogonią stare kraje unijne w kilka lat. Te marzenia dość szybko rozwiały się, a reakcje społeczeństw były różne.

Paneliści zgodnie uznali, że skuteczność i szybkość zmian, że dzisiejsze efekty mają źródło w reakcji polityków w roku 1989 i kilku następnych. I zdaniem uczestników debaty, to Polska właśnie ruszyła najszybciej najbardziej zdecydowanie. Sukces reformy Balcerowicza stał się swoistym benchmarkiem dla pozostałych krajów regionu. Przyznał to Ivan Mikoś, który w tamtych czasach doradzał wicepremierowi swojego rządu i jak stwierdził, stale monitorował polską reformę Balcerowicza. Jednak podobne działania zostały podjęte za południową granicą dopiero po kilku latach.

Jak powiedział Mark Allen z MFW, mieliśmy wtedy szczęście, że byli w Polsce ludzie, którzy zakasali rękawy i wzięli się natychmiast do ciężkiej roboty. Te państwa, które ociągały się w reformach, doznały największych porażek s sferze wzrostu i wyrównywania szans. Dysproporcje dochodów, poziomu życia, dostępu do osiągnięć cywilizacyjnych w takich krajach szybko wzrosły – przypomniał Jan Vivent-Rostowski.

Im dalej w las, tym więcej partyzantów – zażartował Wiktor Pynzenyk komentując sposoby rozwiązywania problemów ekonomicznych na Ukrainie. Im dalej od czasów wojny, tym więcej jej uczestników, korzystających z przywilejów kombatanckich. Tak jego zdaniem niestety kończy się zastępowanie reform działaniami pozornymi.

Na zakończenie minister Rostowski podkreślił, że choć kraje wybierały różne drogi, to wszystkim się udało, choć przecież nikt nie dawał gwarancji. Po drugie – wszystkim z nas trafiały się niespodziewane sukcesy. W Polsce, wbrew oczekiwaniom, to nie prywatyzacja, a setki tysięcy nowych firm stały się motorem wzrostu. Podobnie wielkim i niespodziewanym sukcesem było powstanie wielu prywatnych szkół wyższych. I po trzecie – co prawda odkładanie trudnych reform, ale jednocześnie z postępującym w czasie tego odłożenia wzrostem zrozumienia, że trzeba to jednak zrobić.

Leszek Balcerowicz podsumowując użył metafory samochodowej. W 1989 roku przesiedliśmy się szybko z trabantów i małych fiatów do dobrych samochodów, ale problem był tym, by szybko pojawili się dobrzy kierowcy, którzy potrafią nimi jeździć.

Moderator: 

Leszek Balcerowicz – Przewodniczący Rady Fundacji, Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju – FOR, Polska

Paneliści:

Mark Allen – przedstawiciel regionalny, Międzynarodowy Fundusz Walutowy

Jegor Gajdar – Dyrektor, Instytut Gospodarki w Okresie Transformacji, Rosja

Ivan Mikloš – Deputowany, Zgromadzenie Narodowe Republiki Słowackiej, Słowacja

Wiktor Pynzenyk – Przewodniczący Partii, Partia "Reformy i Porządek", Ukraina

Komentator: Jan Vincent-Rostowski – Minister Finansów

Marek Skała

Żródło: Onet.pl

 


Banki komercyjne na dopingu banków centralnych

Narodowy Bank Polski wprowadza trzy nowe narzędzia, które mają pobudzić akcję kredytową w bankach komercyjnych. Takie działania wywołują jednak mieszane uczucia wśród finansistów. Niektórzy porównują je do dopingu, niedozwolonego w sporcie.
O nowych rozwiązaniach poinformował dzisiaj w Krynicy, podczas XIX Forum Ekonomicznego, prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek. Kredyt dyskontowy, wydłużenie operacji repo do 12 miesięcy oraz zakup przez NBP w operacjach otwartego rynku obligacji emitowanych przez banki mają zapewnić bankom komercyjnym dodatkowe źródła finansowania akcji kredytowej.

To kontynuacja akcji wspierania sektora bankowego, która rozpoczęła się w 2008 r. Banki centralne były pierwszymi instytucjami, które zareagowały na kryzys gospodarczy.
Ocena tych działań była przedmiotem dyskusji, która także odbyła się dzisiaj w Krynicy.

Sławomir Skrzypek wymienił trzy fazy udzielania pomocy przez banki centralne. W pierwszej fazie reakcja wynikała z konieczności zagwarantowania płynności sektora finansowego w krótkim terminie, bo banki straciły do siebie zaufanie i przestały pożyczać sobie pieniądze na rynku międzybankowym. W fazie drugiej również chodziło o zapewnienie stabilności, ale w dłuższej perspektywie. Trzecia faza to właśnie próba odblokowania akcji kredytowej.

Prezes NBP podkreślił, że w 2008 r. polskie banki były w bardzo dobrej kondycji, a wpływ na spowolnienie gospodarki w kraju miały czynniki zewnętrzne. Polski bank centralny musiał jednak interweniować, żeby nie dopuścić do destabilizacji sytuacji na rynku międzybankowym. Takim działaniem było np. obniżenie wysokości rezerw obowiązkowych.

Sławomir Skrzypek podkreślił, że jest jeszcze za wcześnie, żeby móc w pełni ocenić te działania oraz ich wymierny wpływ na stabilizację sytuacji banków oraz całej gospodarki.

Thomas Laursen, dyrektor Banku Światowego na Polskę i Kraje Bałtyckie, ocenił, że dotychczasowe działania Narodowego Banku Polskiego nie odbiegały od tych, które podejmowały inne banki centralne. Dodał, że decyzje wszystkich tych banków było książkowe. – Niektóre były bardziej odważne, ale w zgodzie z tym, co zalecałaby większość instytucji finansowych – podkreślił Laursen. – Trudno powiedzieć czy cokolwiek można było zrobić lepiej – ocenił, mówiąc o polskim systemie bankowym.

Według Laursena upłynie kilka lat zanim gospodarka światowa powróci do swojej prędkości. Dodał, że teraz należy patrzeć szerzej i trzeba zwrócić uwagę np. na zapobieganie bezrobociu.

Jan Krzysztof Bielecki, były premier Polski, a obecnie prezes banku Pekao SA, skrytykował jednak niektóre działania banków centralnych. Całą sytuację porównał do wyścigu kolarskiego. – Ostatnie 10 lat to złote lata dla sektora finansowego, czyli jedzie peleton i wszystkim się dobrze pedałuje. Ale na odcinku górskim wychodzi kto jaką ma rzeczywistą formę. Powstają grupki pedałujące w różnym tempie – opisał były premier. Nie chciał podać nazw firm i instytucji, ale według niego niektórych uczestników wyścigu, którym już zabrakło sił, napompowano sterydami i dowieziono autobusem przed peleton. – Niektórzy byli z duzi, żeby upaść, albo cynicznie wykorzystali sytuację – dodał Bielecki. Podkreślił, że takie same zasady stosowano w stosunku do niektórych państw. Podał przykład Szwecji. – Wymyślono, że Szwedom trzeba pomagać, bo stwarzają systemowe ryzyko – wyjaśnił. Dodał też, że w niektórych państwach banki centralne niemal stały się filiami ministerstw skarbu.

Sytuację łagodził prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. Jego zdaniem, dzięki działaniom banków centralnych udało się uniknąć kryzysu totalnego. Przestrzegł jednak, że wyjściu z kryzysu zagraża jeszcze możliwość załamania makroekonomicznego w Stanach Zjednoczonych Ameryki i w Wielkiej Brytanii. Powodem jest zbyt niska stopa oszczędności w stosunku do PKB tych krajów. Dodał, że może im po prostu zabraknąć pieniędzy na finansowanie deficytów budżetowych.

Według prof. Gomułki, Polsce nie grozi jeszcze takie niebezpieczeństwo, ponieważ jest w drugiej lidze, jeśli chodzi o zagrożenie.
W rozmowie z portalem Onet.pl prezes Sławomir Skrzypek podkreślił jednak, że łagodne wyjście Polski z kryzysu wymaga szczególnej współpracy rządu i NBP. Zobacz całą wypowiedź prezesa Skrzypka.

Jacek Zawadzki

Źródło: Onet.pl


Żałuję każdego z paneli, którego nie widziałem

Żałuję każdego z paneli, którego nie widziałem – mówi portalowi Onet.pl Ireneusz Fonfara, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Który z paneli tegorocznego Forum ocenia Pan najwyżej? 

Oczywiście mogę tylko mówić o tych, które widziałem, oraz w kategorii ciekawy dla mnie osobiście, bo wszystkie są interesujące. A bardzo wysoko oceniam panel Kultura wobec żywiołów rynku, z profesorem Jerzym Hauserem. Po raz pierwszy ktoś tak systemowo pokazał podejście do finansowania kultury, w sytuacji kiedy państwa, nie tylko polskie, wycofują się z finansowania kultury. Ciekawy był komentarz Leopolda Ungera, który powiedział, że taka dyskusja w Brukseli byłaby w ogóle niemożliwa, bo tam państwo nie jest tym zainteresowane. Podejście prof. Hausnera jest bardzo ciekawe, bo pokazuje, że państwo chce mieć udział w ocenie projektów w sferze kultury, w ustalaniu standardów. To niezwykle ważne, bo jak mówił Leopold Unger, kiedy przychodzi kryzys, to tnie się w mediach dwa działy – sprawy międzynarodowe i właśnie kulturę. Bo nikogo to nie obchodzi. To był dla mnie ważny głos i ważny panel, bo takie są i moje przekonania dotyczące ogromnej wagi kultury w dzisiejszym świecie.

Był Pan wczoraj obecny na związanym z Krynicą Forum Inwestycyjnym w Tarnowie. Co tam było dla Pana najważniejsze? 

Głównie mówiliśmy o infrastrukturze chemii i finansowaniu w energetyce. Kończące Forum wystąpienie ministra Aleksandra Grada było bardzo klarownym i jasnym sygnałem co dalej. Minister skarbu powiedział jakie ma podejście on, ale i ten rząd – prywatyzujemy, bo prywatne sprawdza się lepiej niż państwowe. Po raz pierwszy tak dobitnie i jasno usłyszeliśmy jak będziemy wyglądali za cztery lata. Co strategiczne, konkretnie wskazane, ma zostać w rękach państwa, a reszta ma być prywatna, bo działa sprawniej, efektywniej. Dobrze, że tak konkretne komunikaty, systemowe, padają właśnie tu.

Jak ocenia Pan przydatność tego Forum dla prezesa BGK?

Bardzo wysoko! W jednym miejscu przez trzy dni spotykam tak wielu ludzi, że w Warszawie zajęło by mi kilka miesięcy. Tu nie robi się biznesu, ale kilka sensownych zdań, porozumienie, umówienie się na późniejsze konkrety. Szalenie ważne, bo oszczędza coś czego mam najmniej – mój czas.

Jest Pan tu po raz pierwszy po 10 latach, jak z tej perspektywy ocenia Pan krynickie Forum?

Tak się składało, zawsze coś stanęło na drodze. I dziś, po 10 latach widzę tu zupełnie inny świat, inny poziom organizacji, warunków. Zupełnie inny poziom. Tu są rzeczywiście najlepsi. Świetni planiści, tematyka spotkań, przygotowanie uczestników, ich wiedza. A ludzie, których widziałem tu dziesięć lat temu zmienili się znacznie bardziej niż ten świat wokół nas – poziom merytoryczny jest bardzo wysoki.

A sama Krynica? Dziesięć lat temu zdarzały się problemy z hotelami, nawet z ręcznikami. Jak postrzega Pan Krynicę dziś?

Jestem dość krytyczny wobec zmian, tak dynamicznych jakie widzę w polskich uzdrowiskach, niestety także w Krynicy. Nie lubię chaosu architektonicznego, zatracania kolorytu miejsca. Trochę mi przeszkadza, że niektóre z tych niezwykle nowoczesnych hoteli można śmiało przenieść nad morze czy na Mazowsze. Szkoda, że zbyt mało o to dbamy.

Coś co chciałby Pan zobaczyć, a nie może, bo kolejne spotkanie, bo równolegle jest 9 paneli i trzeba wybierać. Czego żałuje Pan najbardziej?

Wszystkiego! Totalnie każdego panelu, którego nie widziałem! No niemal każdego. Ja to rozumiem tak, że jeśli oderwałem się na trzy dni od codziennych obowiązków, to rzeczywiście chciałbym zobaczyć wiele. I kiedy widzę temat, widzę uczestników to za każdym razem żałuję, że nie mogę być w kilku miejscach jednocześnie. Tu są świetni ludzie, przy tym doskonali mówcy, stawiający śmiało tezy, mający argumenty. Są ludzie z wielu krajów, są politycy, pisarze, komentarzy polityki, kultury, biznesu. I ważne – są dostępni, możesz podejść, pogadać z każdym, uścisnąć dłoń, wymienić poglądy. Cieszę się, że wreszcie udało mi się znaleźć czas i wrócić na Forum do Krynicy.

Rozmawiał Marek Skała
Źródło: Onet.pl


Dwie twarze kryzysu

Agnieszka Łakoma  

Spowolnienie gospodarcze zmusiło firmy paliwowe i gazowe do szukania oszczędności i restrukturyzacji. A rządy do lepszej ochrony firm przed wrogim przejęciem.

Takie wnioski wynikają z dyskusji szefów węgierskiego koncernu MOL i największych polskich firm sektora o skutkach światowego kryzysu. Wszyscy uczestnicy panelu „Sektor paliwowy w dobie kryzysu największe wyzwania i szanse” przyznali, że musieli ograniczyć wydatki inwestycyjne, zachowując jednak najważniejsze projekty i zaostrzyć dyscyplinę budżetową, ale jednocześnie kryzys uwypuklił pewne problemy, które wcześniej trudno było dostrzec.
– Kryzys ma swoje dobre strony – przekonywał prezes węgierskiej firmy Zsolt Hernadi. – Wcześniej u nas mało kto zwracał uwagę na kwestie bezpieczeństwa energetycznego, bo wydawało się że tu nie będzie problemu. A tymczasem okazało się, że nawet bardzo dobre wyniki naszej firmy nie uchroniły jej przed próbą wrogiego przejęcia. 
O kilku miesięcy władze MOL-a i rząd w Budapeszcie starają się obronić koncern przed wpływami rosyjskimi. To dlatego, że kilka miesięcy temu rosyjska firma Surgutnieftiegaz została niespodziewanie właścicielem ok. 20 proc. akcji MOL-a. Dla polskich władz był to sygnał, że trzeba zabezpieczyć przed podobnym działaniem też największego krajowego producenta paliwa – PKN Orlen i wzmocnić Grupę Lotos. 
– Dla właściciela, jakim jest państwo najważniejsze jest bezpieczeństwo finansowe tych spółek oraz w zakresie koncentracji – tłumaczył podczas panelu wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski. – Dlatego zdecydowaliśmy o zmianach w statucie Orlenu i dokapitalizowaniu Lotosu, wnosząc do tej firmy resztę akcji spółki wydobywczej Petrobaltic.

Integracja poczeka

Rząd czeka na zakończenie restrukturyzacji Orlenu i realizację programu inwestycyjnego w Lotosie i dopiero potem – według wiceministra skarbu – będzie można analizować ewentualną integrację tych firm. Zdaniem byłego szefa resortu skarbu Jacka Sochy, rząd wkrótce będzie musiał podjąć kluczowe decyzje dla sektora paliwowego w Polsce, by móc mu zapewnić wejście w kolejny etap rozwoju. Tak jak kilka lat temu zapadła decyzja o rezygnacji z prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej i utworzeniu na jej bazie Grupy Lotos. 
– Wrogie przejęcie PKN Orlen wydaje się mniej prawdopodobne, gdy Grupa Lotos będzie silna – sugerował Jacek Socha. – Bo wtedy Państwo by działało na rzecz wzmocnienia Lotosu.

Orlen daleko od MOL-a 

Gdy pojawia się hasło wrogiego przejęcia, powraca temat możliwości współpracy firm paliwowych w naszym regionie Europy, zwłaszcza że taki plan integracji MOL-a i PKN był przygotowywany 5 lat temu. Ale podczas panelu prezes MOL-a przyznał, że ścisła integracja firm w Europie Środkowej i Wschodniej nie będzie możliwa, bo poszczególne państwa chcą utrzymać kontrolę nad przedsiębiorstwami przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw surowców.
Zsolt Hernadi wskazał też na konieczność bliższej i bardziej skutecznej współpracy politycznej w zakresie zaopatrzenia w gaz. – Nie może być tak, że jeden kraj decyduje o całym regionie – dodał. Ale trudno o współpracę polityczną na rzecz solidarności energetycznej w Unii Europejskiej. Europoseł Janusz Lewandowski zapewnił, że przygotowywane są nowe przepisy, które powinny zmobilizować kraje unijne do współdziałania w przypadku kryzysu gazowego. Ale – jak zauważył – to początek drogi do „solidarności”. 
Zdaniem wicepremiera Waldemara Pawlaka będzie można mówić o takiej solidarności, gdy Unia będzie traktowała bezpieczeństwo energetyczne jako Wspólną Politykę tak jak to jest z rolnictwem. 
– Kraje Europy Środkowej mają wspólne interesy i powinny być partnerem liczącym się w debacie unijnej na ten temat oraz w samych jej kontaktach z Rosją – dodał. – Jest możliwa współpraca z Rosją ale oparta na wzajemności.

Źródło: Rzeczpospolita


Vat boli mniej

Aleksandra Fandrejewska  

Ekonomiści i politycy widzą konieczność reformy systemu podatkowego. Ale nie zawsze zgadzają się co do tego, jak miałaby ona wyglądać
- Kto z państwa jest za zlikwidowaniem podatku dochodowego i zastąpieniem go systemem podatków pośrednich? – takim pytaniem Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha zakończył spotkanie na temat „Polityka podatkowa jako narzędzie walki z recesją”. Połowa gości bez zastanowienia podniosła rękę, w tym wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz. Zdecydowani też byli paneliści: Ivan Miklos, deputowany słowacki i Taavi Veskimagi, deputowany estoński. Wątpliwości miała Aleksandra Natalii – Swiat, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji finansów publicznych.
Zdaniem panelistów przemyślana polityka podatkowa powinna stać się jednym ze sposobów walki z recesją. Najgorszym pomysłem jest podnoszenie podatków, gdy problemy mają finanse publiczne. Ale przemyślana koncepcja nie musi jedynie oznaczać obniżania danin publicznych. Powinna polegać na zmianie konstrukcji całego systemu podatkowego. Zdaniem Gwiazdowskiego fundamentem nowego systemu powinny być podatki pośrednie, a nie bezpośrednie.
- Mamy najbardziej restrykcyjny z możliwych systemów podatkowych – uważa Robert Gwiazdowski – Największą daniną obciążamy wynagrodzenia z pracy, a tak być nie powinno. Jego zdaniem nowoczesny system podatkowy to taki, gdzie najwięcej państwo „zbiera” w postaci podatków pośrednich, głównie jako vat, a uwalnia od obciążeń podatkowych wynagrodzenia. Ale jak przyznaje: – Taka zmiana systemu podatkowego jest niemożliwa z powodów politycznych. Żadna ekipa rządowa się na nią nie zdecyduje. – żałuje ekonomista. – Większość z nas traktuje podatek vat jako część ceny i nie odczuwa daniny tak boleśnie, jak przy płaceniu podatku dochodowego.

Źródło: Rzeczpospolita


Euro 2012 pomoże gospodarce

Wojciech Iwaniuk  

Dzięki piłkarskim Mistrzostwom Europy wartość PKB Polski może się zwiększyć w sumie o 26,6 mld zł – wynika z wstępnych danych badania przeprowadzonego przez zespół ekonomistów na zlecenie polskiego rządu. Efekt ten będzie rozłożony w czasie do 2020 r.

– To bardzo dużo. Dla przykładu z różnych wyliczeń wynika, że dodatni wpływ wejścia Polski do wspólnoty europejskiej zwiększył nam PKB o ok. 5 proc. – mówi Jakub Borowski, ekonomista SGH i Invest Banku, współautor badania. Sam wpływ imprezy w roku jej organizacji będzie stosunkowo niewielki. Wzrost wartości ruchu turystycznego w 2012 roku związany z turniejem wyniesie 438 mln zł. 
- Portugalia w 2004 roku organizowała taki sam turniej. Wpływ w krótkim terminie był niewielki , ale do dziś czerpiemy z niego korzyści. Nasz kraj jest lepiej postrzegany co m.in. wpływa na znaczny wzrost liczby klientów – mówi Luis Felipe Pereira, współorganizator Euro 2004. Oszacowany przez ekonomistów wpływ na polską gospodarkę zostanie osiągnięty, jeżeli wszystkie zaplanowane projekty zostaną zakończone na czas. Wczoraj podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki zapewniał, że plan zostanie zrealizowany – Jedyne za co nie możemy ręczyć to pogoda w czasie turnieju i forma reprezentacji Polski – powiedział Drzewiecki. 
W sumie przed turniejem zainwestowane ma być 70,2 mld zł w projekty związane z Euro 2012, gros tych środków ma pochłonąć rozbudowa i modernizacja infrastruktury. – Wszystkie te inwestycje i tak zostałyby przeprowadzone do 2020 roku, a dodatni wpływ na polski wzrost gospodarczy wynika z ich przyśpieszenia – dodaje Jakub Borowski. O ile dzięki Euro 2012 poprawie ulegnie nie tylko infrastruktura drogowa, ale i sportowa to aby polska piłka zaczęła być rentownym biznesem spełnionych musi być szereg przesłanek. – Z przeprowadzonego przez nas badania wynika, że na szesnaście klubów jakie zbadaliśmy sześć przynosi zyski. To wciąż zbyt mało – mówi Krzysztof Sachs, partner w Ernst & Young. 
- W polskim futbolu brakuje rzeczy których w biznesie nie można ominąć. Po pierwsze musi być wyznaczony cel, plan jego realizacji, i kto co odpowiada za ostateczny efekt – mówił Bernard Le Guern, prezes CANAL + Cyfrowy. Zdaniem ekspertów w kolejnych latach nad polską piłką nie powinna już ciążyć aureola korupcji, a pojawianie się poważnych inwestorów takich jak Allianz w Górniku Zabrze, czy Zygmunt Solorz- Żak w Śląsku Wrocław będzie uwiarygodniało piłkę nożną jako miejsce do robienia interesów. 
- Za kilka lat budżety polskich klubów będą na poziomie średnich budżetów ich zachodnich rywali – mówi Andrzej Rusko, prezes Ekstraklasy. – W najbliższym czasie wprowadzimy zmiany, które zwiększą przejrzystość finansową polskich klubów – dodaje. Pozytywnym przykładem w tej dziedzinie ma być Ruch Chorzów, który jako pierwszy klub sportowy w Polsce zadebiutował na giełdzie New Connect. Rozwój polskiej piłki w najbliższych latach jest również uzależniony od tego w jakim kierunku zmiany przeprowadzać będzie Polski Związek Piłki Nożnej.

Źródło: Rzeczpospolita


Warunki uczciwej debaty

 Do ożywienia debaty publicznej mogą przyczynić się media społeczne.

Do takich wniosków doszli uczestnicy panelu poświęconego warunkom uczciwej debaty publicznej, który prowadził redaktor naczelny „Rzeczpospolitej“ Paweł Lisicki. Dyskusję początkowo zdominowała polemika z tezą Jacka Karnowskiego, kierownika redakcji Panoramy w TVP, że w Polsce nie ma wciąż debaty publicznej z prawdziwego zdarzenia. – Często to, co z perspektywy zagranicy wydaje się debatą, w Polsce jest obserwowaniem występów polityków. Oczekuje się od nich wypełniania takich ról, a nie pomysłów na rozwiązywanie konkretnych problemów – twierdził Karnowski.
Z tym poglądem nie zgadzał się Frederik Pleitgen, korespondent CNN w Berlinie. – Wielokrotnie przekonałem się, że to nie media kreują groteskowy obraz polityków, ale oni sami odgrywają takie role. Jednak, jeśli nie mają możliwości wywierania wpływu na media, te ostatnie mogą zawsze uzupełnić przekaz komentarzem i nadać mu odpowiednie proporcje – mówił Pleitgen.
- Uczciwa debata publiczna zależy od dwóch parametrów. Po pierwsze, uczciwi powinni być uczestnicy tej debaty. Oznacza to, że politycy będą przedstawiać swoje programy rzetelnie, a nie populistycznie. Drugi niezbędny warunek to uczciwość samych mediów – mówił Grzegorz Kozak z Telewizji Polsat.
Według Frederika Pleitgena, sposobem na wyjście z impasu, w jakim znalazła się debata publiczna, mogą być media społeczne. – Na przykład blogi lub portale społecznościowe. Jeśli coś zrobię nie tak, natychmiast na moim koncie na Facebooku mogą pojawić się komentarze, że piszę bzdury – mówił korespondent CNN w Berlinie.
Zdaniem Grzegorza Kozaka, w dyskusjach na portalach internetowych nie przebijają się jednak często głosy merytoryczne. – Odbiorcy są powierzchowni – mówił Kozak. – O ile nam, przedstawicielom mediów, trudno jest odsiewać plewy i znajdować pojedyncze wypowiedzi osób naprawdę zaangażowanych w poruszaną tematykę, tym trudniej oczekiwać od przeciętnego czytelnika, aby brnął przez kilkaset komentarzy w poszukiwaniu tych kilku właściwych.

Źródło: Rzeczpospolita


Dialog pełen obaw

Karolina Baca  

Moskwa szuka swojego miejsca na mapie świata. Europa obawia się powrotu jej imperializmu.

– Zawsze ze zdziwieniem przyjmujemy informacje, że Rosja chce być jeszcze większym państwem, bo od zawsze była uznawana za dużą – powiedział Widold Waszczykowski, zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. – Od czasów Putina polityka Rosji stała się bardziej agresywna, to widać też w sytuacji wewnętrznej – gdy Putin mówił o budowie dyktatury prawa. Jesteśmy zdziwieni, że Rosjanie chcą jeszcze silniejsze pozycji. Są w Radzie Bezpieczeństwa, G-20, mają uprzywilejowaną pozycję w stosunkach z NATO czy UE – podkreślał.

Uczestnicy debat poświęconych tematyce rosyjskiej i stosunkach Moskwy z UE zastanawiali się, czy Rosja znów powinna dążyć do roli najważniejszego państwa, bo jak dotąd takie zapędy zawsze prowadziły do kłopotów. Stosunki na linii Rosja-NATO czy Rosja-UE nie układają się modelowo, ale wszyscy liczą, że wiele zmieni wizyta prezydenta USA Baracka Obamy w Moskwie.

- Rosja musi zrozumieć, że nie potrzebuje konfrontacji, powinna przezwyciężyć nacjonalistyczne postrzeganie NATO jako bloku, który rozszerza się przeciwko niej. Rosja musi też zrezygnować z myślenia przez perspektywę stref wpływów, które istniały dawniej. Ale NATO też musi zrozumieć, że postawa Rosji to psychologia. Rosja postrzega Zachód przez pryzmat wykorzystania jej słabości w okresie jelcynowskim – powiedział Klaus Wittmann, generał brygady Bundeswehry. – – Pytanie, jaka w czasach kryzysu będzie Rosja. Inne państwa intensyfikują protekcjonizm, a Rosja stara się zróżnicować działania międzynarodowe i bardziej stara się korzystać z rubla. Też będzie chciała mieć podejście bardziej ofensywne i odzyskać silną, mocarstwową pozycję ZSRR sprzed lat. By to osiągnąć wykorzystuje instrumenty polityczne, energetyczne (jak choćby ostatni kryzys gazowy), ale i agresję fizyczną, jak w przypadku Gruzji – mówił Borys Tarasiuk, przewodniczący ukraińskiej Komisji ds. Integracji Europejskiej.

– Dlatego z dużą ostrożnością odnosimy się do budowania nowego ładu współpracy proponowanego przez Rosję. Z niepokojem odbieramy, że niektóre jej koncepcje są pozytywnie odbierane przez Zachód – powiedział Waszczykowski.

Zdaniem posłanki Jolanty Szymanek-Deresz list Władimira Putina i jego wizyta w Polsce z okazji obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej to jednak sygnał ofensywy dyplomatycznej Rosji. – Rosja chce znaleźć swoje miejsce w świecie, ale też oczekuje szacunku, bo jest ważnym partnerem dla Europy. Rosja i Europa są skazane na wspólne kontakty – mówił Denis Szilnikov, członek Fereralnej Rady Politycznej w Rosji.

Rosjanie tłumaczyli, że ich polityka jest nie do końca rozumiana. I że polityka Europy wobec Moskwy wcale nie odbywa się na zasadach dialogu. – Dlaczego nie można wspólnie omawiać tych propozycji, które ma Rosja? Putin wcale nie chce reaktywować ZSRR, bo ludzie tego nie chcą. Przecież my mamy też inne problemy, bezpieczeństwo ekologiczne, projekty kulturowe – tu też chcemy współdziałać. Wiemy, że w kwestii ekologii nie zrobiliśmy, ile trzeba było, ale liczymy na zbliżenie stanowisk w Kopenhadze na szczycie klimatycznym COP 15 – powiedział Adalbi Szchagoszew, deputowany do rosyjskiej Dumy.

– Rosja ma konflikty na wielu liniach. W kontekście kryzysu i zapędów imperialistycznych Rosji trzeba brać pod uwagę, że pojawi się konflikt z Ukrainą. Idą tam wybory prezydenckie, a Rosja będzie chciała mieć w tym jakiś swój udział – podsumował Jaroslaw Romanczuk, prezes Centrum Badań Naukowych im. Misesa na Białorusi.

Źródło: Rzeczpospolita

11.09.2009 r.

Elita ekonomistów o kryzysie, przyszłości świata i kapitale

Krzysztof Rybiński, rozpoczynając debatę zorganizowaną przez Małopolską Agencję Rozwoju Regionalnego zakreślił pole dyskusji – jak będzie wyglądał świat ekonomiczny w najbliższych dziesięcioleciach. Debatę zainaugurowali Marek Sowa, Wicemarszałek Województwa Małopolskiego i Krzysztof Krzysztofiak, prezes MARR.
Świat w latach 2010 – 2020. 

Edmund Phelps określił przyszłość jako czas spadku siły gospodarczej USA, świat się zmieni. Sektor finansowy i cały biznes patrzą zbyt krótkowzrocznie, brak jest długookresowych koncepcji, a to ogranicza innowacyjność działań. Polska i ta część Europy ma szansę, bo wiele kart zapisuje od nowa. Chiny będą rozwijały się nadal dość dobrze, najbardziej niepewna wydaje się droga rozwoju Europy Zachodniej – tak nakreślił swoją wizję lat 2020-30 Phelps.

Wolfgang Clement ironicznie zauważył, że zanim nakreśli swoją wizję na 20 kolejnych lat, chętnie sam dowiedziałby się tego, jak będzie wyglądał świat za rok. Jego zdaniem nastąpią poważne zmiany w wielu obszarach. Pojawią się nowe waluty, jak choćby chińska, może rosyjska, Europa stanie się jednolita, przesuną się ośrodki dominacji gospodarczej – powiedział Clement.

Zdaniem wizjonera Petera Schaffa kryzys może się poważnie pogłębić. Obciążył winą za kryzys i sposoby jego rozwiązania rząd Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem finansiści wykorzystali tylko błędy polityków, a ci, ratując chwilowy spokój pogłębiają kryzys. Upadek dolara nastąpi znacznie szybciej niż w 2020 roku, a USA grozi przekształcenie w republikę bananową. Najmocniej na upadku dolara może skorzystać euro, Europa i waluta chińska. Mam jednak nadzieję, że do 2030 roku tendencje te odwrócą się i dolar wraz z gospodarką amerykańską odzyskają mocną pozycję.

Francis Bailly zwrócił uwagę na problemy demograficzne. Za 20 lat będzie nas ponad 8 miliardów co oznacza gwałtowny wzrost, szczególnie w rosnącej liczbie miast, przekraczających wielkością dzisiejsze kraje. Zapewnienie ponad dwudziestomilionowym miastom względnie normalnego funkcjonowania może być bardzo trudne. Pojawi się fala wykształconych ludzi z Azji – z Chin, Indii.
Jan Vincent-Rostowski przestrzegł przed zbyt łatwym prognozowaniem, i przypomniał o czym mówiliśmy 20 lat temu, jak wtedy wyobrażaliśmy sobie rok 2010. Dlatego powinniśmy być skromniejsi w przewidywaniu stanu świata na 2020-30 rok. Równie dobrze można sobie wyobrazić świat ograniczany, z mocnymi granicami, utrudnieniami w przepływie ludzi ze względu choćby na zagrożenie terroryzmem.

Czy teorie ekonomiczne trzeba zrewidować? 

Kiedy zaczynałem studiować ekonomia była bardzo intuicyjna, potem okazało się, że wiele teorii ekonomicznych po prostu zniknęło. Niestety nadal modele ekonomiczne słabiej sprawdzają się, bo opisują raczej przeszłość niż, mimo deklaracji, przyszłość – powiedział Phelps. Jego zdaniem, było sporo ekonomistów, którzy jednak przewidzieli kryzys, ale nie byli chętnie słuchani, bo biznes wolał prognozy przekładające się na zysk. Nie oznacza to oczywiście, że teorie są złe, choć trzeba je, tak jak wszystko rozwijać.

Peter Schiff, który przewidział kryzys powiedział, że nieprzewidzenie kryzysu wynika z założenia niewłaściwych okularów. Z jego słów wynika wyraźnie, że sukces w kryzysie może przynieść wyłącznie powrócenie do rozsądku. Kapitał bierze się z oszczędności, nie ze zwiększonych wydatków. Im szybciej politycy to zrozumieją, tym lepiej dla świata. Choć zdaniem Schiffa nie będzie to proste, bo politycy dążą do bycia wybranym, a nie sensownego uprawiania polityki gospodarczej. Z kryzysu nie wychodzi się zwiększając wydatki i zakupy, można z niego wyjść wyłącznie dzięki oszczędności, ograniczeniu wydatków. Jeśli rząd próbuje rozwiązać problemy w ten sposób jak dziś, kryzys się jedynie pogłębia – powiedział Schiff.

Zdaniem Bailly polityka rządów może być skuteczna, jednak pod warunkiem inwestowania w rozwój, w badania, w technologie długofalowe. Oczywiście jeśli wsparcie rządów będzie wyłącznie konsumpcyjne, osiągniemy tylko chwilową poprawę poziomu życia obywateli, z odsuniętym terminem płatności.

Wolfgang Clement powiedział, że oddzielanie ekonomii, kapitalizmu od demokracji jest błędem. Podał przykład Chin i braku stabilności ekonomicznej wynikającej włąśnie z braku dekokracji. Przyznał, że on jako były polityk uważa, że to politycy zachodu popełnili największe błędy. Przywołał termin „ekonomii-jakby”, działań ekonomii pozornej, opartych nie na kapitale, lecz na wirtualnych pożyczkach. Zamiast tego Clement proponował ekonomię społeczną, opartą o większą samoodpowiedzialność ludzi.

Profesor Rostowski zgodził się z poglądem o dominującej roli demokracji dla rozwoju ekonomicznego. Każda dyktatura będzie zawsze dominowała nad prawem, nad wolnością, także ekonomicznym – więc w skali dłuższej, bez demokracji nie można zbudować dobrej ekonomii. Rostowski przywołał powiedzenie o współistnieniu w ludziach chciwości i strachu. Jeśli rządy zdejmą z obywateli obawę, ograniczą strach – chciwość będzie niepohamowana.

Trzecia runda to dyskusja o bańce ekonomicznej, jak do niej doszło i jak jej unikać w przyszłości. Zdaniem Phelpsa przestrzeń na pożyczanie oczywiście istnieje, jednak stale trzeba pamiętać o realnych cenach, a nie opartych na prognozach i myśleniu życzeniowym. Zdaniem Schiffa bańka nie pękła, jest kreowana dalej, nadal pożyczamy, dodrukowujemy dolary, nadmuchujemy ją ciągle. Kiedyś pęknie – pewnie poprzez spadek wartości pieniądza.

Podsumowania 

Kończąc swoje wystąpienia Edmund Phelps wyraził nadzieję, że gospodarka USA da sobie radę, przetrwa. Bardzo twardo podsumowywał swoje poglądy

Peter Schiff – jeśli mamy działać tak dalej, wyciągnijmy Madofa z więzienia i zróbmy z niego ministra finansów. Przecież rząd amerykański zachowuje się podobnie, pożycza, by spłacić poprzednie pożyczki. To zdaniem Schiffa nic innego jak piramida finansowa – rząd by komuś dać, musi komuś zabrać.

Francis Bailly podkreślił trzy najważniejsze jego zdaniem wyzwania. Energia ekologiczna, ochrona zdrowia i zmiana moralności w biznesie. To, oprócz wzrostu produktywności wynikającej z rozwoju technologii to największe wyzwania stojące przed dzisiejszym światem.

Wolfgang Clement powiedział, że najważniejsze będzie zmienianie systemów społecznych, bo demograficzne zmiany są bardzo poważne. Dziś mamy systemy emerytalne stworzone dla ludzi żyjących średnio 70 lat, teraz ten wiek wydłużył się o ponad 10 lat. Skutki tego, rosnąca liczba wiekowych emerytów pojawiają się dopiero teraz. To jego zdaniem największe wyzwanie – zmienić system, by się nie rozpadł.

Jan Vincent-Rostowski skorzystał z okazji i przesiadł się z fotela profesorskiego na ministerialny by podkreślić, że polskie rozwiązania wobec kryzysu okazały się skuteczne i przyniosły efekty.

Nie pożyczajmy USA, bo z każdego pożyczonej złotówki odzyskamy około 50, maksymalnie 70% pożyczonych pieniędzy – zaapelował na koniec Peter Schiff. Może warto mu wierzyć, bo finansowy kryzys przewidział jako jeden z nielicznych.

Moderator: 

Krzysztof Rybiński – Partner w Ernst & Young, Profesor SGH, Ernst & Young, Polska

Gość specjalny:

Edmund Phelps – Profesor Ekonomii Politycznej, Uniwersytet Columbia, USA

Paneliści:

Francis Bailly – Wiceprezes ds. Europejskich, GE International, Inc., Francja

Wolfgang Clement – Przewodniczący, Forum Unia Europejska – Rosja, Niemcy

Peter Schiff – Ekonomista, Prezes Euro Pacific Capital, Euro Pacific Capital Inc., USA

Komentator: Jan Vincent-Rostowski – Minister Finansów

Źródło: Onet.pl


Nie ma zgody na wycofanie wsparcia dla rolnictwa

Karolina Baca 11-09-2009, ostatnia aktualizacja 11-09-2009 14:23 

Wspólna polityka rolna jest potrzebna. Rolnictwo trzeba wspierać, gdymy miały je wspierać same państwa – byłoby to problemem dla funkcjonowania jednolitego rynku – mówił w Krynicy Jerzy Plewa, zastępca dyrektora ds. rolnictwa i rozwojów wiejskich w UE

– Nie może być mowy o wycofaniu wsparcia dla rolnictwa europejskiego po 2013 r. – podkreślił europoseł Jarosław Kalinowski. – Francuzi i Niemcy rozmawiają ze sobą o przyszłej polityce rolnej – to próba narzucenia potem narzucenia pozostałym krajom swojego dyktatu – ocenił. – Czy wspólna polityka rolna odpowiada współczesnym wyzwaniom żywnościowym świata? Dziś wspólna polityka rolna jest sposobem na ograniczenie żywności w Europie po to, by nie osłabiać cen i rynku i nie wchodzić w otwartą konkurencję z państwami trzecimi – powiedział minister rolnictwa Marek Sawicki.
– Oczekujemy, że większość członków UE będzie wspierać zmiany polityki rolnej po 2013 r., która będzie jednolita i sprawiedliwa dla wszystkich farmerów UE. Słowacja broni bezpośrednich płatności. Dochody z tych płatności bowiem powinny pomagać rolnikom. Dlatego wspieramy każdą dyskusję o bezpośrednich płatnościach po 2013 r. – powiedział Vladimir Palsa, sekretarz stanu w słowackim ministerstwie rolnictwa.
– Debatując nad nową wspólną polityką rolną – jeśli wejdzie w życie traktat lizboński, to posłowie PE na równi z KE będą mogli proponować swoje rozwiązania. Jest jednak presja ze środowisk pozarolniczych, by ograniczać budżet wspólnej polityki rolnej – powiedział Plewa. – Trzeba będzie więc się zastanowić, jak efektywniej wykorzystać mniejsze środki. Rolnictwo będzie też pod dużą presją ograniczania emisji gazów cieplarnianych. Trzeba też będzie jeszcze brać pod uwagę wynik debaty o GMO. Poza tym KE nie zamierza występować o przedłużenie kwot mlecznych uznając je za przejaw polityki centralnie planowanej – wyliczał.
– Kwoty mleczne miały być już likwidowane w 2007 r. My w pewien sposób zostaliśmy oszukani, bo bez nas przedłużono je do 2014 r., a my negocjowaliśmy je do 2007 r. – przypomniał Kalinowski.
– W rolnictwie pracuje 15 proc. naszej ludności, co stanowi 10 proc. naszego budżetu i stanowi 60 proc. naszej produkcji. Rolnictwo na Ukrainie rozwija się dobrze. W 2008 r. był wzrost produkcji o 18 proc., a w tym roku mimo kryzysu ten wzrost wynosi już ponad 4 proc. w ciągu 7 miesięcy tego roku. Mamy nadzieję na umowę z UE i będziemy mogli wykorzystać nasze możliwości w zakresie handlu. Cieszylibyśmy się, gdyby nasza produkcja odpowiadała standardom europejskim, by realizować dostawy dla UE – mówił Jarosław Gadzalo, ukraiński wicemnister polityki rolnej.
Rzeczpospolita


Emigracja szansą, a nie zagrożeniem dla gospodarki

Karolina Baca 11-09-2009, ostatnia aktualizacja 11-09-2009 16:21 

Czy przepływy ludności w UE będą mieć przewagę nad napływem siły roboczej spoza UE? Czy tego typu migracja w przypadku Polski będzie zjawiskiem ciągłym z uszczupleniem demograficznym naszego kraju? Nad tymi problemami zastanawiali się w Krynicy eksperci

– Niektóre kraje UE łamały zasadę swobodnego przepływu ludności. A rynek pracy w UE to zjawisko, które musi być traktowane priorytetowo – mówił były premier i marszałek Sejmu Józef Oleksy. Zdaniem dyrektora programowego Demos Europa Adama Jassera wyjeżdżają głównie ludzi młodzi, a ma to zarówno wady, jak i zalety.
– Jeśli migrację zarobkową traktować jako element nauki – to ma to zalety. Ci ludzie się uczą, chociażby języków i przywożą te doświadczenia, gdy wracają. Jednak są olbrzymie koszty społeczne – małżeństwa się rozpadają, małe dzieci wychowują dziadkowie – i to są wady tego zjawiska. To wskaźnik dla naszych decydentów, że dobrze, iż można korzystać z migracji, ale trzeba prowadzić taką politykę, by ludzie chcieli wracać. A oni coraz bardziej zapuszczają korzenie tam, gdzie wyjadą.
Jeśli chodzi o lekarzy czy pielęgniarki – tu są zaniedbania na rynku wewnętrznym, ale w pozostałych sektorach to nie powinno mieć już takiego wpływu.
Polska musi być atrakcyjna dla swoich, ale i dla emigrantów z zewnątrz. Bo niż demograficzny bez jakiejś sensownej imigracji nie zostanie rozwiązany – tłumaczył.
Lech Wałęsa, a propos struktury płci, powiedział w Krynicy, że żeby było sprawiedliwie, to dwa lata powinni rządzić mężczyźni, a dwa lata kobiety. Zdaniem Krzysztofa Pawińskiego, prezesa grupy Maspex, kobietom trudniej est podejmować decyzje o migracji zarobkowej.
– Od momentu wejścia Polski do UE obserwowaliśmy ciągłe narastanie z pensji płacowej, która wynikała z alternatywnych sposobów zarobkowania, czyli migracji zarobkowej. W latach 2005-2006 presa płacowa była tak duża, że mieliśmy do czynienia z czymś jak dotąd niespotykanym. Kobiety dużo bardziej stanilnie podchodziły, problem w przypadku naszej firmy dotyczył przede wszystkim mężczyzn. Obserwuję jednak, jak za tymi osobami, które wyjechały kupują rodzime produkty, do których się przyzwyczaiły. I ten popyt w na Wyspach jest na poziomie popytu miasta w Polsce. Odkąd Tesco wprowadziło w Anglii polskie produkty szacuję, że ten popyt kształtuje się na poziomie 500-600 tys. osób – tłumaczył.
– Nie jestem przekonany, czy powinniśmy być zamknięci na migracje. Życzmy sobie wszyscy, by i Polscy i inni podróżowali zarobkowo jak najwięcej. Mobilność wewnętrzna nie jest tak nośnym tematem, jak napływ ludności z zewnątrz. Co roku do Europy stara się dostać nielegalnie 1-1,5 mln ludzi, dziś jest ich już ok. 9 mln.
Jeśli będą narastały przewidywania ocieplenia klimatu, problem w krajach Afryki będzie narastał. A do tego dochodzą konflikty zbrojne i emigranci z takich terenów – wyliczał Jakub Wiśniewski, szef wydziału ekonomiczno-społecznego w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. – Swobodny przepływ ludzi, towarów i kapitału to podstawy UE. Te dwa ostatnie filary działają bez zarzutu. Natomiast do tej pory nie tak szybko jak byśmy chcieli spełniony jest warunek swobodnego przepływu ludzi. Austria i Niemcy wciąż całkowicie nie otworzyły swoich rynków pracy. Specjaliści KE wyliczyli, że wzrost PKB dzięki migracjom w UE jest większy o 0,2-0,4 proc. – mówił Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. 
– Poza tym w sposób zasadniczy dzięki migracji wewnątrz UE nie spadły przeciętne wynagrodzenia, ani w znaczący sposób nie wzrosło bezrobocie. Z punktu widzenia ekonomicznego nie widzę ujemnych stron migracji, ale uwarunkowania społeczne się zmieniają.
Rzeczpospolita

Atrakcyjność inwestycyjna Polski ucierpiała z powodu kryzysu

Polska płaci wysoką cenę za globalny kryzys finansowy. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie przyciąga firmy i inwestorów z naszego regionu – mówi Ludwik Sobolewski, prezes GPW. Jednak Europa Środkowo-Wschodnia jako region przestała być atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych.

Raport „Doing Business” nie pozostawia złudzeń. Polska straciła na atrakcyjności inwestycyjnej w ostatnim czasie. Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji Inwestycji i Zagranicznych (PAIIZ) komentując raport, stwierdził, że Europa Środkowa jako spójny gospodarczo region nie istnieje. Raczej jest to wspólnota kulturowa niż gospodarcza. Inwestorzy zagraniczni nie są tego do końca świadomi , wrzucając wszystkie kraje do jednego worka. – Globalny kryzys finansowy ogólnie zniechęcił inwestorów do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej – mówił Paweł Wojciechowski , podsekretarz stanu w MSZ podkreślając, że napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI) znacząco zwolnił w tym roku. W rankingu „Doing Business”, mierzącym atrakcyjność inwestycyjną , Polska jest na 72 miejscu. W regionie Polskę zdecydowanie wyprzedza Słowenia, natomiast kraje Bałtyckie oraz nasi wschodni sąsiedzi są postrzegani obecnie przez inwestorów znacznie gorzej niż Polska. -  Na rynku unijnym Polska ma szansę na utrzymanie pozycji kraju atrakcyjnego dla inwestorów, tylko pod warunkiem utrzymania  niskich kosztów pracy – dodaje Wojciechowski.

Jacek Siwicki, prezes funduszu Private Equity Enterprise Investors podkreślał, że inwestorzy zagraniczni postrzegają Polskę jako część, regionu zatem fakt, że gospodarki regionu przestały się rozwijać, mając ujemne PKB, wpływa na Polskę, która mimo dodatniego wskaźnika wzrostu gospodarczego, nie jest postrzegana jako atrakcyjne miejsce do inwestowania.

Andrzej Mikosz, były prezes PAIIZ, wskazywał na bariery, które zniechęcają inwestorów do inwestowania w naszym kraju. Najpoważniejszą przeszkodą pozostaje słaba infrastruktura transportowa oraz prawo podatkowe, które zmienia się bardzo często w Polsce. Innym czynnikiem, który zniechęca inwestorów jest mało przyjazna inwestorom administracja i długie procesy, które towarzyszą zakładaniu działalności gospodarczej. „Jedno okienko”, które miało ułatwić założenie firmy, stało się symbolem nieudanej prób zmiany na lepsze.

Polska wypada natomiast dość dobrze na tle innych krajów, jeśli chodzi o wskaźniki biznesowe, w tym uzyskiwanie pożyczek.
Źródło: Onet.pl


Jaka będzie przyszłość banków w naszym regionie?

Sektor bankowy to jednocześnie winowajca i największy poszkodowany globalnego kryzysu gospodarczego. Jaka będzie jego strategia w nowej, pokryzysowej erze? Czy banki w regionie Europy Środkowo – Wschodniej powinny stworzyć wspólny plan działania?

Bankowcy i ekonomiści z różnych krajów – Niemiec, Francji i Polski – dyskutowali na ten temat podczas jednego z paneli XIX Forum Ekonomicznego w Krynicy. Największym sceptykiem okazał się Marcin Zdral, partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

- Czy w ogóle potrzebna jest strategia dla regionu Europy Środkowo – Wschodniej? Czy jest jakiś wspólny mianownik? To bardzo różnorodny rynek – podkreślał.

Mark Allen z Międzynarodowego Funduszu Walutowego również podkreślał, że trudno traktować ten region jako całość.

- Sytuacja regionu jest inna, niż sytuacja Polski, która zdecydowanie wyróżnia się na plus – mówił.

Z kolei Andrzej Kopyrski, wiceprezes banku Pekao, naciskał na potrzebę stworzenia wspólnej strategii, pomimo wszystkich różnic.

- Dla wielu globalnych banków teraz  Europa Środkowo – Wschodnia to podstawa strategii. W najbliższym czasie rynek ten zyska na znaczeniu, dlatego ważne jest, aby opracować wspólny plan.

Jaki? Tego paneliści nie ustalili. Podkreślali, że w tej chwili nie można przewidzieć, jak będzie  się zmieniała sytuacja banków, dlatego trudno teraz określić ich plany wobec rynków Europy Środkowo – Wschodniej. Dominował jednak optymizm.

- Po wyjściu z kryzysu wzrośnie liczba inwestycji w regionie, bo jest on bardzo atrakcyjny dla wielu międzynarodowych banków – zauważył Peter Tils, dyrektor naczelny  na Europę Środkową i Wschodnią w Deutsche Bank AG.

- Moim zdaniem, kilkoro  uczestników rynku wypadnie z niego w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat. Banki powinny teraz narzucić sobie dyscyplinę i elastyczność. Jesteśmy w kryzysie, ale wyjdziemy z niego i to banki staną się filarami wzrostu gospodarczego w Europie Środkowo – Wschodniej i w Polsce – podsumował spotkanie Jarosław Dąbrowski, były prezes banku Dnb Nord.  

Martyna Mroczek
Źródło: Onet.pl


Komu i do czego potrzebne są publiczne media?

Dzisiaj rozstrzygnęły się losy nowej ustawy medialnej. Sejm, głosami PiS i SLD przyjął weto prezydenta. To oznacza utrzymanie abonamentu. O innych sposobach finansowania mediów publicznych i sensie ich istnienia dyskutowali także uczestnicy Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Projekt nowej ustawy medialnej, która dzisiaj ostatecznie przepadła w Sejmie zakładał zniesienie abonamentu i finansowanie mediów publicznych z budżetu państwa. Abonament, jako mechanizm finansowania, jest coraz częściej podważany w Europie.

Oprócz Polski, próbę odejścia od abonamentu podjęły także Estonia i Finlandia. W tym pierwszym państwie media publiczne miałyby być finansowane z opłat koncesyjnych, wnoszonych przez komercyjnych nadawców. Władze Finlandii chcą wprowadzić specjalny podatek dla gospodarstw domowych. Dyskusja o abonamencie toczy się również w Wielkiej Brytanii i Austrii. W Europie rozważa się także zastąpienie abonamentu reklamami.
Zdaniem Witolda Kołodziejskiego, przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, finansowanie mediów publicznych w Polsce zostało niemal pominięte w dyskusji o nowelizacji ustawy medialnej. – Dużo czasu poświęcono na dyskusję o misji i strukturze – powiedział Kołodziejski w czasie panelu dyskusyjnego w Krynicy.

Przewodniczący KRRiT podkreślił, że Polska jest na szarym końcu tabeli finansowania mediów publicznych. – Niemcy wydają na to 2,8 promila PKB, a Polska tylko 0,77 promila – wyliczył Kołodziejski. Dodał też, że Polska może się pochwalić największą oglądalnością mediów publicznych w porównaniu z innymi krajami Europy. – To pokazuje, że mamy najbardziej komercyjne media w Europie – dodał.

Gyorgy Ocsko, członek Rady Komitetu Sterującego Rady Europy ds. Mediów, powiedział, że Komitet stoi na stanowisku, że w rozwiniętych krajach to media publiczne gwarantują zachowanie wysokich standardów. – Nie ma innego sektora usług publicznych, który w tak szeroki sposób dociera do społeczeństwa – podkreślił Ocsko.

Potwierdzają to doświadczenia Francji, która zagwarantowała sobie, że m.in. kultura nie będzie podlegała mechanizmom rynkowym. Reforma mediów publicznych, która została rozpoczęta w 2008 r., jest robiona z założeniem, że tylko publiczny nadawca może zagwarantować pluralizm w powstających multipleksach cyfrowych.

Gabriel Tar, Szef Biura Spraw Międzynarodowych francuskiego Ministerstwa Kultury, podkreślił, że dzisiaj media publiczne są dla wielu obywateli jedynym sposobem dostępu do kultury. Dlatego francuska telewizja ma obowiązek inwestowania 2,5% przychodów w produkcje filmowe oraz 18% w popularyzację języka francuskiego.

Francuzi ograniczają także ilość reklam w telewizji publicznej. Ma temu służyć m.in. zaprzestanie mierzenia oglądalności poszczególnych programów, na rzecz mierzenia oglądalności kanału. Ma to zlikwidować presję na obniżanie jakości produkcji na rzecz jej atrakcyjności.
Lukę po obniżeniu wpływów z reklam będzie rekompensować budżet państwa.

Wracając na grunt polski, prof. Tadeusz Kowalski z Uniwersytetu Warszawskiego stwierdził, że nigdy nie wykształciliśmy mediów publicznych. – W krajach dawnej "piętnastki" takie media po prostu istniały. My tworzyliśmy ustawy, ale nie etos – wyjaśnił Kowalski. Jego zdaniem po transformacji ustrojowej w Polsce przyjęto liberalny pogląd, że wszystko podlega rynkowym prawom popytu i podaży. – Ulegliśmy magii rynku. W efekcie strefa publiczna jest zdewastowana, do organów regulacyjnych wchodzą politycy i kompromitują instytucje w świadomości ludzi – powiedział naukowiec.

Zdaniem prof. Kowalskiego, załamanie płacenia abonamentu nie wynika z przesłanek ekonomicznych. – To tylko 50 gr. dziennie. Za to nie można kupić gazety – wyjaśnił. – Ludzie nie płacą, bo nie widzą w tym sensu – dodał.

Receptą, według prof. Kowalskiego, jest stworzenie mediów publicznych z prawdziwego zdarzenia. Ich finansowanie powinno być oparte o wpływy z podatku VAT, płaconego przez nadawców komercyjnych. Porównał to do funduszu antyalkoholowego, który był finansowany ze sprzedaży alkoholu. – Im większa komercjalizacja, tym więcej pieniędzy na odtrutkę kulturową – powiedział Kowalski.

Edwin Bendyk, publicysta "Polityki" i znawca nowych mediów, powiedział, że trzeba też zastanowić się nad przyszłym kształtem i funkcjami mediów publicznych. Jego zdaniem, rozwiązania wprowadzane teraz przez polityków, pod presją doraźnych korzyści, nie uwzględniają zmian, jakie zachodzą na rynku. – Obok publiczności tradycyjnej rodzi się zupełnie nowa, dla której ramówka przestaje być istotna – powiedział Bendyk. – Młodzież ściąga seriale i ogląda kiedy im pasuje – dodał.
Według Bendyka trzeba się zastanowić, czym są media dzisiaj. Nie negując potrzeby istnienia mediów publicznych stawia pytanie, czy potrzebny jest publiczny nadawca, czy instytucja, która zapewni treści wysokiej jakości.

Jacek Zawadzki
Źródło: Onet.pl