Walka z reklamami, walka z wiatrakami? – dyskusja o mediach i biznesie

Jeśli ktoś używa adblokerów, to po prostu jest złodziejem. Albo jest głupi i myśli, że benzynę, czy żywność – podobnie jak treści w internecie – też dostanie za darmo – powiedział Roman Młodkowski, dyrektor programowy „Forbesa” podczas debaty „Walka z reklamami, walka z wiatrakami?” podczas XXVII Forum Ekonomicznego.

Trendy w reklamie, szczególnie tej internetowej, zmieniają się z dnia na dzień. Reklamodawcy wciąż chcą więcej, oryginalniej, inteligentniej. A odbiorcy są już zmęczeni wszechogarniającą promocją. Właśnie dlatego nie zwracają uwagi na reklamę prasową, wyrzucają ulotki i bronią się przed reklamami w internecie. Z raportu OnAudience.com wynika, że w Polsce blokuje się aż 42 proc. ich emisji. Statystyki eMarketera dowodzą, że w ubiegłym roku z powodu blokowania reklam nadawcy mogli stracić nawet 27 mld. dol. Internauci, zmęczeni coraz to bardziej uciążliwymi pomysłami agencji, walczą z reklamami, a wydawcy walczą z adblokerami. Jakimi sposobami? Do czego doprowadzi ta walka? Kto wygra? Gdzie jest granica między dziennikarstwem, a promocją? No i kiedy normy etyczne powinny wygrać z budżetem wydawcy? A także jak zrobić mądry materiał, by jednocześnie nie oszukać odbiorcy, a zadowolić klienta? Dyskutowali o tym 7 września podczas Forum Ekonomicznego przedstawiciele mediów oraz naukowiec.

– Pojawienie się adblokerów jest naturalną reakcją tego, w jaki sposób konsumujemy reklamy. To jest zupełnie naturalny rozwój, w miarę nowego jeszcze, internetu. Dziś reklama jest stosunkowo tania. Ale to się zmieni. Krótkoterminowo może to być problem, ale patrząc szerzej, reklama w internecie przetrwa – uważa Dariusz Bąk, prezes Gremi Media, wydawcy „Rzeczpospolitej”.

Mniej optymistycznie patrzy na ten problem Krzysztof Michałowski, dyrektor zarządzający „Filmwebu”: – Ale problem z abblokerami jest taki, że nikt nie czuje się źle z powodu ich instalowania.

Michałowski porównał używanie adblokerów do nielegalnego ściągania treści z internetu, czy jazdy na gapę komunikacją zbiorową. – Tylko, jeśli wszyscy będą jeździć na gapę, komunikacja upadnie – powiedział. Dodał też, że adblokery nie są niewinnym narzędziem. – To ściąganie haraczy od wydawców. Nie chcemy płacić za treści, nie chcemy oglądać reklam i za chwilę wszystko, co się nam wyświetla, będzie sprzedane! I to jest problem.

Uczestnicy panelu dyskusyjnego „Walka z reklamami, walka z wiatrakami?” stwierdzili też, że skutkiem niechęci do reklam i blokowania ich będzie coraz bardziej rozpowszechniająca się reklama natywna, która – według nich – będzie się coraz bardziej rozwijała.

– Klienci uważają, że skoro są adbloki, to 30 proc użytkowników nie obejrzy jego reklamy i w konsekwencji wybiera właśnie reklamę natywną – mówił Michałowski.

Przed wszechogarniającą reklamą przestrzegała prof. Alicja Grochowska z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS: – Z punktu widzenia psychologii zachowań konsumenckich w pewnym momencie u odbiorcy powstaje poczucie utraty panowania nad sytuacją. Pojawiają się negatywne emocje. W umysłach konsumentów dochodzi do deficytów, przestaje nam się chcieć dostrzegać to, co widzimy. A taka sytuacja nie jest korzystna ani z punktu widzenia reklamodawców, ani z punktu widzenia odbiorców. Poza tym, choć 80 proc. konsumentów twierdzi, że nie ulega reklamom, ona jednak dociera do nas peryferycznie.