Upadły raj białego człowieka. RPA na krawędzi

Tomasz Dzbeński

Południowa Afryka, w szczególności Kapsztad, zawsze był atrakcyjnym celem podróży świątecznych dla mieszkańców Wysp Brytyjskich. Wspólny język i kultura, dobre jedzenie i wspaniałe widoki. Przebywając w ekskluzywnych miejscach, z dala od społecznych niepokojów targających południową Afryką, mogli poczuć się jak w raju. Cóż, wydaje się, że sielska atmosfera ostatnio się popsuła. Walka o południowoafrykańską ziemię wkroczyła na piaszczyste wybrzeże.

Na uznawanej za jedną z najpiękniejszych plaż Kapsztadu – Clifton Beach 4 doszło ostatnio do przepychanek i słownych potyczek. Trzeba przypomnieć, że podczas polityki apartheidu nie tylko zakazano mieszanych małżeństw i wspólnych zakupów czy podróży tym samym środkiem transportu. Prawne podziały sięgały dalej a czarni i biali mieszkańcy RPA nie mogli wypoczywać w tych samych miejscach. Niektóre z nich były podzielone płotem na część „czarną” i „białą”. Inne znowu w całości przypisane były posiadaczom odmiennych kolorów skóry. Pomimo, że system upadł ponad 20 lat temu, rasowe podziały dalej pokutują w społeczeństwie. Clifton 4 było „białą plażą”, a otaczające ją nieruchomości należą do jednych z najdroższych w Kapsztadzie. 29 grudnia ubiegłego roku prywatna firma ochroniarska Professional Protection Alternatives (PPA) została oskarżona o usuwanie z plaży czarnych wycieczkowiczów. Kolejnego dnia grupa czarnych działaczy zrzeszonych w Black People’s National Crisis Committee, przeprowadziła marsz protestacyjny i w imię oczyszczania plaży z rasizmu złożyła na niej ofiarę z owcy. Ten czyn z kolei rozdrażnił białych obrońców praw zwierząt, co doprowadziło do przepychanek.

Sytuacja, która miała miejsce na tej ekskluzywnej plaży, to tylko wierzchołek góry lodowej i wyraźna oznaka eskalacji konfliktu rasowego w RPA. Do tej pory walka o ziemię dotykała tylko gospodarstw od lat uprawianych przez białych farmerów. Z dala od bogatych, przynoszących wymierne zyski turystów.  Z dala od plaż i turystycznych atrakcji. Teraz się to zmienia.

Apartheid trwał w Południowej Afryce od roku 1948, gdy jako oficjalna polityka został wprowadzony przez Partię Narodową. Zakończył się w roku 1994, z chwilą wybrania Nelsona Mandeli na stanowisko prezydenta RPA. Przynajmniej oficjalnie. Lata rasistowskiej polityki pozostawiły w społeczeństwie (od zawsze zróżnicowanym) głębokie podziały.  Pokojowe przekazanie władzy przez ostatniego białego prezydenta RPA Frederyka de Klerka miało zakończyć erę podziałów, jednak zapoczątkowało okres coraz wyraźniej zarysowującego się czarnego rasizmu.

Pomimo szumnej nazwy Rainbow Nation (tęczowy naród, jak sami się ochrzcili) budowa multi-kulturowego społeczeństwa idzie na południu Afryki opornie. Państwo jest szalenie zróżnicowane. Zamieszkują je trzy rasy – czarna, biała oraz tak zwana kolorowa (coloured), obowiązuje 11 języków urzędowych. Przestępczość jest na bardzo wysokim poziomie – rocznie dochodzi tam do 19 000 zabójstw (dla porównania w Polsce około 500). Kraj ma olbrzymi problem z bezrobociem, targają nim konflikty międzyrasowe i międzyklasowe.

Afrykanerzy przekazali swoim czarnym następcom pięknie działającą maszynę państwową. Według niektórych analityków w przeciągu 25 lat nowe władze swoją niekompetentną polityką zepsuły kraj. Zgodnie z obowiązującymi w RPA zasadami, tamtejsze firmy są zobligowane do zatrudniania ustalonego procentu czarnych pracowników. Przepis ma na celu odwrócenie następstw apartheidu i powetowanie czarnej części społeczeństwa lat dyskryminacji. W rzeczywistości niszczy rynek pracy i promuje ludzi niekompetentnych i nieprzygotowanych do pracy. Wskutek tego wielu młodych białych ludzi opuszcza swój kraj i emigruje do Australii, Wielkiej Brytanii czy Holandii.

Władze „tęczowego narodu” szykują się do odbierania ziemi białym farmerom. Farmy są atakowane przez uzbrojone bandy, a ich mieszkańcy torturowani i zabijani. Rząd południowoafrykański nie robi wiele, by te ataki przerwać. Wręcz odwrotnie, wydaje się być zadowolony z eskalacji konfliktu. Na oficjalnym koncie twitterowym partii rządzącej – Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), pojawiła się wypowiedź: – Największy błąd, który popełniliśmy, to taki, że konsultowaliśmy się z mordercami. Biali stanowią 9 proc. populacji i posiadają 79 procent ziemi.

Pomysłem na zyskanie ziemi są wywłaszczenia. Dokonuje się ich od roku 1996, ale do tej pory farmerzy mogli liczyć na rekompensaty. Niebawem i to może się zmienić. 27 lutego ubiegłego roku parlament przegłosował przygotowany przez ultralewicową partię Bojownicy o Wolność Gospodarczą (EFF), projekt ustawy nieprzewidującej rekompensat za wywłaszczaną ziemię. Radykalna EFF Juliusa Malemy (znanego z nawoływania do zabijania Burów) zyskuje popularność kosztem partii rządzącej. Świadom zmniejszającego się poparcia dla ANC prezydent Cyril Ramaphosa ów projekt popiera. – Przeprowadzenie reformy rolnej w Południowej Afryce jest społeczną, ekonomiczną i moralną koniecznością – powiedział. Jedyną przeszkodą na drodze Malemy i Ramaphosy jest konstytucja RPA. Prezydent stwierdził, że poprawka do ustawy zasadniczej jest niezbędna. Jednocześnie rząd stara się ograniczyć posiadanie legalnej broni palnej – około trzystu tysięcy posiadaczy broni, którzy nie zdążyli przedłużyć licencji, ma zdać swoją własność.

Czy Republika Południowej Afryki znajduje się na drodze wyznaczonej przez Zimbabwe? W kraju rządzonym przez dyktatora Mugabe przeprowadzono reformę rolną, odbierając farmy ich właścicielom. Poskutkowało to spadkiem produkcji rolnej o 70 procent. Jednak w Zimbabwe było o wiele mniej białych farmerów. Południowoafrykańscy Burowie to bitny i uzbrojony naród. Większość ma przeszkolenie wojskowe. Walczyli na wojnie w Angoli, część pamięta nawet konflikt w Rodezji. Nie oddadzą łatwo ziemi przodków, a przyparci do muru mogą sięgnąć po broń.

https://www.dispatchlive.co.za/news/2018-12-30-clifton-beach-becomes-flashpoint-for-race-clash/

https://www.express.co.uk/news/world/1010728/south-africa-farm-seizures-explained-truth-about-land-reform-farm-murders