Rzeczpospolita: Kardiolodzy biją na alarm


21.12.2016 – Rzeczpospolita

Przyszły rok może być najgorszym od ćwierć wieku dla polskiej służby zdrowia – ostrzegają lekarze. Nikłe są szanse, by od 1 stycznia ruszył program kompleksowej opieki kardiologicznej. A to może zwiększyć śmiertelność Polaków. Polska kardiologia interwencyjna, która przez wiele lat stawiana była za wzór innym dziedzinom medycyny, teraz jest na zakręcie. Dzięki nowoczesnym technikom udało się zmniejszyć śmiertelność w ostrych stanach wieńcowych, ale jednocześnie w tym roku radykalnie obniżono wyceny tych świadczeń, co spowodowało, że szpitale zaczęły się zadłużać. Nadal też szwankuje prewencja i opieka poszpitalna, co powoduje, że choroby układu sercowego wciąż są głównym zabójcą Polaków. Ministerstwo przygotowało projekt tak zwanej opieki koordynowanej i kompleksowej w kardiologii, informując, że w ślad za tym pójdą pieniądze rekompensujące obniżone wyceny. Tymczasem – jak alarmują eksperci – nic w tej dziedzinie nie jest przygotowane i wprowadzenie tego planu od 1 stycznia wydaje się nierealne. To z kolei może rozpocząć burzenie sprawnie działającego systemu związanego z kardiologią interwencyjną. Eksperci alarmują, że przyszły rok może być najgorszym pod względem sytuacji finansowej od wielu lat.

O wyzwaniach stojących przed branżą rozmawiali uczestnicy debaty „Jak powinna wyglądać opieka kompleksowa w kardiologii? Propozycje i perspektywy z punktu widzenia Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, świadczeniodawców publicznych i niepublicznych”. Przy jednym stole zasiedli najwybitniejsi polscy kardiolodzy oraz decydenci.

Stan przedzawałowy

– Za trzy lata będziemy mieli w Polsce o 16 tys. zawałów rocznie więcej niż obecnie – alarmował prof. dr hab. Grzegorz Opolski, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii WUM, prezentując aktualne dane epidemiologiczne oraz prognozy na 2020 i 2030 r.

Podkreślił, że choroby układu sercowo-naczyniowego są od lat główną przyczyną zgonów Polaków, odpowiadając za ponad 40 proc. zgonów wśród mężczyzn i 50 proc. wśród kobiet.

Zabijają one więcej osób niż nowotwory. Odsetek zgonów z powodu chorób układu krążenia jest w Polsce wciąż znacznie wyższy od przeciętnego dla krajów UE (38,1 proc.).

– To, że przeciętna długość życia mężczyzn jest obecnie o prawie osiem lat dłuższa niż w roku 1991, a kobiet o 6,5 roku – wyjaśniał profesor Opolski – trzeba w decydującym stopniu przypisać poprawie stanu zdrowia i spadkowi umieralności właśnie z powodu chorób układu krążenia. – A to, że mieszkańcy Polski nadal jednak żyją znacznie krócej niż mieszkańcy krajów UE, wynika przede wszystkim z wciąż znacznie większego w naszym kraju zagrożenia życia spowodowanego chorobami właśnie układu krążenia – podkreślał.

Prognozy są również zatrważające – w 2020 r. będziemy mieli o ponad 170 tys. hospitalizacji rocznie więcej. To każe patrzeć z zaniepokojeniem na drastyczne obniżenie finansowania polskiej kardiologii interwencyjnej w 2017.

Optymizm ministra

– Jeżeli spojrzymy z perspektywy, to polska kardiologia jest w nie najgorszej sytuacji w porównaniu z innymi dziedzinami medycyny – mówił Krzysztof Łanda, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Dodając, że zadaniem ministra jest patrzenie na system opieki zdrowotnej całościowo, a nie skupianie się na pojedynczych dziedzinach.

Minister Łanda wyliczył podstawowe narzędzia wpływu na system. Jest to przede wszystkim koszyk i jego zawartość, czyli to, za co będziemy płacić, co się należy w przypadku zachorowania na daną chorobę. Drugie narzędzie to taryfy, czyli ile będziemy za to płacić. Kolejnym aspektem są inwestycje w rozwój infrastruktury oraz kadry.

Przedstawiciel resortu zapowiedział też wprowadzenie tak zwanej opieki kompleksowej w kardiologii polegającej na koordynowaniu opieki przed- i poszpitalnej, szpitalnej i rehabilitacji.

– Jest to projekt pilotażowy, napotykamy co chwila ogromne trudności prawne i systemowe w czasie jego realizacji, ale po ostatnich rozmowach z NFZ widzimy, że prawdopodobnie będzie możliwe uruchomienie tego świadczenia kompleksowego od 1 stycznia 2017 r. – mówił Łanda.

Znikające miliony

Według szacunków kardiologów obniżka taryf w kardiologii interwencyjnej spowodowała ubytek ponad 500 mln zł – liczyli oni, że wprowadzenie opieki skoordynowanej od 1 stycznia spowoduje, że pieniądze te zostaną w różnych postaciach między innymi w opiece koordynowanej. Wiele wskazuje na to, że tak się nie stanie.

Sytuację próbował wyjaśniać Maciej Miłkowski, zastępca prezesa ds. finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia. – Jeśli chodzi o opiekę koordynowaną od 1 stycznia, to sposobem na ominięcie problemu jest wprowadzenie jako świadczenia gwarantowanego rehabilitacji w warunkach hybrydowych, szpitalno-ambulatoryjnych i domowych. Zostało ogłoszone zarządzenie prezesa w sprawie rehabilitacji. Wszystko odbędzie się w ramach dotychczasowych umów. Jednocześnie dyrektorzy oddziałów dostaną wytyczne, że jeśli chodzi o przekroczenia kontraktów w rehabilitacji po ostrych zespołach wieńcowych – żeby w pierwszej kolejności rozliczyć tę rehabilitację, jeśli pojawią się środki, które będą mogły być uwolnione w przyszłym roku.

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Piotr Hoffman wskazał też na dramatyczny brak wykwalifikowanych pielęgniarek czy brak referencyjności szpitali. Leczące na najwyższym poziomie i najbardziej skomplikowane przypadki szpitale nie mają z tego tytułu żadnych korzyści finansowych – rekompensujących im zwiększone wydatki.

Całkowicie odmienny od ministra ogląd sytuacji przedstawił prof. dr hab. Krystian Wita z Górnośląskiego Centrum Medycznego. Przekonywał on, że wejście koordynowanej opieki kardiologicznej od 1 stycznia jest niemożliwe z przyczyn legislacyjnych. – Mamy na razie same projekty rozporządzeń. Rozumiem, że to jest pierwszy krok, który może spowodować, że najwcześniej od kwietnia opieka koordynowana mogłaby wejść.

Obniżyć śmiertelność

Prof. dr hab. Dariusz Dudek ze Szpitala Uniwersyteckiego UJ Collegium Medicum nie był już tak optymistycznie nastawiony do sytuacji . Według niego systemowi grozi zapaść, a zabranie środków kardiologii interwencyjnej może mieć opłakane następstwa.

Rehabilitacja po pobycie w szpitalu jest ważna, bo śmiertelność po hospitalizacji wciąż sięga ok. 10 proc. – Możemy przy dużym wysiłku i nakładach obniżyć ją o około 1 proc. Te pieniądze przeznaczone na kardiologię w innych jej sektorach mogą przynieść dużo większą redukcję śmiertelności – podkreślał. Profesor Dudek zaapelował: – Jeśli pakiet nie jest dobrze przygotowany, nie śpieszmy się z jego wprowadzeniem. Przygotujmy go dobrze i nie wprowadzajmy obniżek za jedne świadczenia, bez wprowadzenia podwyżek za inne – bo może to doprowadzić do katastrofy.

Kardiologom brak nowych leków i technologii od dawna dostępnych w Europie. W podobnym tonie wypowiadał się prof. dr hab. Adam Witkowski z Instytutu Kardiologii w Warszawie Aninie. – Nie mamy refundowanych nowych leków i nowych urządzeń, jak stenty nowej generacji, i bardzo ograniczoną refundację urządzeń do przezcewnikowej korekcji wad zastawek serca. Nie mamy refundowanych nowoczesnych leków antykoagulacyjnych i przeciwpłytkowych, które są bardziej skuteczne i bardziej bezpieczne dla chorych z ostrymi zespołami wieńcowymi. Mamy jednoznaczne dane z badań, że te leki nie tylko redukują nowe incydenty sercowe, ale wręcz obniżają śmiertelność i powodują mniej krwawień, które również na tę śmiertelność potem się przekładają. Nie mamy również narzędzi do naprawiania zastawek, szczególnie u chorych, którzy wchodzą w fazę niewydolności serca. W Polsce jest obecnie od 600 do 800 tys. ludzi z różnymi fazami rozwoju niewydolności serca. I my po prostu części z nich nie możemy efektywnie leczyć, nie mając nowoczesnych narzędzi – podkreślał.

– To może być jedna z ostatnich debat, która albo zmieni sytuację, albo będziemy mieli kompletną klęskę kardiologii i kardiologii inwazyjnej w Polsce. Dlatego podeszliśmy do sprawy systemowo i ostatnie trzy miesiące spędziliśmy na analizie raportu finansowego na temat taryfikacji świadczeń. Nie zgadzamy się z tymi wycenami. Jeśli politycy nie zatrzymają tych decyzji, śmiertelność z powodu chorób serca zacznie gwałtownie rosnąć. I gdzie będziemy wtedy szukali winnych? – apelowal prof. Dudek.

Michał Czarnuch, partner w kancelarii DZP, stwierdził, że nie ma koordynacji między wycenami świadczeń zdrowotnych. Według jego opinii nie ma też możliwości prawnych wprowadzenia w takim tempie opieki skoordynowanej. – Trzeba nie tylko przygotować akty prawne, ale także rozpisać konkursy, podpisać umowy. To się po prostu nie ma prawa udać – mówił.

– Myślałem, że już w czerwcu byliśmy gotowi z tym świadczeniem, ale napotykamy ciągle nowe przeszkody. W tej chwili jesteśmy już blisko końcówki i nie jest przesądzone, że pacjenci od 1 stycznia nie będą mieli tego świadczenia udostępnionego. Prezes NFZ w rozmowie z ministrem Radziwiłłem zapewnił, że to świadczenie będzie dostępne od 1 stycznia – bronił się minister Łanda.

– Przyszły rok może być najgorszym od ćwierć wieku dla polskiej służby zdrowia – grzmiała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego, wiceprzewodnicząca Rady NFZ. Według niej planowany przyrost składki na poziomie 3 mld zł nie pokryje zwiększonych kosztów, jakie muszą ponosić szpitale. A to oznacza, że pieniędzy będzie po prostu mniej.

Partnerem debaty była Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Źródło: Rzeczpospolita