Rumuńscy przedsiębiorcy a internacjonalizacja

Marek Marszałek

Jeśli spojrzeć, choćby pobieżnie, na polsko-rumuńskie relacje handlowe i gospodarcze, pierwszą rzeczą, która uderza jest duża dysproporcja w obrotach handlowych na rzecz Polski. Polacy sprzedają do Rumunii zdecydowanie więcej niż stamtąd kupują. Jeszcze większa i bardziej wyraźna jest różnica w zaangażowaniu kapitału.

Pod koniec 2018 roku w Rumunii zarejestrowanych było ponad 1000 polskich firm, zaś wartość polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych już dawno przekroczyła barierę pół miliarda euro. W dużej mierze są to znaczące przedsiębiorstwa: Maspex-Tymbark, Can Pack, Ciech, Barlinek, Accecco, Porta, Getin Holding, PKN Orlen, Cersanit, Atlas. Liczba firm rumuńskich w Polsce nie przekracza kilkudziesięciu, z czego lwia część to małe, często jednoosobowe działalności gospodarcze. Z większych firm warto wymienić: e-Mag, który przejął w 2015 roku platformę Agito.pl za 20 mln euro., Uti Grupa Polska, Tohani, Global Food Poland, czy Superbet.

Rumuński biznes bardzo nieśmiało wychodził w ostatnich dekadach poza granice. Jego słaba obecność w Polsce nie jest wyjątkiem, a właśnie potwierdza regułę. Polska jest przecież w gronie ścisłych 5-6 najważniejszych partnerów gospodarczych Rumunii i odpowiada za ponad 5% rumuńskiego importu. Istnieją oczywiście pojedyncze przykłady sukcesu rumuńskich firm na międzynarodowych rynkach, jak choćby Bitdefender, Siveco, czy niedawny sukces startupu oferującego rozwiązania w zakresie sztucznej inteligencji – UiPath, ale są to ciągle przykłady sporadyczne, pokazujące przez swoją wyjątkowość pustą przestrzeń, która znajduje się za nimi.

Skąd zatem bierze się ta rezerwa? Czy chodzi o brak odwagi rumuńskiego biznesu w zdobywaniu zagranicznych rynków? Można to oczywiście tłumaczyć stosunkowo niewielką gospodarką, zapóźnieniami gospodarczymi czy późniejszym startem w UE. Pewne jest to, że w ostatnich dwóch dekadach internacjonalizacja nie była głównym zmartwieniem przedsiębiorców rumuńskich.

Ciekawą analizę odnośnie tego aspektu przedstawia Alexandra Pele na stronach portalu cursdeguvernare.ro. Przekonuje ona, że w ostatnich latach, dla wielu brakowało spójnej, zachęcającej wizji i wsparcia państwa oraz instytucji finansowych, a także braku informacji o potencjalnych rynkach. Wydaje się jednak, że eksporterzy rumuńscy mają już za sobą okres stagnacji, zwłaszcza że zmuszeni są zmagać się z problemem braku siły roboczej, wzrostem kosztów produkcji i płac u siebie.

Jeśli chodzi o kolejny krok, to znaczy odejście od modelu czysto eksportowego do otwierania oddziałów za granicą, to efekty są skromne. Dane Eurostatu pokazują, że inwestycje zagraniczne Rumunii nie przekraczają 0,3% PKB – w przypadku Węgier wskaźnik przekracza 130%. Potencjał istnieje w szczególności w sektorze e-handlu.

Jako przykład dobrych praktyk Pele podaje wspomniany już wyżej eMag, który działa na Węgrzech, w Chorwacji, Austrii, Czechach i na Słowacji, Bułgarii. Polski oddział nie jest najważniejszym elementem składowym tego handlowego tygrysa.

Ciekawą informacją podaną przez Pelę jest stopień technologizacji produktów w rumuńskim obrocie handlowym z zagranicą. To właśnie przedsiębiorstwa z kategorii średniego high-tech i high-tech generują 55% wartości rumuńskiego eksportu oraz odpowiadają za 51% importu.

Przygotowany przez fundację Romanian Business Leaders i zrealizowany prze GfK Romania raport: Start-up Bridge pokazuje, że trzy czwarte (74%) przedsiębiorców rumuńskich chciałoby większego niż dotychczas zaangażowania państwa, poprzez odpowiednie instytucje, w promowaniu za granicą rodzimych firm, zaś blisko 60% potwierdza, że potrzebuje dostępu do informacji biznesowych z obcych rynków. Również blisko trzy czwarte przedsiębiorców potrzebuje wsparcia finansowego poprzez mechanizmy finansowane z funduszy unijnych, a 57% oczekuje, że banki udzielą im wsparcia w procesie internacjonalizacji. Państwo może też stymulować internacjonalizację poprzez udogodnienia fiskalne.

Do najważniejszych barier wewnętrznych wskazanych przez biznes należą: konieczność zapewnienia konkurencyjnych cen i silna konkurencja na docelowych rynkach, brak wsparcia ze strony rumuńskiego państwa, nadmierna biurokracja w Rumunii, nieznajomość otoczenia prawnego za granicą.

W 2017 roku Rumunia była na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej jeśli chodzi o wartość inwestycji zagranicznych, które osiągnęły wysokość nominalną zaledwie 461,1 miliona euro. Przyznać trzeba, że był to regres w stosunku do poprzednich lat (2015, 2016), kiedy to wartość ta zbliżyła się do miliarda euro. Dla przykładu, w tym samym roku Bułgaria zainwestowała za granicą 1,2 miliarda euro, Czechy 21 miliardów, Polska 17,3 a Węgry blisko 30 miliardów euro.

Jako dobry przykład Pele pokazuje Węgry, które swój sukces zawdzięczają w dużej mierze szybko przeprowadzonej prywatyzacji i dobrej współpracy firm rodzimych z zagranicznymi. Węgierskie przedsiębiorstwa zaczęły inwestować znaczące sumy za granicą już w połowie lat 90-tych. W owym czasie, liczne firmy zarówno państwowe, jak i prywatne należące do koncernów międzynarodowych zaangażowały się mocno w procesy prywatyzacyjne w państwach regionu. To właśnie w owym czasie stworzono lokalne holdingi takie jak MOL, OTP Bank czy Richter.

Źródła:

https://cursdeguvernare.ro/gata-internationalizarea-afacerilor.html