RTR – czy stać nas na innowacyjność?

Polski system RTR na pierwszy rzut oka jest kwestią mało skomplikowaną. Uzyskuje ogólne poparcie oraz wydaje się nieść ze sobą korzyści dla systemu farmaceutycznego. Jednak paradoks z jakim się łączy, ukazuje, że pomimo wspólnej zgody sektorów nadal nie został wdrożony. O jego ewentualnych kosztach rozmawiali przedstawiciele instytucji zdrowia i przedsiębiorstw farmaceutycznych w trakcie XXIX Forum Ekonomicznego.

Pierwszego dnia Forum Ekonomicznego w panelu dyskusyjnym „RTR – czy stać nas na innowacyjność?” udział wzięli: Katarzyna Dubno, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF), Barbara Misiewicz – Jagielak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, Jarosław Oleszczuk, prezes AstraZeneca Pharma Poland, Krzysztof Kępiński, dyrektor z GSK, Marcin Czech, kierownik zakładu farmakoekonomii w Instytucie Matki i Dziecka, Krzysztof Łanda, prezes Meritum L.A.

– Mówimy o tym od lat, dochodzimy do kolejnych konsensusów, ale nic się nie zmienia. RTR jak nie było, tak nie ma – mówi Katarzyna Dubno, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF). Sprawa rozgrywa się w trójkącie trzech resortów: zdrowia, przedsiębiorczości i finansów. I w zasadzie jest prosta do wyjaśnienia. Wszystkie zgadzają się co do tego, że coś takiego jak RTR by się przydało, ale nie chcą wyłożyć pieniędzy na uruchomienie tego systemu.

Dla Ministerstwa Zdrowia wdrożenie w życie zasad RTR oznacza utratę możliwości  negocjacji jak najniższych cen z partnerami zagranicznymi – bo trzeba premiować polskich. Dla Ministerstwa Finansów – gdyby ono miało zapłacić, musiałoby zapłacić ulgami podatkowymi, co oznaczałoby utratę wpływów do budżetu z podatków. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii w sytuacji, gdyby resorty zdrowia i finansów nie zdecydowały się na uszczuplenie swych środków – musiałoby znaleźć dodatkowe środki w swoich zasobach. Np. uruchomić dodatkowy fundusz, agencję promocji.

Jedno ministerstwo torpeduje wnioski drugiego. I tak od lat – mówi Katarzyna Dubno. – My tymczasem oczekujemy tylko odrobiny wsparcia – dodaje Barbara Misiewicz – Jagielak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. To wsparcie polegać by miało na tym, by podczas podejmowania decyzji refundacyjnych nie preferowano polskie firmy – i zagraniczne koncerny inwestujące w Polsce – podczas decyzji refundacyjnych.

Oczekiwania tych ostatnich są jednak nieco inne od krajowych producentów. Międzynarodowe koncerny działające w naszym kraju oczekują przede wszystkim premiowania przy decyzjach refundacyjnych tego, że prowadzą w Polsce działania R&D, stąd przez pewien czas nazwę projektu zmieniono na Innowacyjny Tryb Rozwoju (ITR)

– AstraZeneca uruchomiła w Polsce jedno z trzech globalnych centrów R&D, nie czekając ani na RTR, ani na ITR – mówił Jarosław Oleszczuk, prezes AstraZeneca Pharma Poland. – Inwestycje byłyby znacznie większe, gdybyśmy mogli liczyć na wsparcie instytucji rządowych – dodaje.

Narzędzia oceny w zasadzie już są: przy preferencjach należy brać pod uwagę wielkość zatrudnienia, inwestycji, eksportu i skalę płaconych podatków. – Zainwestowaliśmy w Polsce 2 mld zł. Produkujemy tu 80 leków sprzedawanych w 130 krajach – mówi Krzysztof Kępiński, dyrektor z GSK. – Dodatkowe zachęty pomogłyby w dalszych inwestycjach – dodaje.

Co spowodowało, że dotychczas zapowiadane narzędzia prorozwojowe nie powstały, starali się wyjaśnić podczas Forum Ochrony Zdrowia w Krynicy dwaj byli wiceministrowie zdrowia, którzy zajmowali się projektem RTR. – Popełniłem taktyczny błąd, starając się RTR wprowadzić w ramach dużej ustawy refundacyjnej – mówił Krzysztof Łanda. – Trzeba było aktem mniejszej rangi, tak jak na przykład IOWISZ.

Nieco bardziej optymistyczny był Marcin Czech. – Udało się wprowadzić zapisy o RTR do dokumentu o polityce lekowej państwa – mówił. – Ten dokument został oficjalnie przyjęty przez Radę Ministrów. Ma to swoją wagę, ale na jego wprowadzenie w życie trzeba poczekać – dodawał.

Na kolejny paradoks RTR zwraca uwagę Krzysztof Kępiński. – W zasadzie nie spotkałem się z przeciwnikiem idei refundacyjnego trybu rozwoju – mówi. – Gdyby taki się objawił, bardzo proszę o kontakt. Wtedy moglibyśmy w dyskusji dojść do konkretnych wniosków i sprawę ruszyć z miejsca – dodaje.

Trudno dyskutować z oponentem, którego oficjalnie nie ma.