Izabela Niedziałek

Rok 2018 wiele zmieni na politycznej mapie Ameryki Łacińskiej. To rok wyborczy dla wielu państw regionu. Tydzień temu poznaliśmy nowego prezydenta Kostaryki, którym został centrolewicowy kandydat Carlos Alvarado Quesada. W drugiej turze wyborów zdobył aż 61 procent głosów. Tak zaczął się swoisty „maraton wyborczy”. Nowe głowy państwa wybiorą obywatele jeszcze sześciu krajów regionu: Meksyku, Brazylii, Kolumbii, Paragwaju, Kubie oraz Wenezueli. Jakie będą wyniki głosowań? Czy będzie Ameryka Łacińska będzie nadal skręcać na prawo?

W ciągu ostatnich lat w regionie nasiliły się tendencje prawicowe. Zmiany te zapoczątkowały wybory w Argentynie, w których, po wieloletnich lewicowych rządach Kirchnerów, zwyciężył kandydat konserwatywnej koalicji CambiemosMauricio Marci. Zwrot ku centroprawicy nastąpił także w Peru w 2016 roku, gdzie obywatele wybrali na prezydenta państwa ekonomistę Pedro Pablo Kuczynskiego. Jego poglądy polityczne były w opozycji do poprzedniego prezydenta Ollanty Humali. W tym samym roku po przegłosowaniu impeachmentu brazylijskiej prezydent Dilmy Rousseff do władzy doszedł kolejny polityk partii centroprawicowej Michel Temer. W wyniku wyborów ideologiczne zmiany na mapie Ameryki Łacińskiej zaszły również w Chile oraz Ekwadorze. Sytuacja w Ekwadorze była nieco bardziej skomplikowana. Na początku wydawało się, że nowa głowa państwa, Lenin Moreno, będzie kontynuować projekt polityczny eksprezydenta Rafaela Correi nazwany „Rewolucją Obywatelską”. Szybko okazało się, że Moreno ma własny pomysł na prowadzenie polityki. W Chile lewicowemu kandydatowi Alejandro Guillie, który obiecywał kontynuował politykę byłej prezydent, nie udało się utrzymać wysokiego poparcia jakim na początku kadencji cieszyła się Michelle Bachelet. Uważa się, że właśnie te wybory, w których ponownie na prezydenta został wybrany prawicowy polityk Sebastian Piñera, ostatecznie potwierdzały nowe trendy polityczne w Ameryce.

Niewątpliwie rok 2018  będzie  ważny dla tego regionu, przede wszystkim ze względu na zmiany w dwóch kluczowych państwach – Meksyku i Brazylii. Głosowania w tych krajach odbędą się kolejno w lipcu oraz październiku. Tak zakończy się południowoamerykański „maraton wyborczy”.

Dla Brazylii będzie to przede wszystkim próba wyjścia z kryzysu polityczno-ekonomicznego, którego przyczyną była afera korupcyjna z udziałem brazylijskiego giganta, firmy budowlanej Odebrecht. Byli w nią zamieszani brazylijscy biznesmeni i politycy z prezydentami na czele. Mimo tendencji prawicowych w Ameryce Łacińskiej, wybory w Brazylii stoją pod znakiem zapytania. Nie wiadomo czy po aferze korupcyjnej i kryzysie w jakim znalazł się kraj w czasie rządów centroprawicy, obywatele nadal będą chcieli głosować na jej kandydata. Pierwsza tura wyborów odbędzie się 7 października. Druga, jeśli będzie potrzebna, zostanie zorganizowana w tym samym miesiącu.

Nazwiska oficjalnych kandydatów na prezydenta nie są jeszcze znane, jednak już wiadomo, że nie będzie mógł w nich brać udział aspirujący do roli kandydata, były prezydent Luiz Inácio Lula da Silva. Został on skazany na 12 lat pozbawiania wolności za korupcję i przegrał apelację. W związku z wyrokiem, nie może pełnić żadnych funkcji publicznych. Polityk był faworytem wyborów i mimo wyroku niezmiennie cieszy się poparciem obywateli. Szacuje się, że „luliści”, zwolennicy byłego prezydenta, stanowią ok. 38% wszystkich wyborców. Oznacza to, że jeżeli Partia Pracujących (Partido dos Trabalhadores, PT), której kandydatem był Lula, wyznaczy jego zastępcę, będzie nadal mieć szansę na wygraną w październiku. Nazwiska wszystkich kandydatów powinniśmy poznać między 20  lipca a 5 sierpnia.

W przypadku Meksyku znani są już główni gracze w wyścigu o fotel prezydenta. Są nimi: José Antonio Meade z obecnie rządzącej centroprawcowej Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej (PRI), Andrés Manuel López Obrador z koalicji Morena, Ricardo Anaya z Por México al Frente koalicji trzech dużych ugrupowań politycznych Partia Akcji Narodowej (PAN), Partia Rewolucyjno-Demokratyczna (PRD) i Ruchu Obywatelskiego (Movimiento Ciudadano, MC) oraz niezależna kandydatka Margarita Zavala, była pierwsza dama, żona Felipe Calderona. PRI jest partią, która najdłużej rządziła w całej historii Meksyku. Od czasu założenia w 1921 roku nieprzerwanie zostawała przy władzy aż do 2000 roku, kiedy w wyborach wygrał po raz pierwszy kandydat partii PAN. PRI powróciło do władzy w 2012 roku wraz z obecnym prezydentem Enirique Peña Nieto. Jednak nie wróży się wygranej obecnemu kandydatowi PRI, ponieważ partia przez 6 lat rządów Peña Nieto znacznie straciła poparcie i zaufanie obywateli. Oskarża się go głównie o rosnącą przemoc i korupcję, skutkiem czego było pogorszenie wizerunku Meksyku na świecie.

Szacuje się, że w wyborach prezydenckich będą liczyć się głównie Meade i López Obrador. Za lidera wyścigu uznaje się tego drugiego – byłego burmistrza miasta Meksyk, który w swojej kampanii obiecuje walczyć z korupcją, bezprawiem i nierównościami społecznymi. Koalicja Morena, którą reprezentuje ma być alternatywą dla obecnej partii rządzącej, tymczasem w rzeczywistości jest określana mianem partii PRI lat 70. Wielu obywateli Meksyku uważa, że nawet jeśli zagłosują na Morenę, będzie ona de facto prowadzić taką sama politykę jak PRI.

Jak będzie wyglądać nowa mapa polityczna regionu okaże się w październiku. Okaże się również czy zmiany przyniosą polepszenie krytycznej sytuacji zarówno polityczno-gospodarczej jak i społecznej w krajach latynoamerykańskich.

 

https://elpais.com/internacional/2018/01/01/actualidad/1514806043_746437.html

http://www.bbc.com/mundo/noticias-america-latina-42521678

https://www.eleconomista.com.mx/opinion/Opciones-de-voto-20180408-0031.html