Przetrwać brexit, czyli jak brytyjskie piekarnie gromadzą zapasy na wypadek wyjścia z UE w październiku

Michał Oleksiejuk

Jedna z najsłynniejszych brytyjskich sieci piekarni – Greggs, rozpoczęła przygotowania do ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej 31 października. Sprawa ta idealnie obrazuje w jak wielkiej niepewności żyją Brytyjczycy na mniej niż miesiąc przed planowaną datą brexitu.


Jak świeże bułeczki

Greggs jest największą i najsłynniejszą siecią piekarni na Wyspach, mającą już ponad 2 000 oddziałów rozsianych po całym Zjednoczonym Królestwie. W samym 2019 roku planuje otworzyć 90 nowych oddziałów, redukując swoje pierwotne plany o jedynie 10, co jest dość dużym zaskoczeniem, ale i sukcesem, biorąc pod uwagę jak duży chaos wprowadza wśród przedsiębiorców niepewność związana z brexitem. Zarówno jego datą jak i sposobem opuszczenia Unii Europejskiej. Co więcej, poza otwieraniem nowych placówek, Greggs planuje również przedłużyć godziny otwarcia prawie 250 sklepów. Jest to pokłosie interesującego trendu jakim jest ogromna popularność tej sieci w wieczornych dostawach do domu na wzór znanego w Polsce UberEATS. Zapotrzebowanie klientów na wypieki późną porą zaskoczyło firmę, wymuszając przyśpieszenie prac nad dłuższymi, wieczornymi godzinami pracy oraz zapewnieniem ciepłego i świeżego asortymentu nawet do godziny 21. Popularność Greggsa ogromnie zwiększyło też wprowadzanie wegańskich i wegetariańskich opcji do swojego menu, które analogiczne z innymi rynkami europejskimi cieszą się znaczącą (85%) popularnością wśród osób nie utożsamiających się jako wegetarianie lub weganie, a jedynie chcących zwiększyć udział produktów roślinnych w swojej codziennej diecie.

Brexit zmorą piekarzy?

Rozmawiając z dziennikarzami o przyszłości firmy, jej prezes Roger Whiteside, dużo mówił o sukcesach, ale nie omieszkał też wspomnieć o problemach i wyzwaniach, które stoją przez Greggsem w najbliższym czasie. Podobnie jak większość przedsiębiorców działających na Wyspach, określił brexit oraz niepewności z nim związane jako największe wyzwanie, zarówno w perspektywie bliskiej jak i tej bardziej odległej. Kierownictwo piekarni najbardziej obawia się chwilowych problemów z dostawami produktów spożywczych w pierwszych dniach po rozwodzie, gdy trwać będzie okres przechodzenia na nowe procedury. Problem ten dotyczy zarówno produktów świeżych, takich jak warzywa i owoce, jak również produktów spożywczych, które przechowywać można w magazynach przez kilka do kilkunastu dni. Możliwe przerwy w dostawach wymusiły więc serię działań prewencyjnych, mających na celu ograniczenie negatywnych skutków problemów z dostawami spowodowanymi wielokilometrowymi kolejkami ciężarówek w Calais oczekujących na odprawę celną. W miesiącach zimowych, większość sałaty oraz pomidorów, które Greggs sprowadza w dziesiątkach ton pochodzi przede wszystkim z Hiszpanii. Jako że warzywa nie mogą być przechowywane w magazynach, firma zaprojektowała alternatywne menu, zmieniając skład swoich kanapek i wypieków tak, aby bez znacznych konsekwencji w różnorodności móc dalej oferować klientom wypieki bez potrzeby rezygnacji z tych przysmaków, które zawierać będą problematyczne warzywa. Na pytanie czy zmiany i ograniczenia w asortymencie nie odrzucą klientów od Greggsa, Roger Whiteside słusznie zauważył, że jeśli nawet dojdzie do brexitu i związanego z nim chaosu celnego to braki produktów tego typu dotkną wszystkie sklepy, restauracje i piekarnie w Wielkiej Brytanii. W takim wypadku konsumenci będą niejako zmuszeni do kupowania tego co będzie dostępne – nie godząc tym samym w sprzedaż okrojonych składnikowo produktów Greggsa w dniach zaraz po brexitcie. Jeśli Wielka Brytania faktycznie opuści Unię bez umowy, to graniczny chaos pierwszych dni dotknie wszystkie towary wjeżdżające do Wielkiej Brytanii, nie tylko te szybko psujące się. W związku z tym szefostwo piekarni podjęło też działania mające na celu zapewnienie ciągłości dostaw tego asortymentu, który ma dłuższą datę przydatności do spożycia, ale którego zapasy w firmie są notorycznie niskie. Aby chociaż częściowo uniezależnić się od dostaw z UE i związanych z tym opóźnień, a w dalszym okresie i ceł, Greggs całkowicie zrezygnował już z zakupów europejskich produktów mlecznych i cukru na rzecz tych produkowanych w Wielkiej Brytanii. Zyskał dzięki temu rodzimy przemysł, co w morzu negatywnych skutków brexitu jest dobrym znakiem na przyszłość, w odniesieniu do przyszłej kondycji gospodarki brytyjskiej. W przypadku produktów, których nie dało się zastąpić lokalnymi odpowiednikami, Greggs podjął alternatywne działania celem zapewnienia ich wystarczających ilości w niepewnych dniach po unijnym rozwodzie. Firmie udało się zabezpieczyć dodatkową przestrzeń magazynową w najważniejszych miastach Królestwa oraz kupić samochody ciężarowe i naczepy tak, aby więcej produktów w krótszym czasie mogło zostać przewiezione z Unii Europejskiej do Wielkiej Brytanii gdy granice zostaną już odblokowane. Zarówno dodatkowa przestrzeń magazynowa, jaki samochody ciężarowe, nie czekają na brexit i są już wykorzystywane do magazynowania dodatkowego bekonu i tuńczyka, tak aby nie było potrzeby uzupełniania ich przez kilka dni, zapewniając dodatkową przestrzeń transportową dla świeżych produktów warzywnych, o których mowa była wcześniej.

‘Brexit-proofing’ gospodarki

Działania Greggsa mające na celu przygotowanie firmy do związanych z brexitem niepokojów jest świetnym przykładem zjawiska, które jest już dość powszechne, jeśli nawet nie stało się branżową normą – czyli przygotowywanie się na niepewną politycznie przyszłość. Zawsze zakładając najczarniejszy ze scenariuszy jakim jest opuszczenie Unii Europejskiej 31 października bez żadnej umowy, co prawie na pewno spowoduje paraliż przepływu towarów i ludzi na nowych zewnętrznych granicach Unii. Otwartym pozostaje jednak pytanie o skalę i długość trwania takiego kryzysu granicznego oraz jego skutki na przedsiębiorców europejskich nie mogących dostarczyć swoich towarów do Wielkiej Brytanii.