Problemy z życiorysem nowego premiera Włoch

Jakub Romaniuk

Całe Włochy z wielką uwagą śledziły w ostatnim tygodniu wydarzenia towarzyszące próbom powołania nowego rządu. W centrum zainteresowania, nie tylko włoskich obserwatorów znalazł się kandydat na premiera – Giuseppe Conte.

Pałac Montecitorio – siedziba włoskiego parlamnetu

Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Gdy po wielu tygodniach bezowocnych rozmów wydawało się, że jedynym rozwiązaniem będą kolejne wybory, dwie główne siły polityczne – Liga i Ruch 5 Gwiazd – porozumiały się w sprawie zawiązania koalicji. Ostatnim zadaniem zostało wskazanie premiera, który utworzy przyszły rząd. Po kolejnych ciężkich rozmowach, Matteo Salvini i Luigi Di Maio uzgodnili, że wspólnym kandydatem na szefa rządu będzie Giuseppe Conte.

Conte to profesor prawa wykładający na Uniwersytecie Florenckim oraz Uniwersytecie LUISS w Rzymie, od 2013 przedstawiciel Izby Deputowanych w Radzie Sądownictwa Administracyjnego, której został też wiceprzewodniczącym. W czasie ostatniej kampanii wyborczej przedstawiany jako kandydat Ruchu 5 Gwiazd na ministra administracji publicznej. 21 maja 2018 zaproponowany na premiera Włoch.

Od tego dnia rozpoczęła się we Włoszech seria publikacji dziwnych faktów z życiorysu Giuseppe Conte, której początek dał artykuł w New York Times. Gazeta skontaktowała się z Nowojorskim Uniwersytetem, na którym Conte rzekomo się dokształcał. Według ustaleń dziennikarzy nie figuruje on w ogóle w bazie danych uczelni. Temat szybko podchwyciły włoskie media, sukcesywnie sprawdzając kolejne wpisy w CV kandydata na premiera. Z dziennikarskiego śledztwa wynika, iż kurs prawa na Internationales Kulturinstitut w Wiedniu nie mógł się odbyć, bo ta instytucja prowadzi jedynie kursy językowe. Pobytu naukowego na Sorbonie w żaden sposób nie da się potwierdzić, bo dokumentacja dotycząca uczestników kursów jest chroniona. Spisy w formie papierowej z czasu rzekomej obecności Conte w Paryżu (2000r.) zostały zniszczone. Profesor szczyci się również wykładaniem na Uniwersytecie Maltańskim w lecie 1997 roku w ramach kursu „Europejskie Prawo Kontraktowe i Bankowe”. Baza danych instytucji nie zawiera informacji na jego temat. Rzecznik uczelni wskazał, że mogło chodzić o kurs organizowany przez fundację, która w przeszłości z nią współpracowała. Jeszcze jeden niejasny wpis w życiorysie premiera dotyczy badań prowadzonych we wrześniu 2001 przy Girton College Uniwersytetu w Cambridge. Placówka odmawia komentarza powołując się na ochronę danych osobowych. Jak podkreśla Reuters, w Anglii we wrześniu uczelnie są jeszcze zamknięte z powodu przerwy letniej.

Do szeregu dziwnych przypadków i nieoczywistych informacji zawartych w życiorysie Conte dochodzą zarzuty o unikanie płacenia podatków na łączną sumę 52 tysięcy euro oraz jego zaangażowanie w sprawę z 2013 roku dotyczącą obrony rodziny, która leczyła swoją córkę metodą Stamina. To terapia polegająca na pobraniu z kości stawu biodrowego dawcy komórek macierzystych. Mogą mieć zastosowanie w leczeniu takich chorób, jak: rdzeniowy zanik mięśni (SMA), stwardnienie zanikowe boczne (SLA), stwardnienie rozsiane (SM), dystrofia mięśniowa (zanik mięśni) a także Alzheimer, Parkinson, cukrzyca i wielu innych.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Conte był aktywnie działającym członkiem fundacji promującej i finansującej metodę zaproponowaną przez Davide Vannoniego, a krytykowaną przez światowe towarzystwa lekarzy i później zabronioną we Włoszech.

Zastanawiający jest także fakt, że od 2013 roku, kiedy to Giuseppe Conte pełni funkcje w służbie publicznej, nikt nie zainteresował się życiorysem profesora. Najdziwniejsze w tej sytuacji jest jednak to, że mimo tych wszystkich oskarżeń Conte wyszedł nieoczekiwanie ze spotkania z prezydentem Sergio Mattarellą jako nowy premier Włoch!

Powodów tej, wydawałoby się kontrowersyjnej i podjętej nieco na wyrost decyzji, jest kilka. Po pierwsze prezydent Mattarella, który jak dotąd wykazywał się dużą cierpliwością wobec prowadzących negocjacje koalicyjne Ligi i Ruchu 5 Gwiazd, miał na uwadze czas, jaki minął od marcowych wyborów. 80 dni to jeden z najdłuższych okresów bez rządu w historii Włoch (dłużej trwało tylko oczekiwanie na rząd Amato w 1992 roku – 82 dni). Włosi byli zmęczeni trwającym już blisko trzy miesiące impasem politycznym, więc ich prezydent postanowił wprowadzić w życie pierwszą rzeczywistą propozycję utworzenia nowego gabinetu. Kolejnym argumentem za szybkim przyjęciem kandydatury Conte była groźba nowych wyborów, które mogłyby zostać rozpisane na lipiec lub sierpień. Pójście do urn to ostatnia rzecz na jaką Włosi mają ochotę w okresie wakacyjnym. Zwlekanie z nowymi wyborami do jesieni mogłoby jeszcze bardziej pogłębić kryzys polityczny w Italii. Wreszcie nie bez znaczenia były też pojawiające się naciski z zewnątrz (przede wszystkim ze strony przedstawicieli Unii Europejskiej), by jak najszybciej rozwiązać sytuację we Włoszech, gdyż może ona przełożyć się na większy problem w perspektywie międzynarodowej.

Ilu przeciwników nie miałaby koalicja populistycznego Ruchu 5 Gwiazd i skrajnie prawicowej Ligi, wszyscy muszą pogodzić się z faktem, że to właśnie ten rząd będzie w najbliższym czasie nadawał ton włoskiej polityce. Historia wielokrotnie pokazywała, że sformowanie rady ministrów i większość parlamentarna w chwili jej powołania nie daje w Italii pewności do rządzenia przez całą kadencję. Zarówno Di Maio jak i Salvini zrobią wszystko by udowodnić sceptykom, że są w stanie skutecznie rządzić Włochami.

Największymi przegranymi desygnowania Giuseppe Conte na urząd premiera są Matteo Renzi i Silvio Berlusconi. „Il Cavaliere”, który w czasie kampanii wyborczej kreował się na lidera centroprawicowej koalicji pozostał z pustymi rękami po tym jak Matteo Salvini zostawił swoich partnerów dla Ruchu 5 Gwiazd. Bardzo wydatnie w podjęciu takiej decyzji pomógł mu słaby wynik wyborczy Forza Italia (14%), który na pewno był też ogromnym rozczarowaniem dla samego Berlusconiego. Dla byłego premiera i lidera Partito Democratico zdobyte niespełna 19% (23% koalicja centrolewicy) w ostatnich wyborach to kolejny cios po przegranej w głosowaniu w referendum konstytucyjnym z 2016 roku, po którym Renzi podał się do dymisji. Nie może zatem dziwić, że to właśnie ci dwaj politycy najgłośniej krytykują nowy rząd. Choć Berlusconi wydaje się zdecydowanie bardziej stonowany w komentarzach, to i tak zdążył już zapowiedzieć, że rząd Conte nie uzyska poparcia jego partii, a program koalicji rządowej to „księga pobożnych życzeń”. Z kolei Renzi zapowiada aktywną i zdecydowaną działalność w opozycji. Odwołując się do słów premiera Conte, w których zapowiedział on, że „będzie adwokatem wszystkich Włochów”, stwierdził – „opozycja jest powodem w tym procesie”.

Giuseppe Conte w swoich pierwszych wypowiedziach po spotkaniach z prezydentem oraz przewodniczącymi obu izb stara się ucinać wszelkie spekulacje mówiące, że będzie on wyłącznie marionetką w rękach Di Maio i Salviniego. Zapowiada, że stanie się łącznikiem pomiędzy prezydentem Mattarellą a liderami koalicji. Będzie ich nakłaniał do podejmowania racjonalnych decyzji, zaś nowy rząd to jego autorski projekt. Jedynie w drobnym stopniu wspomagany pomysłami koalicjantów. Pytanie brzmi, czy w słowa Conte, który miejscami rozmijał się z prawdą w swoim życiorysie, można naprawdę wierzyć.

http://www.repubblica.it/politica/2018/05/23/news/governo_incarico_conte_premier_m5s_lega-197175463/?ref=RHPPLF-BH-I0-C8-P2-S1.8-T1