Polskim stoczniom można pomóc, ale trzeba głęboko zajrzeć do kieszeni – RAPORT ISW

Po latach zaniedbań polskie stocznie czekają na ratunek. Powrót do gry o klienta wiąże się z inwestycjami, które w tym sektorze są niezbędne. Czarny scenariusz to niemal całkowita likwidacja takiego przemysłu. Ten optymistyczny zakłada walkę na wielu frontach z zagranicznymi stoczniami o klientów.

Jeśli polskie stocznie pracowałyby pełną parą, to do roku 2030 mogą zarobić ponad 30 miliardów dolarów. To mniej więcej 7% PKB Polski z 2016 roku. Kłopot w tym, że na razie zamówień wystarcza na bieżącą działalność, a portfel zamówień jest ubogi w porównaniu z konkurencją z Europy Zachodniej.

– Drogą do polepszenia sytuacji jest konsolidacja małych polskich stoczni i specjalistyczna produkcja. Tylko w ten sposób możemy przejść przez transformację tej gałęzi przemysłu ciężkiego. Oczywiście najlepiej gdyby nasze zakłady zamiast remontować czy produkować części mniejszej wartości, mogły oprzeć swoją produkcję o kontrakty wysokiej wartości. Mam tu na myśli oczywiście w pełni wyposażone statki i okręty, czy w przyszłości wycieczkowce, promy albo energetykę odnawialną – mówi Piotr Słupski, ekspert branży okrętowej i współautor raportu.

Polski przemysł stoczniowy został wpisany do wieloletniego tak zwanego Planu Morawickiego, jako jedna z branż, która ma zapewnić Polsce nowy potencjał i generować miejsca pracy. Jak mówią eksperci każda złotówka zainwestowana w rodzime stocznie może dać w przyszłości aż 7 nowych stanowisk dla poszukujących zajęcia.

– Dobra kondycja polskich stoczni to nie tylko kwestia większej wydajności naszej gospodarki, ale także sprawa strategiczna. Musimy mieć świadomość, że mamy tu do czynienia także z naszą obecnością na Morzu Bałtyckim, konkurencją z krajami, które zabierają nam produkcję. Chcąc nie chcąc musimy postawić na realizację kontraktów na budowę okrętów w partnerstwie z wiodącymi podmiotami zagranicznymi – grupami stoczniowymi, które są w stanie zapewnić transfer technologii oraz szeroką współpracę przemysłową z polskimi stoczniami. To powinno pozwolić na odbudowę potencjału produkcyjnego, jak również na pozyskanie kluczowych kompetencji z zakresu zarządzania skomplikowanymi projektami – podkreśla Maciej Styczyński, dyrektor wydziału przemysłu okrętowego w Ministerstwie Gospodarki Morskiej.

Nic dziwnego, że sytuacja w polskich stoczniach będzie omawiana podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy.

– Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że podczas Forum poruszane są tylko tematy ważne i najważniejsze. Choćby z tego powodu można już wnioskować jaki status ma w tej chwili polski przemysł stoczniowy. Myślę, że nie zdradzę nic wielkiego jeśli powiem, że planujemy tym tematem zająć się bardziej kompleksowo i przygotować kilka rzeczowych debat dotyczących naszych stoczni i sytuacji w nich – zaznacza Jerzy Bochyński, prezes Instytut Studiów Wschodnich, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Duża część raportu dotyczy także sytuacji w marynarce wojennej, której beneficjentami mogą okazać się polskie stocznie. Według informacji, które płyną z Ministerstwa Obrony Narodowej, nasza armia skłania się raczej ku zakupowi starych okrętów z innych krajów niż budowy korwet w polskich stoczniach. Drugą opcją jest leasing okrętów, a to może znaczyć, że zarobią na nim inne podmioty niż zakłady w naszym kraju.

Pełną wersję raportu można przeczytać tutaj: RAPORT