O COVID-19 na Forum Ochrony Zdrowia

11. edycję Forum Ochrony Zdrowia, odbywającego się w ramach  Forum Ekonomicznego 2020, zdominował temat epidemii COVID-19. W programie trzydniowego spotkania znalazło się kilkanaście paneli dyskusyjnych poświęconych różnym aspektom funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia. Niemalże podczas każdego z nich poruszano wątek koronawirusa SARS-CoV-2.

Od 11 lat Forum Ochrony Zdrowia (FOZ) jest nieodłącznym elementem Forum Ekonomicznego, które nazywane bywa „polskim Davos”. Tradycyjnie jest ono organizowane w Krynicy-Zdroju, jednak w tym roku po raz pierwszy w historii zaproszeni goście zjechali do Karpacza. Forum miało także zmienioną, hybrydową formułę, obejmującą zarówno tradycyjne spotkania, ale z ograniczoną liczbą uczestników, jak i transmisje online. Ponadto zrezygnowano z gali wręczenia nagród Forum Ochrony Zdrowia. Wszystko z powodu wciąż trwającej epidemii COVID-19.

Epidemii koronawirusa towarzyszyła epidemia strachu

Podczas kilkunastu sesji dyskutowano o różnych problemach i wyzwaniach stojących przed polskim systemem ochrony zdrowia. Jednym z nich jest leczenie osób z chorobami przewlekłymi, o czym rozmawiano podczas dwóch paneli FOZ: „Czy polska służba zdrowia jest gotowa na stojące przed nią wyzwania?” oraz „Epidemie XXI w. — choroby zakaźne czy choroby cywilizacyjne”.

Prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski w czasie panelu „Epidemie XXI w – choroby zakaźne czy choroby cywilizacyjne”.

W trakcie tej drugiej dyskusji dr hab. n. med. Andrzej Fal, prof. UKSW, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w CSK MSWiA, przypomniał, że w ciągu 6 miesięcy pandemii z powodu COVID-19 zmarło 870 tys. osób. W tym samym czasie choroby przewlekłe przyczyniły się do śmierci ponad 30 mln osób.

Eksperci zwrócili uwagę, że od czasu wprowadzenia stanu epidemii w Polsce, część chorych nie zgłaszała się na wizyty lekarskie w obawie przed zakażeniem koronawirusem lub zbyt późno kontaktowała się z lekarzem. „Epidemii koronawirusa towarzyszyła epidemia strachu” — wskazał prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Narodowego Instytutu Kardiologii Stefana kardynała Wyszyńskiego — Państwowego Instytutu Badawczego. Poza tym placówki lecznicze ograniczyły działalność leczniczą. „Kolejki wydłużyły się. Mamy przykłady pacjentów, którzy zmarli, czekając na leczenie” — stwierdził prof. Witkowski.

„Musimy wprowadzić takie zarządzanie w systemie ochrony zdrowia, aby być przygotowanym na przyjęcie chorych na COVID-19, nie odbierając dostępu do leczenia pacjentom z chorobami przewlekłymi” — zaznaczył dr n. med. Artur Zaczyński, zastępca dyrektora ds. medycznych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. Ważne jest nie tylko wypracowanie odpowiednich procedur, lecz przede wszystkim wdrożenie skutecznej prewencji i profilaktyki, jak również pogłębianie świadomości zdrowotnej Polaków, zwłaszcza dzieci.

Odroczone wyroki śmierci?

Od momentu wprowadzenia stanu epidemii w trudnej sytuacji znaleźli się także chorzy na nowotwory, o czym mówiono podczas sesji „Onkologia: jak radzić sobie z rosnącym obciążeniem w czasie pandemii?”.

Sytuacja epidemiologiczna wymusiła na placówkach onkologicznych zmianę trybu pracy, m.in. wstrzymano lub przełożono planowe wizyty. Z kolei osoby podejrzewające u siebie chorobę nowotworową nie zgłaszały się do lekarza, prawdopodobnie w obawie przed zakażeniem koronawirusem. Tę tendencję ujawniła liczba kart DiLO, wystawionych w czasie największych obostrzeń — o 29 tys. mniej niż zwykle.

„Pacjent, który miał do wyboru albo zarazić się, albo zacisnąć zęby i wytrzymać jeszcze jakiś czas bez konsultacji lekarskiej, wybierał to drugie” — przyznał Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich.

Zdaniem Szymona Chrostowskiego, prezesa Fundacji „Wygrajmy Zdrowie”, istnieje duże prawdopodobieństwo, że pacjenci, którzy teraz z różnych powodów nie zostali przebadani, po pandemii zostaną zdiagnozowani z nowotworem w stadium zaawansowanym. „W tej chwili mamy odroczone wyroki śmierci” — podkreślił Szymon Chrostowski.

Anna Kotuła, zastępca dyrektora Oddziału ds. Finansów i Zarządzania Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, oddziału w Gliwicach, również przyznała, że początkowo pacjenci nie zgłaszali się na badania w kierunku nowotworów z obawy przed zakażeniem SARS-CoV-2. „W marcu i kwietniu odnotowaliśmy 30-procentowy spadek liczby chorych” — powiedziała Anna Kotuła. Obecnie coraz więcej pacjentów zgłasza się do lekarza i, jak zapewniła, każda osoba, która potrzebuje diagnozy (tzw. pacjenci pierwszorazowi) jest przyjmowana.

Anna Kotuła brała udział w panelu „Onkologia: jak radzić sobie z rosnącym obciążeniem w czasie pandemii?”

Telemedycyna rozkwita

Rygory epidemiczne utrudniły dostęp pacjentów nie tylko do lekarzy specjalistów, ale też do lekarzy rodzinnych. „Ludzie skarżyli się na brak możliwości kontaktu z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej” — powiedział Jarosław Chmielewski z Biura Rzecznika Praw Pacjenta podczas konferencji „Czy polska służba zdrowia jest gotowa na stojące przed nią wyzwania?”.

Często jedyną proponowaną przez placówki medyczną formą konsultacji była teleporada, która sprawdziła się w czasie pandemii. Zdaniem prof. dr hab. n. społ. Gertrudy Uścińskiej, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w przypadku tej instytucji korzystanie z rozwiązań e-zdrowia ułatwiły dotychczasowe reformy w tym obszarze, przede wszystkim wprowadzenie w 2018 r. e-zwolnień. „Gdyby nie przeprowadzono ich wówczas, zarządzanie państwem w warunkach pandemii mogłoby okazać się niemożliwe. Gdyby nie wcześniejsza praca nad wprowadzaniem e-zwolnień, edukowanie lekarzy i zakładanie kont — papierologia by nas zabiła” — powiedziała prezes ZUS podczas sesji „Cyfryzacja ochrony zdrowia — nowe otwarcie telemedycyny i e-zdrowia”. Ekspertka dodała, że podobna sytuacja dotyczyła e-recept, które wprowadzono w styczniu 2020 r.

Prelegenci przedstawili także możliwe drogi rozwoju e-usług medycznych. Zdaniem Marcina Piskorskiego, prezesa zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, e-zdrowie powinno zostać rozwinięte o kolejny obszar — możliwość dowozu leków i środków medycznych do pacjentów przy pomocy np. firm kurierskich. Jest to szczególnie ważne dla tzw. więźniów czwartego piętra, czyli osób obłożnie chorych lub niedołężnych. „To rozwiązanie trzeba wprowadzić przed kolejną falą epidemii” — wskazał Marcin Piskorski.

Eksperci zwracali także uwagę na bariery dotyczące stosowania technologii informacyjnych i telekomunikacyjnych w medycynie. „Małe, prowincjonalne szpitale nie mają potencjału, aby wprowadzić takie rozwiązania. Podobnie jest z pacjentami — są wśród nich grupy, których na telemedycynę stać i inne, przeważnie starszych ludzi, których na nią nie stać” — podkreślił prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzicki, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum.

Poza tym nie wszyscy pacjenci potrafią korzystać z nowych technologii. W ocenie ekspertów, należy wprowadzić alternatywne rozwiązania, np. w postaci infolinii, za pomocą której pacjenci będą mogli skontaktować się z rzecznikiem praw pacjenta i GIS. Innym pomysłem jest wprowadzenie do szkół przedmiotu „wiedza o zdrowiu”, obejmującego również e-zdrowie.

Prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzicki dyskutował w panelu „Czy polska służba zdrowia jest gotowa na stojące przed nią wyzwania?”

Wynagrodzenia w zawodach medycznych

Gorącym tematem tegorocznego FOZ była także wysokość wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia, o czym rozmawiano podczas sesji „Czy opłaca się mało płacić? — rola zawodów medycznych w systemie”. Uczestniczyli w niej przedstawiciele środowisk: lekarskiego, pielęgniarek i położnych, diagnostów laboratoryjnych oraz ratowników medycznych.

Dr n. med. Krzysztof Madej, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, zaznaczył, że choć w ostatnich latach niskie płace rezydentów nieznacznie wzrosły, stało się to dzięki rozwiązaniom siłowym, a nie zmianom systemowym. Przypomniał również, że do końca tego roku obowiązują podwyżki płac dla lekarzy specjalistów do kwoty 6750 zł brutto, ale tylko tych, którzy podpisali „lojalkę”, godząc się na pracę w jednym miejscu. Wskazał także na nierówności w zarobkach polskich lekarzy, gdyż część z nich miesięcznie zarabia znacznie więcej niż wynosi średnia wynagrodzenia medyków.

Jednak wiceprezes NRL uprzedził, że poprawa warunków finansowych nie rozwiązuje wszystkich problemów środowiska medycznego w Polsce. Dr Madej przytoczył wyniki badania, przeprowadzonego m.in. wśród młodych lekarzy planujących emigrację, wskazujące, że czasami znacznie bardziej niż na poziom wynagrodzeń skarżą się oni na złe stosunki pracy czy utrudnione możliwości rozwoju zawodowego lub ich brak.

W podobnym tonie wypowiedziała się Elżbieta Słojewska-Poznańska, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Jeleniej Górze, która zwróciła uwagę, że nadal widoczny jest deficyt pielęgniarek i położnych, a sytuacji nie poprawił nawet dodatek do pensji w wysokości 1600 zł, tzw. zembalowe.

„Brakuje kadr, w związku z tym ten dodatek miał przyczynić się do tego, aby więcej osób podjęło pracę w zawodzie, a młodzi ludzie chętniej rozpoczynali studia na kierunku pielęgniarstwo. Jednak nadal obserwujemy, że osoby, które kończą studia, nie odbierają prawa wykonywania zawodu, co oznacza, że wybrały inną ścieżkę zawodową” — wytłumaczyła Elżbieta Słojewska-Poznańska.

Na braki kadrowe wskazała także Alina Niewiadomska, prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych. Przyczyną niedoborów w tym zawodzie są niskie zarobki, nieadekwatne do wykształcenia, wiedzy i kompetencji, które posiadają diagności. Ponadto rynek diagnostyki laboratoryjnej nie jest prawie w ogóle wyceniony, co utrudnia oszacowanie faktycznych kosztów pracy diagnostów, a to przekłada się na ich zarobki. „Problem rozwiązałoby odrębne kontraktowanie diagnostyki. Pandemia pokazała, że takie rozwiązanie jest możliwe, ponieważ testy na obecność koronawirusa są odrębnie finansowane” — powiedziała Alina Niewiadomska.

Zbigniew Mlądzki wziął udział w panelu „Czy opłaca się mało płacić? – rola zawodów medycznych w systemie”.

Dyrektor Pogotowia Ratunkowego we Wrocławiu Zbigniew Mlądzki poruszył kwestię wynagrodzeń ratowników medycznych. Ludzie ci często podejmują się dodatkowo płatnych zajęć, np. są obecni na imprezach masowych, dzięki czemu system bilansuje się. Paradoksalnie, zdaniem dyrektora, sytuację finansową pomogła poprawić epidemia COVID-19, ponieważ w tym czasie ratownictwo medyczne otrzymało darowizny pieniężne i rzeczowe. „Tylko co będzie w przyszłym roku?” — zapytał Zbigniew Mlądzki.

Dr Krzysztof Madej w podsumowaniu zaznaczył, że należy rozpocząć poważną dyskusję o reformie ochrony zdrowia od podstaw, w tym także jej finansowania.

Jak nie topić pieniędzy w systemie

Kwestie finansowe powracały podczas FOZ jeszcze w kilku sesjach, m.in. podczas panelu: „W jaki sposób optymalizować wydatki w ochronie zdrowia?”. Mimo ustawy, która zwiększy środki przeznaczane na służbę zdrowia do 6 proc. PKB w 2024 roku, jej finansowanie w Polsce wciąż pozostaje wyzwaniem. Dlatego, zdaniem ekspertów, potrzebne są mechanizmy zwiększające efektywność wydatkowania.

„W wielu obszarach nie wydajemy pieniędzy optymalnie, ale to nie znaczy, że tych pieniędzy jest za dużo. Wydaje się, że jeszcze w wielu dziedzinach ochrony zdrowia nie doceniamy tej każdej złotówki, którą dostaliśmy” — ocenił dr hab. n. med. Mariusz Gujski z Instytutu Ochrony Zdrowia.

W zbliżony sposób wypowiadał się lekarz i poseł Andrzej Sośnierz: „Najlepiej wydaje się swoje pieniądze na swoje cele, a najgorzej wydaje się cudze pieniądze na cudze cele. W tym pierwszym przypadku pieniądze są wydawane w sposób racjonalny, w tym drugim istnieje ogromne zagrożenie wydatkowania pieniędzy w sposób nieoptymalny w stosunku do potrzeb. System opieki zdrowotnej w Polsce jest w tej drugiej kategorii”.

Według Andrzeja Sośnierza na optymalizację wydatków w ochronie zdrowia pozwalała reforma z okresu rządów „Solidarności”: „To była mądra, przemyślana reforma ochrony zdrowia, w której rozdzielało się rolę płatnika od decydenta politycznego. Była to próba maksymalnego, choć niemożliwego w całości, odpolitycznienia w ochronie zdrowia, próba umożliwienia przepływu pieniędzy w sposób systemowy, a nie polityczny”. W ocenie posła, pionizacja Narodowego Funduszu Zdrowia, dokonana na 40-lecie „Solidarności”, właściwie przywróciła stan sprzed reformy.

„Niektórzy mówią, że to jest nowoczesne. Ja mówię: przeciwnie, to jest stare, socjalistyczne myślenie — jak będę rządził wszystkim ja, minister, to będzie dobrze. Tak, będzie dobrze dla ciebie i twoich kolegów z partii, niekoniecznie dla nieznanych tobie ponad 30 mln pacjentów, którzy mają być beneficjentami tego systemu” — komentował Andrzej Sośnierz, konkludując: „Proponuję, aby stworzyć system wydatkowania w ochronie zdrowia, który będzie miał jasną zasadę: aby pieniądze mimo wszystko szły za pacjentem”.

Dr n. med. Marek Tombarkiewicz (drugi od prawej) wziął udział w dyskusji „W jaki sposób optymalizować wydatki w ochronie zdrowia?”

Optymalizacja inwestycji, redukcja kosztów

Dr n. med. Marek Tombarkiewicz, dyrektor Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, stwierdził, że jest za wcześnie, aby oceniać zmiany systemowe w ochronie zdrowia. Jego zdaniem, na efekty pionizacji trzeba poczekać kilka lat. Odniósł się także do kwestii grup zakupowych. „Nie można liczyć na centralne zakupy we wszystkich grupach asortymentu we wszystkich sektorach ochrony zdrowia. Pewnym rozwiązaniem byłoby tworzenie grup zakupowych, ale nie znam dobrych przykładów, które by się udały i przyniosły konkretne oszczędności” – wskazał Marek Tombarkiewicz.

Dyrektor NIGRiR zwrócił także uwagę na olbrzymi wzrost kosztów ponoszonych przez placówki na drożejące środki ochrony osobistej — np. cena rękawiczek wzrosła o 400 proc. Wyzwaniem jest także testowanie na obecność koronawirusa.

Zagadnienie grup zakupowych pogłębił dr n. med., MBA, FACP, FESC prof. nadzw. med. klin., Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali. „Aby inwestować w sposób optymalny, w kwestii grup zakupowych powinny być spełnione trzy warunki: konsolidacja, koordynacja i kosztowa efektywność. Grupa zakupowa opiera się na koordynacji działań, konsolidacji podmiotów i kosztowo efektywnym inwestowaniu posiadanych środków. Żeby to się udało, musimy przekonać do tego wszystkich interesariuszy” — powiedział prof. Jarosław J. Fedorowski, zaznaczając, że formuła grup zakupowych z powodzeniem działa np. we Francji, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Prezes Polskiej Federacji Szpitali przekonywał, że dyrektorzy polskich szpitali w działają racjonalnie i profesjonalnie. Ich działania są nakierowane na kosztową efektywność, natomiast nie zawsze przynoszą ten efekt, co wynika głównie z uwarunkowań, w jakich muszą pracować ci menedżerowie. Zdaniem prof. Fedorowskiego, są oni pozbawieni narzędzi efektywności, np. kształtowania płac. „Można by poprawić tę sytuację poprzez konsolidację oddziałów w szpitalach, np. zamiast 20 oddziałów w dużym szpitalu — oddziały wieloprofilowe, gospodarka zasobami łóżkowymi i kadrowymi” — proponował ekspert.

Ważnym wątkiem poruszonym podczas sesji była także optymalizacja

wydatkowania środków z perspektywy prywatnych ośrodków ochrony zdrowia. „Problemy w prywatnej i publicznej służbie zdrowia są takie same — dotyczą pieniędzy i płatnika — przyznała Anna Gil-Borowiecka, prezes Zarządu VITO-MED Sp.z o.o. — Płatnik nie ma do końca wyliczonych dokładnie kosztów procedur medycznych. Jedynym rozwiązaniem jest zrobienie dokładnej analizy tego, co składa się na leczenie pacjenta. Walczymy o to, żeby płatnik nie zamknął nam oddziału. Jeśli chcemy racjonalnie podchodzić do realizacji kontraktów, to musimy się zastanowić, czy wycena świadczeń jest realna”.

Autorem materiału jest Monika Majewska z portalu Puls Medycyny, który był partnerem medialnym Forum Ekonomicznego 2020.