Norwegia traci 126 milionów koron dziennie na postępujących spadkach cen ropy

Sergiusz Moskal 

Pikujące notowania cen ropy naftowej w ostatnich tygodniach mogą wywołać szereg negatywnych konsekwencji  dla norweskiej polityki fiskalnej. Tamtejszy budżet może stracić nawet 4,3 miliarda koron rocznie.

Jedną z głównych obaw artykułowanych przez Norwegów w związku z zaostrzającym się konfliktem handlowym między supermocarstwami było wysokie prawdopodobieństwo spadków wartości ropy naftowej. I miało to stanowić jedynie preludium do dalszych ewentualnych perturbacji ekonomicznych na Półwyspie Skandynawskim.  Pierwsze negatywne implikacje amerykańsko-chińskiej próby sił pojawiły się nadspodziewanie szybko. Przełom maja i czerwca przyniósł zaskakująco duże spadki cen paliw na światowych rynkach. Notowania węglowodoru wydobywanego ze źródeł na Morzu Północnym w pierwszym tygodniu miesiąca wynosiły 61 dolarów. Różnica w zestawieniu z końcem maja br. jest znacząca i wynosi dziewięć dolarów. To sprawia że, przy założeniu spadku cen o dziesięć dolarów, że norweski budżet straci 4,3 miliarda koron w ujęciu rocznym. Tym samym deficyt dzienny wynosi 126 milionów koron.

Niespotykanie gwałtowne spadki cen ropy

Norwescy analitycy podkreślają, że od dawna nie mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której ceny ropy spadałyby w tak błyskawicznym tempie. Ostatnie równie gwałtowne spadki miały miejsce w czwartym kwartale 2018 r., kiedy to ceny ropy poszybowały w dół z 86 do 50 dolarów za baryłkę. Wśród głównych czynników sprawczych obecnej sytuacji wymienia się przede wszystkim eskalację konfliktu handlowego wywołanego polityką administracji Donalda Trumpa. Obok wymiany ciosów z ChRLD, nie bez wpływu na cenę węglowodorów była groźba taryf celnych nałożonych na Meksyk oraz zniesienie preferencyjnych stawek celnych dla Indii.  USA włączyły Indie w poczet krajów rozwiniętych i tym samym te ostatnie nie mogą liczyć już na przywileje taryfowe.

Notowania światowych rynków nie wywołują nerwowych symptomów wśród Skandynawów. Tamtejsze przedsiębiorstwa sektora petrochemicznego mogą spać spokojnie. Przynajmniej dopóki cena za baryłkę nie spadnie poniżej 50 dolarów a obecna tendencja nie przerodzi się w długotrwały trend. Nie ulega jednak wątpliwości, że zarządzający państwową kasą w Oslo muszą liczyć się z mniejszymi aniżeli prognozowane wpływami.

Najnowsze notowania z 12 i 13 czerwca przyniosły kontynuację postępującego trendu spadkowego. Zwłaszcza ostatnia środa została zdominowana przez wskaźniki w kolorze czerwonym. Cena baryłki surowca typu brent spadła w ciągu dnia aż o 3,71 procent i wynosiła poniżej 60 dolarów. Jej wartość na koniec dnia  zamknęła się w kwocie 59,68 dolarów. Tanieje również amerykańska ropa lekkiego typu WTI, której wartość w środę wyniosła niewiele ponad 51 dolarów. Pierwsze dane z czwartku 13 czerwca pozwalają na ostrożny optymizm. W porównaniu ze środą cena paliwa typu brent wzrosła o 1,3 procent.

Negatywna reakcja giełdy

Jak można było przewidzieć zawirowania na rynku surowców wprowadziły giełdę w Oslo w negatywny rezonans.  Pikująca cena ropy sprawiła, że główny parkiet na Oslo Børs odnotował spadek o 1,72 %. Całkowita wartość środowych transakcji wyniosła 4,25 miliarda koron. Straciły przede wszystkim duże przedsiębiorstwa produkcyjne  takie jak Norsk Hydro czy Yara, które odnotowały spadki o odpowiednio 3,15 % oraz 1,04 %. Spadki nie dotknęły giganta telekomunikacji Telenor, którego akcje na tle ogólnych spadków wzrosły o 0, 51 %.  Straciła również korona. Tylko w bieżącym tygodniu wartość norweskiej waluty względem dolara spadła o 0,6 %. Nieco lepiej wygląda relacja korony do euro. W tym przypadku spadek był minimalny i wyniósł 0,1 %.

Przyszłość pod znakiem niepewności

Nadchodzące tygodnie powinny wytyczyć nowe kierunki cenowe na światowych rynkach węglowodorów.  Trudno wyrokować czy będziemy mieli do czynienia z dalszymi spadkami, czy też ceny ropy ustabilizują się na dotychczasowym poziomie. Głównymi czynnikami w opinii norweskich ekspertów rynku paliw będą  popyt na ropę w USA oraz globalna sytuacja geopolityczna. Obniżka zapotrzebowania surowcowego w Stanach Zjednoczonych była widoczna jeszcze przed eskalacją konfliktu handlowego z Chinami. Również popyt na Starym Kontynencie obniżył się. Oba indykatory są niższe od marcowych prognoz opracowanych przez Międzynarodową Agencję Energii. Analitycy podkreślają, że kwestia popytu jest względnie klarowna: wzrost jest wyraźnie niższy aniżeli miało to miejsce w ostatnich trzech latach.

W efekcie amerykańskich sankcji znacznie zmniejszył się eksport irańskiej ropy. W maju dzienny eksport wynosił między 100 000 a 300 000 baryłek. To oznacza olbrzymi regres w porównaniu choćby z danymi z pierwszego kwartału 2019 r., według których Teheran sprzedawał za granicę półtora miliona baryłek surowca dziennie. Również produkcja ropy w ogarniętej wewnętrznym kryzysem Wenezueli jest na niskim poziomie. Prawdziwym miernikiem najbliższych tygodni dla globalnego rynku ropy będzie jednak sytuacja w Libii. Według przewidywań, to właśnie ten północnoafrykański kraj może okazać się największym czynnikiem ryzyka. Tocząca się tam od 2014 r. wojna domowa wywiera bardzo negatywne skutki na produkcję paliw.

Źródła:

https://www.nettavisen.no/okonomi/oljeprisen-i-fritt-fall-norge-har-tapt-126-millioner-kroner-dagen/3423693084.html

https://www.nettavisen.no/okonomi/oljeprisen-raste/3423705756.html

https://www.hegnar.no/Nyheter/Energi/2019/06/Slik-gaar-det-med-oljeprisen6?r=refresh

https://e24.no/makro-og-politikk/oljeprisen-faller-videre-mot-60-dollar/24639204