Ławrow – Czaputowicz –  Pompeo czyli Rosja a sprawa polska

Jerzy Marek Nowakowski

W końcu ubiegłego tygodnia odbyły się dwa niezwykle ważne spotkania określające politykę Polski wobec Rosji. Pierwszym z nich była rozmowa ministrów Czaputowicza i Ławrowa w Helsinkach na marginesie spotkania szefów MSZ Rady Europy. Do prasy przebiły się niestety wyłącznie komentarze dotyczące przyszłych losów wraku ze Smoleńska. Rzecz jasna, dobrze, że rozmowa się odbyła. Ale tylko tyle. Szczególnie, że spotkanie szefów MSZ Rosji i Polski poprzedziło rozmowy amerykańsko – rosyjskie w Soczi. Komunikaty były lakoniczne, ale wynikało z nich, że rozmawiano zarówno o Wenezueli jak Ukrainie i Syrii, a generalnie można odnieść wrażenie, że po porażce Johna Boltona, który obiecywał lekką, łatwą i przyjemną rewolucję w Wenezueli, w otoczeniu prezydenta Trumpa rosną akcje Mike’a Pompeo, zwolennika polityki,  mówiąc dyplomatycznie, mniej ofensywnej.

W sprawie Wenezueli wygląda na to, że Rosjanie wypuścili balon próbny, bo kilka dni przed spotkaniem Konstantin Remczukow, dobrze poinformowany redaktor naczelny Niezawisimej Gaziety, w radiostacji Echo Moskwy, powiedział, iż jest mitem to, że Putin popiera Maduro. Wręcz przeciwnie, nie popiera tamtejszego dyktatora, ale popiera rosyjskie interesy w Wenezueli. I jeśli utrzymanie tych interesów zostanie zagwarantowane – a chodzi o obecność Rosnieftu na tamtejszych polach naftowych, sięgające 17 mld dolarów długi wobec Moskwy oraz eksport broni i uzbrojenia, to możliwe jest porozumienie. W  Moskwie przecież bardzo dobrze przyjęto niedawne deklaracje Boltona o konieczności „powrotu do doktryny Monroe.

Deklaracja o powrocie do myślenia w kategorii stref wpływów powinna być dla polskiej dyplomacji sygnałem alarmowym.   Tymczasem polityka zagraniczna Polski jest czysto reaktywna i znacznym stopniu podporządkowana potrzebom bieżącej walki na rynku wewnętrznym, oraz prowadzona w rytm kampanii wyborczych. Szkodliwa i krótkowzroczna pseudopolityka historyczna wobec Ukrainy jest przykładem najbardziej jaskrawym ale nie jedynym. Bodaj jeszcze gorzej prezentuje się kompletny brak polityki polskiej wobec Federacji Rosyjskiej. Władze RP z jednej strony traktują Rosję per non est, starając się zbudować na północy i wschodzie mentalny mur oddzielający nas os groźnego i mitycznego świata dzikich ludów. Z drugiej strony to czy rzecz dotyczy GRU, Rządu FR czy opozycji ex definitione wszelkie kontakty formalne i nieformalne z Rosją, są uznawane przez rządzących za naganne i podejrzane. Z trzeciej zaś kontynuujemy politykę „zahipnotyzowanego kanarka” sparaliżowanego samym spojrzeniem Władimira Putina i niezdolnego do działań, które w intelektualnym zapleczu władzy są definiowane jako prowokacyjne wobec Rosji.

Polityka wobec Rosji od dawna mało aktywna i w dużej mierze skażona reaktywnością po 2010 r. stała się zakładniczką smoleńskiego wraku. Rządy PiS połączyły bierność i zamknięcie z agresywną antyrosyjską retoryką skierowaną na rynek wewnętrzny.

Obecna polityka wobec Rosji jest polityką, którą mogliby sobie wymarzyć stratedzy kremlowscy. Agresywna retoryka polskiego rządu, pozwala Kremlowi na budowanie na arenie międzynarodowej wizerunku Polski jako kraju genetycznie rusofobicznego. Brak realnych kontaktów, w tym bezsensowne zlikwidowanie małego ruchu granicznego z Obwodem Kalingradzkim, brak sensownego programu wymiany młodzieży, nauczania języka rosyjskiego czy współpracy pomiędzy wyższymi uczelniami z kolei skutecznie chroni Rosję od infekcji ideami wolnościowymi i demokratycznymi płynącymi z Polski.

Konieczne wydaje się przemyślenie programu rządu wobec Rosji. Sprawa Krymu, Gruzji, wojny na Ukrainie i agresywnej polityki rosyjskiej w rejonie Bałtyku (w tym „polityka Gazpromu”) uniemożliwia realny reset, Ale przekaz rządu powinien być absolutnie klarowny – nasza polityka jest antyputinowska a nie antyrosyjska.

W ramach takiego programu powinny być ujęte projekty współpracy gospodarczej (konieczne wydaje się dokonanie mapowania wspólnych interesów z wyraźnym zbudowaniem „stref bezpieczeństwa” czyli sektorów w których taka współpraca powinna podlegać bardzo ścisłej kontroli państwowej) .

Należy być przygotowanym do udziału w dialogu unijno- i natowsko- rosyjskim. Postawa obrażonego dziecka, które siedzi w kącie i jest przeciw preferowana przez obecny rząd powinna być zastąpiona przez asertywną i aktywną promocję naszej wizji relacji struktur Zachodu z Rosją. Musimy wiedzieć dokładnie, gdzie są czerwone linie, których Europa nie powinna przekraczać.

Istotnym elementem wizji polityki wschodniej, a w szczególności polityki wobec Rosji powinna być także koncepcja zintegrowanej odpowiedzi europejskiej na rosyjską agresję propagandową. Na dwóch polach. Pierwszym powinno być oparte o NATO scentralizowane przeciwdziałaniem zagrożeniem cybernetycznym. Pomijam tutaj kwestię ochrony infrastruktury krytycznej przez atakiem ze wschodu. Chodzi o  to, by zbudować system rozpoznawania ingerencji w świat mediów społecznościowych, fake newsów, zaśmiecania debaty publicznej etc. Pole drugie, to stworzenie własnej oferty medialnej dla Rosji i świata postsowieckiego. Oferta taka winna być możliwie najdalsza od propagandy, musi natomiast zawierać atrakcyjny obraz Zachodu i jego wartości jako konkurencyjnej oferty wobec wizji rosyjskiej. Przekaz musi być zdywersyfikowany, inny dla Kaukazu „chrześcijańskiego” inny dla muzułmańskich społeczności Azji Środkowej czy Azerbejdżanu, inny dla Rosji jeszcze inny dla Ukrainy i Białorusi. Polska może być istotnym wytwórcą takiego przekazu. Oczywiście pod warunkiem, że zaoferujemy seriale czy filmy krajoznawcze a nie toporną publicystykę antyłukaszenkowską czy antyputinowską.

Nasze cele średnioterminowe muszą być mniej lub bardziej zharmonizowane z celami UE i NATO jako całości, w przeciwnym razie nie zdołamy ich zrealizować. Podobnie rzecz ma się z polityką wobec Rosji. Nawet posiadanie spójnej wizji i strategii RP nie gwarantuje sukcesu dopóki nie zdołamy przekonać do niej sojuszników. Równolegle, z programem rządu RP wobec Rosji powinniśmy dokonać identyfikacji mapy interesów kluczowych partnerów wobec Rosji. Intuicyjnie uważamy, że łączy nas wspólnota interesów z Niemcami i USA a mamy je rozbieżne z państwami południa. Tyle, że prowadzenie polityki intuicyjnej bywa skuteczne w czasach rewolucji i kryzysów. Rosja prowadzi przemyślaną politykę budowania wpływów ekonomicznych (choć narzędzia energetyczne są dużo mniej efektywne niż w przeszłości) i tworzenia wspólnoty interesów politycznych z poszczególnymi państwami Zachodu. W perspektywie średnioterminowej kluczowe wydaje się przesunięcie Stanów Zjednoczonych z kategorii biorców do eksporterów energii. To powoduje, że USA będą zdecydowanie mniej zainteresowane obszarem Bliskiego Wschodu, a w razie wznowienia dialogu politycznego z Rosją mogą znaleźć z Moskwą  wiele wspólnych interesów. Z kolei Europa, podobnie jak Chiny znajdzie się we wspólnym koszyku „biorców” energii.

Żadnego z tych tematów nie widać ani w naszej debacie publicznej, ani co gorsza w komunikatach po spotkaniu Ławrow – Czaputowicz. Tymczasem zagrożenie jakim jest polityka, nazwana przez analityka Marka Budzisza, „polityką odwróconego Kissingera” (czyli zabieganie o Rosję przeciwko Chinom tak jak Nixon i Kissinger zabiegali o Chiny przeciwko ZSRR) może być dla polskich interesów śmiertelnie groźna. W polityce wobec Rosji potrzeby jest aktywny dialog pomiędzy Warszawą a Moskwą, a przede wszystkim potrzebne jest oparcie się na nodze europejskiej, bo polityka jednostronnego polegania na USA może przynieść dramatyczną porażkę. Przy rosnących cenach ropy, zmęczeniu USA sprawa Ukrainy i aktywnych rosyjskich działaniach na rzecz budowy swojego lobby w Europie (skandal w Austrii może być sygnałem dla innych, że Moskwa nie zawaha się przed ich skompromitowaniem o ile nie wypełnia zobowiązań), kwestia mądrej polityki wschodniej staje się dla polskich rządów zadaniem pierwszoplanowym.