Konwencjonalnie czy pionowo? Starcie CTOL kontra STOVL w brytyjskim wojsku

Michał Oleksiejuk

W ostatnich dniach brytyjskimi siłami zbrojnymi wstrząsnęły doniesienia zagranicznej korespondentki telewizji Sky News – Deborah Haynes, która opisała wewnętrzny konflikt pomiędzy brytyjskimi Królewskimi Siłami Powietrznymi a Królewską Marynarką Wojenną dotyczący zakupów myśliwskich samolotów nowej generacji F-35 Lightning II. A dokładnie wersjami jakie mają zostać zakupione w najbliższych latach.

Od zarania dziejów Wielka Brytania oraz jej siły zbrojne kojarzone były z potężną flotą statków wojskowych gotowych bronić interesów Królestwa w dowolnym zakątku ziemi. Z biegiem dziejów statki żaglowe i potężne pancerniki zastępowane były nowoczesnymi typami okrętów, niemal nieprzerwanie potwierdzając legendę morskiej dominacji Królestwa Brytyjskiego. Najbardziej znamiennym potwierdzeniem tej legendy w nowożytnej historii Zjednoczonego Królestwa był rok 1982, kiedy to Brytyjska Marynarka Wojenna (Royal Navy) ze wsparciem wojsk lądowych i powietrznych, w dwa miesiące rozbiły wojska argentyńskie okupujące sporne terytorium Falklandów-Malwinów. Potężna armada składająca się z 127 statków, która wzięła udział w operacji, pokazała światu, że Royal Navy jest zdolna efektywnie reagować na kryzys militarny w dowolnym miejscu na świece – umiejętność, w którą wątpiło wielu obserwatorów. Kluczową rolę w tym konkretnym konflikcie odegrały lotniskowce oraz ponad 40 samolotów Harrier, które skutecznie uporały się z argentyńskim lotnictwem stając się de facto latającym symbolem brytyjskiej potęgi morskiej.

XXI wiek i upadek Związku Radzieckiego okazały się być znaczące dla Królewskiej floty wojskowej, która z powodu cięć budżetowych stawała się cieniem swojej potęgi sprzed zaledwie kilku lat. Ostatecznym ciosem była dla Royal Navy utrata swoich lotniskowców oraz lotnictwa myśliwskiego, gdy w 2010 wycofano z użytku jedyne brytyjskie samoloty zdolne operować z lotniskowców – Harriery GR7/GR9. W następnej kolejności, sukcesywnie wycofano również wszystkie trzy lotniskowce klasy Invincible sprzedając je na złom. Brytyjczycy nigdy nie porzucili swoich silnych ambicji, aby odbudować potęgę Royal Navy. Dowodem tego, było historyczne, choć na razie jedynie symboliczne, odzyskanie możliwości prowadzenia bojowych operacji lotniczych z pokładu lotniskowca, co nastąpiło 28 września 2018 roku. Po 8 latach przerwy, samolot F-35B należący do Royal Air Force w ramach testów wylądował na pokładzie nowego lotniskowca Royal Navy, HMS Queen Elizabeth.

Samolotami mającymi operować z pokładu lotniskowca HMS Queen Elizabeth oraz bratniego HMS Prince of Wales będą samoloty F-35B Lightning II produkowane przez Amerykański koncern Lockheed Martin, przy aż 15% udziale brytyjskich firm takich jak BAE. Samolot F-35, zwany także Joint Strike Fighter, jest amerykańskim wielozadaniowym myśliwcem nowej generacji, mającym w praktyce zastąpić różne typy obecnie użytkowanych samolotów zarówno w amerykańskich jak i innych zagranicznych siłach powietrznych. Myśliwce F-35 opracowane zostały w trzech specjalistycznych wariantach. Jest to informacja istotna, ponieważ to właśnie o konkretne typy Lightninga toczy się właśnie spór wewnętrzny pomiędzy marynarką wojenną a lotnictwem. F-35A to samolot CTOL (Conventional Take-Off and Landing), czyli mogący operować z lądowych pasów startowych o wystarczającej długości. F-35B jest wariantem w konfiguracji STOVL (Short Take-Off, Vertical Landing), co oznacza, że samolot wymaga bardzo krótkiego pasa do startu, a lądowanie może odbywać się pionowo, w miejscu. Ostatnim wariantem F-35 jest wersja C mogąca operować z lotniskowców, ale przy użyciu katapulty i hamującego haka przez co obecnie użytkowany jest tylko przez United States Navy mającą w arsenale lotniskowce uzbrojone w katapulty i haki właśnie.

Samoloty F-35 w wersji B wybrane wspólnie przez lotnictwo wojskowe (RAF) i Royal Navy stanowią następców samolotów Harrier i mają operować na nowych brytyjskich lotniskowcach przez najbliższe trzy lub nawet cztery dekady. Choć brak na razie oficjalnych informacji, mówi się, że na każdym z dwóch brytyjskich statków stacjonować będzie pomiędzy 24 a 36 samolotów F-35, dając Brytyjczykom potężną przewagę na morzu. Dla porównania – Polska posiada 48 w miarę nowoczesnych F-15C/D Block 50/52+, czyli tyle ile w najmniej optymistycznym wariancie stacjonować będzie na dwóch lotniskowcach Royal Navy.

W chwili pisania powyższego artykułu Wielka Brytania zobowiązała się do zakupu 48 samolotów F-35B, z czego w przypadku 35 maszyn kontrakty zostały już podpisane. Brytyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej (MOD) planuje zakup ogólnej liczby aż 138 samolotów Lightning II. Wszystkie miałyby być w wariancie B pozwalającym na operowanie z lotniskowców Queen Elizabeth i Prince of Wales. Decyzja ta choć jeszcze ostatecznie nie podjęta, wzbudziła ogromnie kontrowersje na początku grudnia, gdy amerykańska telewizja Sky News poinformowała, że zgłosił się do niej zaniepokojony oficer Royal Navy pracujący przy programie zakupów F-35B. Według niego oficerowie RAF skrycie, od dłuższego czasu próbują wpływać na brytyjski MOD, aby przyszłe transze F-35 były w wersji CTOL A, a nie jak do tej pory STOVL B. Ta z pozoru nieistotna informacja niesie jednak za sobą daleko idące konsekwencje zarówno w odniesieniu do międzynarodowej polityki, jak i możliwości militarnych Wielkiej Brytanii.

Dla zachowania większej przejrzystości zasadne będzie rozbicie na oddzielne sekcje pozytywnych i negatywnych konotacji wspomnianych, nieoficjalnych planów RAF, z naciskiem na długofalowe konsekwencje zakupu każdej z wersji F-35.

Pozytywne aspekty zakupu samolotów F-35A nad wersją B są oczywiste, przez co na pierwszy rzut oka mogą się one wydawać wystarczającymi argumentami przemawiającymi za odwróceniem się od zakupu samolotów bazowania pokładowego. F-35 w wersji A może operować z dobrze przygotowanych lotnisk zlokalizowanych na lądzie. Przez to zbędna jest skomplikowana aparatura, dzięki której samolot w wersji B lądować może pionowo. Brak wspomnianego osprzętu oznacza, że samoloty F-35A są nie tylko tańsze, ale również zdolne do lotu na większe odległości i to z możliwością przenoszenia jeszcze większej ilości uzbrojenia. Dzięki wszystkim tym czynnikom, RAF zdolny byłby do zakupu większej liczby samolotów w tej samej cenie. Zdolne byłby do obrony brytyjskiego terytorium na większą odległość – trzymając wroga dalej od granic kraju. W przypadku wykorzystania samolotów do zadań ofensywnych, wersja A mogłaby też przenosić więcej uzbrojenia, zadając większe straty niż w przypadku wykorzystania wersji B. Brytyjczycy posiadają bardzo rozbudowaną sieć lotnisk przystosowanych do ewentualnego przyjęcia F-35, co oznacza, że można by je przesuwać coraz bliżej wybrzeża w zależności od kierunku ewentualnego zagrożenia. Ostatnim pozytywnym aspektem zakupu samolotów Lightning II w wersji A jest o wiele tańsza eksploatacja, spowodowana mniejszym skomplikowaniem maszyny i ograniczonym wystawieniem na szkodliwe właściwość słonej wody. Biorąc pod uwagę, że nowe brytyjskie samoloty mają być użytkowane nawet przez następne 40 lat, oznaczać to będzie potężne oszczędności dla brytyjskiego podatnika, idące w setki milionów funtów.

Okazuje się jednak, że istnieje zdecydowanie więcej negatywnych konsekwencji związanych z ograniczeniem zakupów samolotów F-35B, które choć nie tak oczywiste, to stają się ewidentne, patrząc na całą debatę z perspektywy nie tylko czysto militarnej, ale też bardziej globalnej, geopolitycznej. Pierwszym i najważniejszym minusem posiadania mniejszej ilości myśliwców w wersji B jest ograniczenie potężnego potencjału brytyjskiej Royal Navy i jej nowych lotniskowców. Obecnie, nieoficjalne informacje wskazują, że na pokładzie każdego z dwóch okrętów stacjonować będą 24 samoloty. Zgodnie z tą retoryką, obecnie wynegocjowana flota 48 samolotów idealne wystarczy do pełnego obsadzenia obu okrętów. Jest to jednak bardzo mylne myślenie, ponieważ nie bierze ono pod uwagę, że w w jednym czasie kilka samolotów będzie przechodziło przeglądy, a jeszcze inne służyć będą w celach treningowych i testowych, nie mogąc przez to wykonywać zadań bojowych. Co więcej, według informacji podawanych przez producenta nowych lotniskowców, na wypadek dużego kryzysu na ich pokładach przebywać będzie mogło aż 36 samolotów, co oznacza, że w przypadku wybuchu wojny i przy flocie 48 samolotów w wersji B, żaden z lotniskowców nie będzie obsadzony nawet w połowie. Taki niepełny zespół uderzeniowy znacząco ogranicza możliwości bojowe całej brytyjskiej floty i oznacza, że może ona nie być w stanie tak łatwo radzić sobie z potencjalnym wrogiem, będąc do tego idealnie przystosowaną. Choć popularnym argumentem przemawiającym za odejściem od samolotów typu B są zwiększone koszty eksploatacji, to zapomina się, że budowa zaplecza technicznego dla dwóch typów samolotów w kilku bazach lądowych i na lotniskowcach oznacza, że utrzymywanie samolotów w wersjach A i B byłoby nieporównywalnie droższe od utrzymywania samej droższej wersji B. Argument o zwiększonym zasięgu samolotów w wersji A łatwo obalić przypominając, że możliwość przesunięcia pasa startowego (lotniskowca) w pobliże każdego punktu na ziemi bez potrzeby użytkowania obcej infrastruktury naziemnej (lotnisk), w praktyce oznacza, że samoloty F-35B mają nieograniczony zasięg operacyjny przy zasięgu znacznie ograniczonym dostępnością lotnisk i infrastruktury dla tańszej wersji A. Możliwości nowych brytyjskich lotniskowców dają im możliwość projekcji siły militarnej w dowolnym rejonie świata bez konieczność szukania sojuszniczych lotnisk, co daje armii Wielkiej Brytanii niezależność, którą mogą się pochwalić tylko nieliczne siły zbrojne świata.

Z czysto geopolitycznego i możliwe, że najważniejszego punktu widzenia, ewentualna decyzja o zakupie samolotów F-35A zamiast F-35B poważnie nadszarpnie relacje bilateralne pomiędzy Wielką Brytanią a jej największym sojusznikiem – Stanami Zjednoczonymi. Zakup tańszych i mniej skomplikowanych wersji A oznacza, że Stany Zjednoczone pozostaną de facto jedynym dużym operatorem tych samolotów na świecie. Ograniczając przez to możliwość obniżenia ceny jednostkowej u producenta (przy większym zamówieniu) oraz zabierając pracę wielu Amerykanom pracującym przy budowie tych skomplikowanych wersji maszyny Lightening II w fabrykach zlokalizowanych w USA. Jakiekolwiek ograniczenie zatrudnienia Amerykanów zostanie na pewno bardzo źle odebrane przez prezydenta Donalda Trumpa, który stara się przecież budować swój sukces na zwiększaniu, a nie ograniczaniu miejsc pracy w USA. Rezygnacja z zakupu F-35B wywołałaby również polityczny kryzys zaufania na linii Waszyngton-Londyn, jako że siły zbrojne USA wiążą bardzo duże plany ze wspólną możliwością przeprowadzania interwencji zbrojnych z wykorzystaniem amerykańskich samolotów na brytyjskich okrętach i na odwrót (interoperacyjność). Możliwość użyczania pokładu lotniczego od Brytyjczyków daje Amerykanom jeszcze większe możliwości uderzeniowe, nawet w wypadku wyłączenia własnych okrętów przez naprawy lub inne operacje.

Choć opisana powyżej debata pomiędzy samolotami CTOL a STOVL pozostaje zakulisowa, a żadne decyzje potwierdzające chęć zakupu wersji A przez RAF nie zostały oficjalnie podjęte, to o istnieniu takich nacisków wiadomo już od 2016 roku. Z początku kusząca, szczególnie w czasach oszczędności budżetowych, decyzja o zakupie konwencjonalnych F-35A nie będzie ani opłacalna, ani zasadna na dłuższą metę, co powyższy artykuł starał się udowodnić. Pozostaje mieć nadzieję, że włączenie w tę zakulisową debatę mediów i polityków pozwoli na rozpoczęcie otwartych rozmów, zanim podjęte zostaną jakiekolwiek konkretne decyzje, dotyczące przyszłych zakupów myśliwców F-35 Lightning II.

Źródła:

  1. Save the Royal Navy (link)
  2. Sky News (link)
  3. UK Land Power (link)
  4. The Telegraph (link)

The Popular Mechanics (link)