Idea Zero Waste a polskie prawo [RELACJA]

No waste – ratunek dla planety, pomoc potrzebującym, czy plaster na sumienie wysokorozwiniętych społeczeństw? Organizacje walczące z ubóstwem i niedożywieniem będą nadal wystawione na ciężką próbę mimo obowiązywania ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Problem jest jednak bardziej złożony, bo tkwi nie tylko w rozwiązaniach systemowych, niezaprzeczalnie ważnych, ale przede wszystkim w konieczności zmiany mentalności i nawyków społeczeństwa.

Czy obowiązki wynikające z nowych przepisów powinny być nałożone tylko na sprzedawców? Jakie podmioty powinny być zaangażowane w realizację tej idei, by zapewnić jej skuteczność? O tym w dyskusji moderowanej przez Sebastiana Ogórka, redaktora naczelnego serwisów Money.pl i WP Finanse, debatowano drugiego dnia Forum Przemysłowego w Karpaczu. W dyskusji wzięli udział Marek Borowski, prezes zarządu, Federacji Polskich Banków Żywności, Krzysztof Jan Stawnicki, pełnomocnik zarządu województwa podlaskiego ds. odnawialnych źródeł energii, Tadeusz Pokrywka, prezes, Krajowej Izby Gospodarczej Przemysłu Spożywczego i Opakowań.

Marek Borowski przypomniał, że strategia Unii Europejskiej mówi o tym że do 2025 r. wszystkie kraje powinny ograniczyć marnowanie żywności o 30%. Ok. 90 mln ton rocznie marnuje się w całej unii – mówił. – Jako federacja realizujemy projekt, którego celem jest oszacowanie ilości strat i przygotowanie rekomendacji prawnych dotyczących tego, jak ograniczać marnowanie żywności w przemyśle, w produkcji, etc. W 2021 r. musimy złożyć stosowne sprawozdanie, ale już dzisiaj szacujemy, że właśnie w produkcji uda się zmniejszyć ilość marnowanej żywności – o 2-3 mln ton, ale i tak skala jest wciąż bardzo duża. Bardzo wiele już zrobił w tym zakresie przemysł, także na etapie dystrybucji widać poprawę, ale pozostaje gastronomia. Przy tym, prowadzone w Europie badania potwierdzają, że najwięcej marnują niestety konsumenci. Trzeba pokazywać sposoby, szukać dróg, jak skutecznie przeciwdziałać tej tendencji.

Tadeusz Pokrywka przypomniał, że prace nad przyjętą w tym zakresie ustawą trwały ponad 3 lata. Ubolewał, że w toku tych prac kształt złożonego w parlamencie projektu uległ znacznym modyfikacjom w stosunku do tego, jak został przyjęty w toku procesu legislacyjnego. – Marnowanie żywności odbywa się głównie w naszych domach. To nie mniej, niż 55%. To, czego dotyczy ustawa, to maksymalnie 5%, zatem wzięliśmy się za regulowanie i poprawianie tego, co jest stosunkowo najłagodniejsze. Pozostaje nam całe 95% do załatwienia – podkreślał.

Sebastian Ogórek przypomniał, że sieci handlowe mają, zgodnie z zapisami ustawy, prowadzić edukację, że w jakimś zakresie spada na nie obowiązek partycypacji i wysiłku jeśli chodzi o zmianę mentalności i nawyków społeczeństwa.

Tadeusz Pokrywka oponował: – To nie będą duże pieniądze, to nie wystarczy. Kampania i mówienie „nie marnuj żywności”, to za mało. Warto, by osoby tworzące prawo posiadły wiedzę, o czym dokładnie mówią, jaką sferą pojęciową operują. Należy rozróżniać pojęcia „odpad”, „śmieć” i „surowiec”. Na opakowania trzeba dzisiaj patrzeć jak na surowce.

Krzysztof Jan Stawnicki przyznał, że jest dobrym znakiem to, iż zaczęto się pochylać w polskim sejmie nad tematami związanymi z szeroko pojętą tematyką No Waste. Wskazał na dużą rolę i świetne inicjatywy podejmowane w tym zakresie w samorządach. – Podobają mi się projekty sprowadzające się do dzielenia się żywnością, kiedy mieszkańcy mogą pobrać ze specjalnych „jadłodzielni” czy lodówek produkty, których inni nie są w stanie skonsumować. Może warto, by część środków przeznaczanych na kampanie informacyjne trafiała do takich właśnie miejsc, była przeznaczana na lokale czy zapewnienie zaplecza, bo dzięki temu można  bardzo realnie ograniczyć marnowanie żywności-postulował.

Marek Borowski zwrócił również uwagę na problemem żywności z krótkim terminem do spożycia, w oparciu o którą można zbudować sieć kuchni społecznych. – Udało mi się dotrzeć do dziesięciu województw i namówić marszałków na realizację specjalnej ścieżki w tym zakresie. Żywność przeznaczana dla osób potrzebujących, wszystko oparte na partnerstwie między biznesem, samorządem i NGO. To może być ok 150 tys. ton do zagospodarowania – szacował.

Sebastian Ogórek z kolei mówił, że w myśl bliskiego mu „podejścia biznesowego”, tę właśnie żywność, z krótkim terminem przydatności do spożycia,  wykorzystują producenci tzw. „diet pudełkowych”. Podsumowując, zastanawiał się, czy ta ustawa może wyzwolić przedsiębiorczość wśród Polaków.