Geopolityczna analiza koronawirusa

Luca Steinmann, dziennikarz i analityk magazynu Limes, wykładowca Rome Business School, Włochy

Koronawirus nie zrewolucjonizuje świata. Nie zwróci nam go też dokładnie takim, jakim był zanim się rozprzestrzenił. Początkowy szok wywołany przez Covid-19 sprawił, że wiele osób uwierzyło, że trwa globalna rewolucja. Chwilowy spadek zakażeń rozprzestrzenia kolejną perspektywę ukutą przez chrześcijańską eschatologię, która polega na oczekiwaniu na dzień X, kiedy wprowadzenie szczepionki uratuje nas przed powrotem do przedepidemicznego spokoju. Oba te wczesne wyroki zostaną zaprzeczone. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to wojna, gdyż gdyby taką był, zostałby rozwiązany poprzez dominację zwycięzców nad pokonanymi. Zamiast tego epidemia może zostać rozwiązana przy wzajemnej pomocy społeczności i państw, przy wzajemnej solidarności oraz wiarygodnych i aktualnych informacjach. Więc dokładne przeciwieństwo wojny. Nie wrócimy jednak do świata przedwojennego, ponieważ nie była to równowaga wiecznego kantowskiego pokoju, ale kontekst, w którym istniał wyścig o geopolityczne zbrojenie przez największe światowe potęgi. W perspektywie bardzo napiętego okresu międzynarodowego. Koronawirus przyspiesza ten proces.

Proces powrotu do geopolityki trwa od około 30 lat, odkąd przestało istnieć zagrożenie sowieckie, które hibernowało świat w wymuszonej równowadze pokoju. Wraz z bipolaryzmem skończyła się również potrzeba, aby państwa schroniły się pod parasolem ochrony – amerykańskiej lub sowieckiej – co uniemożliwiło im opracowanie niezależnych strategii geopolitycznych. Koniec zimnej wojny nie doprowadził do zakończenia historycznego konfliktu, jak postulował Franciszek Fukuyama, ale do zwiększenia zdolności niektórych państw do realizacji swoich interesów w sposób bardziej natarczywy i agresywny. Oznacza to proces transformacji systemu stosunków międzynarodowych, charakteryzujący się dziś znacznie wyższym niż dotychczas poziomem konfliktów. Przejawia się to w agresywności nie-zachodnich podmiotów geopolitycznych (Chiny, Rosja, Turcja, Iran), ale także w obrębie Zachodu, rozumianego jako obszar ekonomiczno-handlowy kierowany przez Amerykę i bronionego przez NATO: poczynając od Francji, która rości sobie prawo do światowej władzy jako matka chrzestna swoich dawnych kolonii i całego obszaru francuskojęzycznego i która przez usta Macrona określa Sojusz Atlantycki jako na etapie „śmierci mózgowej”; ale przede wszystkim od Niemiec, których lokomotywa gospodarcza jest masowo zasilana przez eksport do Chin i przez swoją rolę pośrednika rosyjskich węglowodorów w Europie poprzez Nord Stream. Wzrasta również znaczenie krajów wschodnich w ramach NATO (zwłaszcza Japonii, Australii, Nowej Zelandii i Korei Południowej) w świetle rosnącej konkurencji między Waszyngtonem a Pekinem. Wielkim wyzwaniem jest zatem połączenie potrzeb tych, którzy należą do amerykańskiego obszaru wpływów z potrzebami reszty świata, który w większości przypadków nie chce być zachodni.

W tym kontekście wybuch epidemii przyspieszył starcie między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Trump wskazał palcem na WHO i Pekin, niekiedy łącznie, ponieważ organizacja międzynarodowa początkowo akceptowała oświadczenia chińskiego rządu, a tym samym przyczyniała się do braku zrozumienia niebezpieczeństwa. Skłonność do obwiniania Chin wyraźnie odzwierciedla program polityczny Białego Domu, również w celu zmniejszenia jego odpowiedzialności w zakresie wewnętrznego zarządzania epidemią i wynikającym z niej kryzysem gospodarczym. Co z kolei zwiększyło istniejące problemy amerykańskie. Poczynając od podziału między obiema Amerykami, między wyższą klasą średnią, która nadal otrzymuje wynagrodzenie, a uboższą i bardziej niepewną klasą pracującą, która cierpi z powodu elastyczności zglobalizowanego rynku pracy. Jest to podział na beneficjentów i ofiary globalizacji, który tylko częściowo odpowiada podziałowi etnicznemu. Ale z pewnością odegrał on rolę, przynajmniej psychologicznie, w wybuchu protestów przeciwko innemu wcześniej już istniejącemu amerykańskiemu problemowi: rasizmowi wobec ciemnoskórych, który wraz z zabiciem George’a Floyda wstrząsnął amerykańskim społeczeństwem i wywołał skutki niemal na całym Zachodzie.

Geopolityczne skutki wirusa dotarły również do Rosji. Ekscentryczne podejście Łukaszenki do zarządzania epidemią było jednym z powodów protestów ulicznych, które otworzyły nową grę geopolityczną dla Moskwy. Która to nadal chce utrzymać przestrzeń postradziecką pod swoją orbitą ze szkodą dla postępu Zachodu. Ale nie wydaje się, aby do tej pory jasno określiła, czym miałaby być jej własna białoruska Piąta Kolumna, na którą chce postawić. Co więcej, kryzys gospodarczy związany z wirusem obciąża budżet państwa, co może się jeszcze bardziej pogłębić, jeśli projekt Nord Stream II zostanie zablokowany po zatruciu Navalnego. Moskwa nie może już sobie pozwolić na utrzymywanie długich i kosztownych wojen, dlatego też stara się unikać interwencji w Górskim Karabachu, a także przyjmuje bardziej pragmatyczne podejście do konfliktu syryjskiego, aby interesy Rosji na miejscu stały się jak najszybciej opłacalne.

Wreszcie, epidemia przyspieszyła wzrost znaczenia Niemiec jako lidera w Europie. Angeli Merkel udało się narzucić Włochom dotkniętym przez Covida ważny pakiet pomocy gospodarczej i finansowej, co skłoniło wielu komentatorów do mówienia o rzekomo nowym, zjednoczonym i jednolitym kursie Unii Europejskiej. W rzeczywistości nie jest to nic nowego. Jeszcze przed kryzysem wielu innych niemieckich przedstawicieli uznało niemiecką potrzebę powrotu do bycia podmiotem geopolitycznym w pełnym tego słowa znaczeniu ze względu na coraz bardziej multicentryczną konformację globu, która nie gwarantuje już amerykańskiego zasięgu równego z przeszłością. Ponadto zatwierdzenie Europejskiego Funduszu Odbudowy na rzecz Włoch stanowi odpowiedź na specyficzny interes narodowy Niemiec. Północne Włochy, obszar najbardziej dotknięty wirusem w Europie, stanowią integralną część niemieckiego łańcucha przemysłowego i handlowego. Niemcy nie mogą zatem pozwolić sobie na zaniedbanie tego łańcucha wartości i muszą potraktować ratowanie Włoch jako kwestię swojej własnej polityki handlowej. Solidarność nie nadeszła, powrócił interes narodowy.

Covid-19 zwraca uwagę na zderzenie już trwające pomiędzy różnymi podejściami do zarządzania globalizacją. Z jednej strony, zachodni jest nośnikiem uniwersalnej i demokratycznej wizji, modelu w procesie ekspansji w kierunku jego afirmacji na całym świecie. Z drugiej strony, istnieje chęć większości innych istotnych podmiotów międzynarodowych, aby domagać się wyobcowania od amerykańskich przywódców. Są one zatem sprzeczne ze światem, który Stany Zjednoczone przewidziały po upadku muru berlińskiego: światem, który stopniowo dostosowałby się do własnych standardów politycznych, gospodarczych i społecznych, w którym tak zwany koniec historii przełożyłby się na amerykanizację świata. Nazywaną „globalizacją”. Z drugiej strony dzisiejsza międzynarodowa szachownica poszerza potencjalne pola bitwy. A obecność wirusa jeszcze je zaostrza.

 

Działanie sfinansowane ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO.