Egoizm w wydaniu lokalnym. Projekty „Not In My Back Yard”

Marta Bruczuk-Figiel

W ostatnich latach, z uwagi na globalizacyjną politykę Unii Europejskiej oraz wynikające z niej problemy natury gospodarczej i społecznej, znów aktualny stał się problem syndromu NIMBY związanego z występowaniem konfliktów społeczno-przestrzennych na tle lokalizacji ważnych inwestycji. Jest to konflikt, który najprościej scharakteryzować jako antagonizm między dobrem wspólnym a dobrej lokalnej społeczności.

Współcześnie do inwestycji budzących takie skrajne emocje należą głównie projekty energetyczne oparte na odnawialnych źródłach energii (farmy wiatrowe) oraz ośrodki dla uchodźców z Bliskiego Wschodu. Ten drugi rodzaj inwestycji, związany z falą migracji uchodźców do Europy oraz radykalną formą protestów społeczności lokalnej odbił się szerokim echem w mediach.  Z czego wynikają społeczne obawy?

Akronim „Not In My Back Yard” (NIMBY) w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Nie na moim podwórku” i można wyróżnić jego kilka aspektów. Po pierwsze odnosi się do postawy społeczności lokalnej będącej w opozycji do projektu inwestycyjnego, zlokalizowanego w sąsiedztwie obszaru zamieszkania. Polega na sprzeciwie wobec lokalizacji projektu, przy jednoczesnej akceptacji części projektu (nie lokalizacyjnej) w ujęciu ogólnym. Sprzeciw wobec konkretnej lokalizacji inwestycji wynika z zagrożenia, z którym się wiąże oraz obawy przed potencjalną uciążliwością takiej inwestycji, stratami psychicznymi, fizycznymi oraz ekonomicznymi. Negatywne emocje wywołuje tutaj również ryzyko wystąpienia awarii, której konsekwencje mogą odczuwać ludzie mieszkający blisko miejsca. Można tu wspomnieć zarówno o projektach energetycznych – gazociągach, elektrowniach atomowych, składowiskach odpadów nuklearnych, jak i o wielu innych rodzajach „niepożądanych” w bliskim sąsiedztwie inwestycjach – obwodnicach, lotniskach, więzieniach, zakładach utylizacji odpadów, składowiskach śmieci, oczyszczalniach ścieków czy zakładach przemysłowych.

Drugi aspekt dotyczy obawy przed procesem „naznaczenia społecznego”. Przypięcie obszarom przestrzennym, które sąsiadują z kontrowersją inwestycją, negatywnej etykiety stygmatyzuje również osoby mieszkające w ich obrębie. To proces nie bez znaczenia dla tożsamości przestrzennej, ponieważ może on powodować deprecjację statusu społecznego. Syndrom NIMBY nie jest wynikiem wzrastającego poziomu, obaw o przyszłość swoją i swoich bliskich lecz o własne  „ja” i swoje dobra.[1]

Należy również zwrócić uwagę na polityczny wymiar przedstawionego problemu. Omawiany syndrom może być przejawem braku zaufania wobec władz lokalnych lub krajowych oraz obawy dotyczącej uczciwego sposobu realizacji inwestycji (z punktu widzenia interesu całego społeczeństwa).

Wszystkie wymienione wyżej aspekty syndromu NIMBY wiążą się również z pobudzeniem aktywności społeczności lokalnej. Jakakolwiek ingerencja w przestrzeń poprzez budowę nawet najbardziej pożytecznych społecznie obiektów i inwestycji może wiązać się z organizacją większej grupy mieszkańców w celu wywarcia wpływu na proces decyzyjny,
w sprawie kontrowersyjnych inwestycji. Najczęstszymi formami nacisku są petycje do władz, zebrania mieszkańców, uczestniczenie grupy zainteresowanych osób w zebraniach organizowanych przez inwestorów lub władze lokalne, składanie uwag lub kwestionowanie pozwoleń w postępowaniu administracyjnym lub planistycznym.

W obliczu przedstawionych powyżej problemów konieczne jest zatem reagowanie i ograniczanie możliwości wystąpienia ryzyka blokady inwestycji. W jaki sposób to zrobić? Podstawowym sposobem niwelowania ryzyka wystąpienia problemów lokalizacyjnych jest aktywizowanie grup społeczności lokalnej w podejmowaniu decyzji. Najbardziej efektywną formą walki z tak zwanymi „nimbystami” jest więc komunikacja i uświadamianie społeczności lokalnej.  Kluczowe znaczenie ma również poczucie odpowiedzialności władz (zarówno państwowych, jak i lokalnych) za podejmowane działania. Jaka jest recepta na sukces? Politycy oraz przedstawiciele lokalnych władz podejmując decyzje o budowie inwestycji budzących kontrowersje społeczne muszą liczyć się z koniecznością dokonania ewentualnych zmian w projekcie, które mogłyby wpłynąć na jego akceptację przez przeciwników. Z drugiej strony oponenci o skrajnych postawach powinni móc je zmienić, w przypadkach kiedy inwestycje poddawane są modyfikacji celem uwzględnienia apeli środowisk lokalnych.

Ocena zjawiska NIMBY nie może być jednoznaczna. Z jednej strony „nimbystów” oskarża się o egoizm, bo ich aktywność motywowana jest własnym interesem i obawami. Z drugiej protesty społeczne, które uznawane za przejaw syndromu NIMBY mogą okazać się uzasadnione ze społecznego punktu widzenia i w ostatecznej ocenie są przejawem obrony dobra wspólnego (publicznego) oraz bodźcem uruchamiającym partycypację społeczną. Konflikt typu NIMBY należy uznać zatem za pożyteczną ale jednocześnie niełatwą lekcję partycypacji społecznej.

[1] Analiza psychologiczna syndromu NIMBY, A.Wontorczyk, Kraków 2016