Dymisja Surkowa zapowiedzią łagodniejszego kursu Kremla wobec Ukrainy i Gruzji?

Stanisław Tekieli

W ubiegły czwartek prezydent Rosji Władimir Putin zwolnił ze stanowiska Władisława Surkowa, doradcę, który w ostatnich latach nadzorował politykę Rosji wobec rebelianckich para-państw na obszarze Ukrainy (tzw. ludowe republiki Doniecka i Łuhańska) oraz Gruzji (Abchazja, Osetia Południowa). Organizmy te są praktycznie w 100% uzależnione od wsparcia Moskwy, a Rosjanie powszechnie uważają je – często wraz z formalnie leżącym na terenie Mołdawii Naddniestrzem – za terytoria de facto rosyjskie.

Surkow – którego dymisję Kreml wstępnie zapowiedział 25 stycznia, ale ogłoszono ją dopiero teraz – był znany z twardego kursu wobec pomajdanowych władz w Kijowie, stąd jego dymisję postrzega się jako możliwą zapowiedź łagodniejszego stanowiska Kremla przy negocjacjach z Ukrainą w kwestii przyszłego statusu terytoriów kontrolowanych przez etnicznie rosyjskich rebeliantów na terenie Donbasu (w kwestii anektowanego Krymu Moskwa nie zgadza się na otwieranie jakichkolwiek negocjacji, uważając, że tak świat, jak i Ukraina wcześniej czy później będą musiały pogodzić się z faktem przyłączenia tego półwyspu do Rosji). Czy do takiego złagodzenia faktycznie dojdzie, trudno orzec, przynajmniej do chwili oficjalnego wyznaczenia następcy Surkowa – tymczasowo jego obowiązki przejął zastępca szefa administracji prezydenckiej, Dmitrij Kozak, znany z tzw. Memorandum Kozaka, czyli ogłoszonego w 2003 r. planu pokojowego dla Naddniestrza. Plan ten przewidywał pozostawienie Naddniestrza w granicach Mołdawii, ale po przekształceniu go w terytorium autonomiczne. Taki sam status miała otrzymać leżąca w południowej Mołdawii Gagauzja, w której również żywe są nastroje separatystyczne. Tym samym Mołdawia miałaby się przekształcić w państwo federalne, składające się z trzech podmiotów. Kiszyniów wydawał się skłonny do przyjęcia Memorandum, jednak w ostatniej chwili przed planowanym podpisaniem odrzucił je ówczesny prezydent tego kraju, Vladimir Voronin.

 

Wydaje się, że z podobnym doświadczeniem Kozak byłby idealnym politykiem do negocjowania ze strony Kremla pokoju w Donbasie – oferując np. formalny powrót tego regionu w skład Ukrainy w zamian za status autonomii. Na taki krok prawie na pewno jednak nie pójdzie Kijów, obawiający się, że status taki mógłby otwierać drogę do powtórzenia w Donbasie wariantu krymskiego, gdzie w 2014 r. miejscowy parlament przegłosował oderwanie Autonomicznej Republiki Krymu od Ukrainy i przyłączenie jej do Federacji Rosyjskiej.

Dymisja Surkowa może oznaczać stonowanie retoryki Kremla wobec Kijowa, prawdopodobnie jednak nie przyspieszy rozwiązania problemu Donbasu – do tego potrzebne będą poważne ustępstwa obu stron.