Dlaczego tak trudno jest utworzyć rząd w Niemczech?

29.11.2017 – Leo Mausbach

Niemieckie wybory odbyły się 24 września, ale wciąż nie wiemy na pewno, jak będzie wyglądał następny rząd federalny. Na razie poprzedni rząd składający się z chrześcijańsko-demokratycznych partii-sióstr CDU/CSU i socjaldemokratycznej SPD działa bez mandatu parlamentarnego.

Miesiące wstępnych negocjacji dotyczących utworzenia tak zwanej koalicji „Jamajka” złożonej z chrześcijańskich demokratów, wolnorynkowego FDP i lewicowych Zielonych zakończyły się fiaskiem. Po rozmowach o możliwych ponownych wyborach oczekuje się obecnie trudnych negocjacji nad odnowioną „wielką koalicją”. Niemiecki system polityczny jest bardzo zorientowany na konsensus, a koalicja socjaldemokratów i chrześcijańskich demokratów działała (i działa) płynnie. Dlaczego zatem tak trudno jest utworzyć rząd?

Paradoksalna odpowiedź brzmi: właśnie z tego powodu. Różnice między CDU/CSU, SPD, Zielonymi i FDP w Niemczech stały się tak rozmyte, że partie pragną wzajemnego odgraniczenia, co utrudnia stworzenie koalicji. Zasadniczo istnieją trzy powody, dla których różnice pomiędzy głównymi partiami politycznymi stały się tak nieznośnie niedostrzegalne.

Po pierwsze, niemiecki system federalny często wymaga uzyskania zgody większości rządów krajów związkowych w Bundesracie, drugiej izbie parlamentu, podobnej do Rady Ministrów Unii Europejskiej. Od lat 90. ubiegłego wieku, z powodu rozdrobnienia sceny partyjnej, koalicje na poziomie federalnym stają się coraz bardziej zróżnicowane. Dlatego też rządząca koalicja często nie miała większości w Bundesracie, co zmusza rząd federalny do znalezienia ponadpartyjnych kompromisów.

Po drugie, Angela Merkel, która jest kanclerzem Niemiec od 2005 roku, ma tendencję do przyjmowania popularnych stanowisk politycznych opozycji. Jej partia podąża za nią, ponieważ ten oportunizm pozwolił chrześcijańskim demokratom pozostać na stanowisku przez ponad dziesięć lat, bez widoku na koniec ich rządów. Lekko schizofreniczne rozumowanie brzmi: jeśli nasza pozycja nie może wygrać, to przynajmniej my powinniśmy wdrożyć politykę, którą krytykujemy, dzięki czemu jesteśmy w stanie złagodzić jej negatywne skutki. Pierwszym z dwóch podręcznikowych przykładów jest stopniowe wycofywanie energii jądrowej, wywalczone przez Partię Zielonych w 2000 r., zniesioną przez rząd Merkel w 2010 r., ale ostatecznie przywróconą w 2011 r., wkrótce po katastrofie nuklearnej w Fukushimie, która zwróciła większość Niemców przeciwko energii atomowej . Drugim przykładem było wprowadzenie płacy minimalnej, głównego żądania socjaldemokratów, przez długi czas ostro zwalczanego przez chrześcijańskich demokratów, dopóki Merkel nie zmieniła zdania w 2014 r. Jest to zgodne z praktyką Merkel, która unika zajęcia stanowiska w toczących się debatach politycznych i ostatecznie przyjmuje stanowisko przewidywanego zwycięzcy.

Istniały dwa główne wyjątki od tej reguły, a powody były intensywnie dyskutowane między zwolennikami Angeli Merkel i jej krytykami. Czy po prostu postępowała zgodnie ze swoimi osobistymi przekonaniami? A może uległa presji opublikowanej opinii? Te dwa wyjątki, kryzys w strefie euro i kryzys związany z uchodźcami, prowadzą nas do trzeciej przyczyny dzisiejszych trudności z utworzeniem rządu. Decyzja o „ratowaniu” Grecji pieniędzmi niemieckiego podatnika była początkiem partii „Alternatywa dla Niemiec” (AfD), skierowanej przeciwko polityce Merkel, którą ona określiła jako „bez alternatywy”. Merkel twierdziła: „Jeśli euro upadnie, upadnie i Europa”, czyniąc z tej pomocy moralną decyzję i zwierająca  za sobą szeregi. Jeśli Niemcy nie zapłacą za Grecję, Niemcy znów będą winni europejskiej katastrofy. Zakwestionowanie tej polityki byłoby zadaniem liberalnej FDP, ale partia była częścią rządu i podlegała silnej presji ze strony koalicjanta oraz krajowej i międzynarodowej opinii publicznej. Oskarżenia o lobbowanie, słaby skład ministrów i zła reputacja pozbawionej zasad „Umfallerpartei” („partia poddająca się”) doprowadziły do ​​traumatycznego wyjścia partii z Bundestagu w 2013 r. Kryzys uchodźców z 2015 r. stworzył przestrzeń dla dalszego wzmocnienia i przesunięcia na prawo partii AfD. Ponownie, wysoce moralizowana debata publiczna, pełna historycznych odwołań do niemieckiej odpowiedzialności, sprawiła, że ​​krytyka stała się zadaniem trudnym. Ponadto Bundestag, bez FDP i AfD, nie miał prawicowej opozycji. To spowodowało, że Niemcy przeżywali wysoce polaryzujące debaty polityczne, z dużą liczbą wyborców, którzy nie czuli się reprezentowani przez parlament. FDP zawiodła lub nie była w stanie dotrzeć do tego elektoratu, który był teoretycznie częścią jej grupy docelowej. Teraz, po powrocie do parlamentu, partia musiała pokazać, że nie porzuci ona ponownie swoich zasad i nie przystąpi do koalicji z CDU i Partią Zielonych. Jak dotąd zerwanie rozmów zostało dobrze odebrane przez zwolenników partii: według „Frankfurter Allgemeinen Sonntagszeitung” partia zyskała 437 nowych członków tuż po tej decyzji.

Co to oznacza dla trwających negocjacji na temat przyszłego rządu niemieckiego? Nowe wybory nie zapewnią znacznie odmiennych rezultatów, ale mogą dodatkowo osłabić największe partie CDU/CSU i SPD. Socjaldemokraci nie są zainteresowani przystąpieniem do kolejnej koalicji z Merkel, która zostawiła SPD z najgorszym wynikiem od założenia Republiki Federalnej w 1949 r. Jednak prezydent Steinmeier (który wywodzi się z SPD) i większość komentatorów politycznych wywiera presję na socjaldemokratach, by nie zostawiać Niemiec bez rządu przez kolejne miesiące. Również francuski prezydent Emmanuel Macron oczekuje partnera, z którym w końcu będzie mógł realizować swoje ambitne plany reformy strefy euro. Czy zatem dalsza koalicja CDU/CSU i SPD będzie toksyczna dla niemieckiej demokracji? Czy ona doprowadzi do gwałtownego wzrostu poparcia dla radykalnej prawicy, jak w Austrii? Prawdopodobnie nie. Tak zwana „wielka koalicja” będzie znacznie mniejsza: w 2013 r. CDU/CSU i SPD posiadały 504 z 631 miejsc w parlamencie, podczas gdy w 2017 r. koalicja stanowi jedynie 353 z 709 miejsc. Z drugiej strony opozycja zyskała na sile, a ze względu na wejście AfD i powrót FDP jest znacznie bardziej zróżnicowana. Zadaniem FDP i jego charyzmatycznego szefa Christiana Lindnera będzie rywalizacja z AfD o rozczarowanych wyborców po prawej stronie. Może zerwanie rozmów z CDU kanclerz Merkel i partią Zielonych było sygnałem do startu.