Czy Jamajka ma szansę? Czyli koalicyjny poker po niemieckich wyborach federalnych


28.09.2017 – Leo Mausbach

Bilans ostatnich wyborów federalnych w Niemczech jest w zasadzie taki: dwóch przegranych i dwóch zwycięzców.

Zdobywając 32,9 proc., chadecka CDU Merkel formalnie wygrała wybory. Jednakże, tracąc 8,6 proc., chrześcijańscy demokraci zanotowali największy spadek poparcia wszystkich stron. Ich koalicjant, socjaldemokratyczna SPD spadł na rekordowo niski wynik 20,5 proc. Natomiast Alternatywa dla Niemiec (AfD) może czuć się z wynikiem 12,6 proc. jako zwycięzca. Po raz pierwszy prawicowi populiści weszli do Bundestagu, natychmiast jako największa spośród mniejszych partii. Bezpośrednio za nimi liberalna FDP powróciła do niemieckiej izby niższej, osiągając wynik 10,7 proc., po żenującym wylocie z parlamentu w ostatnich wyborach.

Wynik nie pozostawia wiele opcji dla składu przyszłego rządu. Arytmetycznie nie można utworzyć koalicji bez udziału CDU. Martin Schulz, szef socjaldemokratów wykluczył kontynuację wielkiej koalicji dwóch największych partii: CDU i SPD. Większość jego partii czuła się uwięziona we wspólnym rządzie przez głównego rywala, niezdolna do ataku, podczas gdy wszystkie sukcesy przypisywano Merkel.

Inna możliwa koalicja, nazywana Jamajką ze względu na kolory partii, przypominające flagę Jamajki: CDU wraz z jego siostrzaną partią CSU (obie czarne), partia Zielonych (barwy zielone, oczywiście) oraz FDP (żółta). Jednakże powstanie tego rządu może być z kilku powodów bardzo trudne. Wszystkie partie są pod bardzo wysoką presją, by pokazać swoim elektoratom, że są w stanie zrealizować główne cele, nawet w tak szerokiej koalicji. Oznaczałoby to, że Merkel będzie musiała zrównoważyć bardzo sprzeczne interesy wszystkich partii.

Bawarska CSU zapłaciła wysoką cenę za swoją ambiwalentną taktykę – ostro krytykowała politykę Merkel w sprawie uchodźców, ale jednocześnie w pełni popierała jej kampanię. W wyniku takiej polityki CSU osiągnęła w Bawarii najgorszy wynik od pierwszych wyborów federalnych w 1949 r. – zaledwie 38,8 proc. Partia, która rządzi Bawarią bezwzględną większością może stracić tę pozycję w przyszłorocznych wyborach landowych. Partia chce odzyskać wyborców dzięki bardziej prawicowym działaniom, co stawia ją w wyraźnej kontrze wobec lewicowo-liberalnych Zielonych.

Oni zaś składają się z dwóch frakcji: Realos, centryczne skrzydło oraz Fundis, lewicowe skrzydło. Ci ostatni nie są entuzjastycznie nastawieni do wspólnego rządzenia razem z CSU. Prawdopodobnie zobaczymy zderzenie obu stron ze względu na bardzo pozytywne stanowisko Zielonych wobec przyjmowania osób ubiegających się o azyl i ogólnie imigracji. Już po ostatnich wyborach partia zrezygnowała z utworzenia koalicji z CDU i CSU. Ponadto strona Zielonych wspiera zwiększone wydatki publiczne, niemiecką odpowiedzialność za długi innych krajów strefy euro i wysokie dotacje na odnawialne źródła energii. Spowoduje to trudne debaty z FDP, które opowiada się za dyscyplinę budżetową, a także cięcia podatków i dotacji.

FDP musi walczyć ze złą sławą jako Umfaller, czyli partia oportunistyczna, gotowa do poświęcenia wszelkich przekonań za udział we władzy. Jeśli chce utrzymać swoją nowo odzyskaną pozycję w Bundestagu, musi wykazać, że jest gotowa walczyć za własne przekonania, nawet jeśli oznaczałoby to pozostanie w opozycji. Lider partii, Christian Lindner już stłumił oczekiwania, że koalicja może być łatwo uformowana, a tym samym podniósł cenę za zgodę jego partii i polepszył jej pozycję w negocjacjach. Jackpotem dla FDP jest stanowisko Wolfganga Schäublego, niemieckiego ministra finansów. Schäuble, jeden z architektów zarządzania kryzysem finansowym przez UE, stałby się wtedy przewodniczącym parlamentu. FDP, reprezentująca jeszcze surowszą politykę finansową, niż Schäuble stałaby się przeszkodą dla pomysłów francuskiego prezydenta Macrona o wprowadzeniu reformy strefy euro. Według francuskiej gazety „Le Monde” Macron rzekomo powiedział w lipcu, że „jeśli ona wejdzie w koalicję z FDP, nie będę żył”.

To pokazuje, że jest jeszcze kolejna, niewidzialna strona negocjacyjna: Emmanuel Macron. We wtorek, tuż po wyborach federalnych przedstawił kompleksowy plan dalszej integracji Unii Europejskiej, w tym między innymi europejskiego ministra finansów, wspólnego budżetu strefy euro, zharmonizowanego europejskiego podatku biznesowego oraz europejskiego podatku od transakcji finansowych. Takie i inne postulaty francuskie będą musiały być częścią negocjacji w sprawie jakiejkolwiek niemieckiej umowy koalicyjnej.

Okazuje się więc, że w rezultacie nieoczekiwanym wynikiem trwających miesiącami negocjacji mogą być nowe wybory, a nawet kolejna wielka koalicja, bez względu na to, co teraz mówią socjaldemokraci. Jednak polityk CSU Karl-Theodor zu Guttenberg optymistycznie ocenia możliwość tego, że następny rząd niemiecki będzie jamajski: „Merkel jest mistrzem kompromisów”.