Czarny bilans osób zaginionych w Meksyku

Izabela Niedziałek

„Desaparecidos”, z hiszpańskiego osoby zaginione, to temat o którym nieustannie słychać w całej Ameryce Łacińskiej. Jest on szczególnie gorący w państwach, w których jest rozwinięty przemysł narkotykowy, m.in. w Meksyku. Właśnie w tym kraju zaginieni to najczęściej ofiary prowadzonej tam krwawej wojny narkotykowej.

Od kiedy w 2006 roku prezydent Felipe Calderón, przejmujący właśnie obowiązki głowy państwa, wypowiedział wojnę kartelom, liczba ofiar z roku na rok zwiększała się. Wysłanie regularnych oddziałów wojsk do meksykańskich stanów, w których działalność karteli była najbardziej rozwinięta miało odwrotny skutek niż pierwotnie zamierzony. Następstwa decyzji podjętej przez ówczesnego prezydenta są widoczne po dziś dzień. Niedługo minie 15 lat od wypowiedzenia wojny baronom narkotykowym, a tymczasem obserwuje się z przerażeniem, że zamiast zmniejszać się, przemysł narkotykowy prężnie się rozwija, czego efektem jest wzrost przemocy, przestępstw, ofiar śmiertelnych i osób zaginionych.

Problem, pomimo że jest szeroko dyskutowany, był do tej pory traktowany przez rząd meksykański jako temat tabu. Wszelkie sprawy dotyczące tej kwestii próbowano zamieść pod dywan. Brak było między innymi aktualnej, oficjalnej bazy danych, która gromadziłaby informacje o liczbie osób zaginionych, jedynie szacowano ile może ona wynosić. Pomimo wielu incydentów, takich jak głośna sprawa 43 studentów, którzy zniknęli bez śladu w 2014 roku i demonstracji organizowanych przez społeczeństwo meksykańskie domagające od władz reakcji na ten rodzaj przestępczości, nie zostawały podejmowane żadne działania, a rzeczywista liczba zaginionych pozostawała nieznana.

W kwietniu 2018 r. oficjalny rejestr zaprzestał gromadzenia danych dotyczących zaginięć. Oznacza to, że przez kilkanaście miesięcy nie było żadnych informacji na temat osób, które znikały bez wieści. Sytuacja uległa zmianie od momentu, kiedy wybory prezydenckie wygrał Andres Manuel López Obrador, z lewicowej Partii Odrodzenia Narodowego (MORENA), a jego administracja postanowiła uaktualnić dane. Przed aktualizacją bazy, oficjalne liczby dotyczące tej kwestii opublikowała Narodowa Komisja ds. Poszukiwania Osób Zaginionych i  pochodziły ze stycznia 2018 roku. Według nich od 2006 roku za zaginionych uważano 40 tysięcy obywateli Meksyku. Decyzją Lopeza Obradora uzupełniono brakujące dane. Podsekretarz ds. praw człowieka w ministerstwie spraw wewnętrznych, Alejandro Encinas, opublikował w pierwszym tygodniu nowego roku poprawione oficjalne liczby dotyczące osób zgłoszonych jako zaginione. Jak się okazało po aktualizacji informacji, szacowana liczba była znacznie zaniżona, ponieważ według nowych danych wynosi więcej niż 61 000, czyli o ponad 20 tysięcy więcej niż wstępnie zakładano. Liczba ta jest szokująca, ponieważ z jednej strony pokazuje skalę zaniedbania jeśli chodzi o statystyki, a z drugiej daje pełniejszy obraz rzeczywistej liczby osób poszkodowanych w związku z meksykańską wojną narkotykową.

Jak pokazuje raport osoby zaginione to w większości młodzi mężczyźni i kobiety oraz ich rodziny. Trzy czwarte z 61 tysięcy zaginionych to mężczyźni, większość od 15 do 39 roku życia. Zaginionych kobiet ponad jedna trzecia i w większości są to dziewczęta w wieku od 10 do 19 lat. Innym z niepokojących aspektów, jakie pokazują liczby, jest to, że rok 2019 i bezpośrednio poprzedzające trzy lata były najgorsze pod względem zaginionych osób. Tylko w ciągu czterech lat zniknęło ich ponad 22 000. Zaginieni to w głównej mierze ofiary wojny, jednak zaznacza się, że są to także obywatele związani z innymi działalnościami przestępczymi. Bardzo znaczny odsetek osób zaginionych było związanych z instytucjami lub agencjami państwowymi, szczególnie na poziomie lokalnym.

Raport został sporządzony w oparciu o dane zebrane od prokuratur stanowych i różnych baz danych dostępnych w państwie. Liczba, która uwzględnia przypadki zgłoszone w latach 2006-2019, jest o 54% wyższa w porównaniu do poprzednich obliczeń, jednak już w tym momencie wiadomo, że będzie jeszcze wyższa. Cały czas brakuje danych z kilkunastu stanów, przynajmniej dziesięć z nich jest nadal w „procesie dostarczania informacji”, około dwudziestu, jak tłumacza władze, „kontynuuje aktualizowanie informacji i/lub przeglądanie informacji historycznych”.

Oprócz kontrowersji związanych z niedostarczeniem niezbędnych danych przez niektórych prokuratorów stanowych, krytyka spłynęła na twórców raportu również z organizacji Data Civica, zajmującej się gromadzeniem danych, służących ochronie praw człowieka, która ściśle śledzi proces tworzenia rejestru osób zaginionych i mapowania tajnych grobów w całym kraju. Organizacja zarzuca brak wyjaśnień rządu dotyczących metodologii stosowanej w obliczeniach.

Pomimo, że jak głośno się mówi, raport opublikowany przez podsekretarza Encinasa ma wiele wad i brakujących informacji, jest pierwszą konkretną próbą poznania skali problemu i krokiem ku polepszeniu sytuacji.