Covid-19 a potrzeba nowej umowy społecznej

dr Andreana Baeva-Motusic, Prezes European Business Association

Andreana Baeva-Motusic podczas Forum Ekonomicznego w 2018 roku.

Cała moja rodzina zachorowała na Covid-19, obecną sytuację postrzegałam więc przez jego pryzmat. Niniejszy tekst jest zatem subiektywną i osobistą refleksją. Nasze doświadczenie związane z koronawirusem było bardzo trudne, wręcz traumatyczne, mimo że nie byliśmy hospitalizowani. Mieliśmy liczne objawy, takie jak uporczywe bóle w klatce piersiowej, duszność, gorączkę, dreszcze, bóle stawów i mięśni, ból gardła, mdłości, zawroty głowy i bóle nerek, a przez całe dwa miesiące byliśmy przykuci do łóżka. Zachorowaliśmy podczas pierwszej fali w Wielkiej Brytanii, a ze względu na nasz wiek oraz fakt, że nie mieliśmy problemów z oddychaniem i brak miejsc w szpitalu, zdiagnozowano nas telefonicznie jako nie nagłe przypadki. Oznaczało to, że pozostawiono nas samych w domu, bez żadnej pomocy medycznej, musieliśmy sami się zająć sobą i naszymi dziećmi. Wiele procedur i oczekiwań, które wcześniej uważaliśmy za oczywiste, okazało się nierzetelnych i mniej pewnych, niż nam się wydawało. Czego nauczyliśmy się w ciągu dwóch miesięcy, kiedy utknęliśmy w łóżku, próbując zarówno diagnozować, jak i leczyć się samemu, z trudem wykonując nawet podstawowe codzienne czynności?

Nauczyliśmy się, że w nowych sytuacjach informacje podawane oficjalnie nie są ani wystarczające, ani wiarygodne. Brak wcześniejszej wiedzy i badań nad Covid-19 oznacza, że eksperci znajdują się w tej samej sytuacji, co ogół społeczeństwa: nie posiadają pełnych i wiarygodnych informacji o tym, co się dzieje i czego można się spodziewać. Personel medyczny, z którym rozmawialiśmy przez telefon, nie mógł nam zbytnio pomóc w diagnostyce czy leczeniu. Niewiele wiedzieli o przebiegu choroby i nie przeprowadzali żadnych badań w trybie pilnym. Antybiotyki były nam przepisywane przez telefon, na zasadzie „na wszelki wypadek”, i to była jedyna pomoc medyczna, jaką otrzymaliśmy. Dodatkowo, brakowało nam informacji o tym, co dokładnie oznaczają nasze objawy i czego można się spodziewać. Ponieważ mój mąż ma bardziej “techniczny” sposób myślenia i lubi stosować się do konkretnych wytycznych i procedur przy ocenie sytuacji, całe to doświadczenie było dla niego niezwykle trudne. Lekarze nie mogli pomóc, nauka nie była w stanie określić, co dokładnie się dzieje, a administracja państwowa nie była w stanie zapewnić godnych zaufania rozwiązań. Bardziej intuicyjny sposób podejścia do sytuacji okazał się lepszy w radzeniu sobie z kryzysem, a my nauczyliśmy się, że szybkość działania, ale i pewna doza opanowania, jest tym, co sprawdza się w sytuacjach kryzysowych.

Musieliśmy po prostu zaufać naszej ocenie sytuacji, mimo że czasami była ona sprzeczna z informacjami, które podawały media i oficjalne źródła publiczne.

Infekcję złapaliśmy od naszej młodszej córki, chociaż wiele oficjalnych źródeł twierdziło, że jest to bardzo mało prawdopodobne, ponieważ do tej pory uważano, że dzieci nie mają silnych objawów ani nie zarażają. Córka chorowała przez 4 tygodnie. Opiekując się nią, nie nazwałbym jej choroby „lekką”, chociaż rząd brytyjski klasyfikuje ją jako taką, ponieważ nie trafiła do szpitala. Objawy wciąż powracały bez konkretnego schematu przez większość z tych 4 tygodni. Mniej więcej w drugim tygodniu choroby naszej córki zachorował również mój mąż. Znowu choroba miała nieregularny przebieg: przez kilka dni możesz czuć się prawie zdrowy, a potem następuje nawrót choroby.

W niektórych przypadkach wpływ Covid-19 na psychikę jest podobny raczej do choroby przewlekłej niż do wirusa, i to był prawdopodobnie najgorszy aspekt tej sytuacji.

Według oficjalnych źródeł, przebieg choroby w większości przypadkach wynosi około dwóch tygodni. Na początku drugiego tygodnia może dojść do ustąpienia choroby. Wtedy sytuacja powinna ulec poprawie. Brak oficjalnych informacji o przypadkach z przedłużającymi się objawami, takimi jak nasz, sprawił, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy są inne osoby, które przechodzą przez to samo. Czy podobne informacje byłyby publikowane przez oficjalne źródła? Po około półtora miesiąca od zakażenia, pojawiła się informacja, że było wiele przypadków, kiedy ludzie byli chorzy przez dłuższy czas. Nie pochodziły one ze źródeł rządowych ani z Narodowej Służby Zdrowia, ale od osób, które dzieliły się swoimi doświadczeniami na forach i w grupach internetowych. Dzięki temu zaobserwowaliśmy, że:

W nowych sytuacjach informacje przekazywane bezpośrednio przez społeczeństwo mogą być bardziej wiarygodne niż te pochodzące z oficjalnych źródeł, oczywiście jeżeli będziemy czujni przy wyborze źródeł, szczególnie internetowych. Jestem świadoma wszystkich fake newsów obecnych w Internecie, a także wszystkich teorii spiskowych, które są tam rozpowszechniane. Przede wszystkim trzeba być czujnym i odwiedzać tylko zaufane strony, weryfikować informacje korzystając z wielu źródeł. Jednak osoby potrafiące mądrze korzystać z mediów mają duże szanse na uzyskanie odpowiednich informacji ze względu na ogromną liczbę osób dzielących się informacjami w sieci oraz charakter forów internetowych, które mogą same w pewnym stopniu się sprawdzać poprzez spontaniczną wzajemną weryfikację. Nie oznacza to, że oficjalne źródła nie są dokładne. W dłuższej perspektywie czasowej mają one oczywiście większą wartość i ogromne znaczenie w identyfikowaniu i rozwiązywaniu wyzwań publicznych. Jednak ze względu na odpowiedzialność i wpływ, jaki mają one na społeczeństwo, potrzeba trochę czasu, aby stworzyć coś sensownego, co zostało zweryfikowane i potwierdzone przez wiele źródeł. W przeciwieństwie do tego, osobiste doświadczenia, ale także internetowe recenzje i komentarze są dostępne szybciej niż te opublikowane w czasopismach naukowych. Nauka jest dość powolnym narzędziem, a jak już powiedziano, w czasach kryzysu szybkość ma kluczowe znaczenie.

Pochodzę z kraju byłego bloku komunistycznego, w którym zdobywanie faktów było głównym celem systemu edukacyjnego. Od tego czasu studiowałam i pracowałam z sektorami edukacji w wielu krajach (większość krajów UE i USA). Rozwój umiejętności miękkich pozostaje produktem “ubocznym” każdego z systemów edukacyjnych, z którymi pracowałam. Ograniczają one się głównie do rozwoju współpracy poprzez pracę zespołową, oraz umiejętności prezentacyjnych poprzez wystąpienia publiczne.  Znajdujemy się na progu bezprecedensowej automatyzacji i cyfryzacji, procesów, które są przyspieszane przez obecną blokadę, a umiejętności uznane za najbardziej potrzebne w przyszłości to kreatywność, przywództwo, umiejętności interpersonalne, inteligencja emocjonalna, rozwiązywanie problemów, podejmowanie decyzji, elastyczność poznawcza, negocjacje itp. Obecny kryzys wskazuje również na ocenę i planowanie ryzyka oraz zarządzanie kryzysowe jako kluczowe dla radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, nawet na poziomie osobistym. Tradycyjne systemy edukacyjne nie rozwijają wyżej wymienionych umiejętności miękkich, są nawet zaprojektowane tak, aby je tłumić. Naturalną kreatywność dzieci zniechęcają uniwersalne zadania i testy, ich próby przywódcze są krytykowane jako nieprzyjazne i zakłócające pracę zespołową, podejmowanie decyzji pozostawia się nauczycielom, a ci, którzy są w stanie najlepiej dostosować się do ich oczekiwań, są nagradzani pochwałami i wyższymi ocenami. W zarządzaniu kryzysowym chodzi ostatecznie o inteligencję emocjonalną i zdolność do radzenia sobie ze stresem, jednak nasze dzieci są coraz bardziej zestresowane i introwertyczne, zamknięte w bliskich relacjach rodzinnych, nie potrafią dostrzec całościowego obrazu sytuacji. Ten obecny kryzys zamyka nas jeszcze bardziej w naszych rodzinach, ale może być szansą na rozwój nowych umiejętności, jeśli podejdziemy do tego w sposób aktywny na poziomie społecznym.

Jeżeli systemy edukacyjne nie przystosują się do wyzwań, jakim stawiamy czoła jako społeczeństwo czy jako rodzina, wtedy jako jednostki będziemy musieli się zastanowić nad alternatywnymi sposobami na edukację naszych dzieci. Uniwersalny system edukacji nie jest darmowy. Jest opłacany z podatków, powinien zatem służyć kilku ważnym celom. Jednym z nich jest stworzenie poczucia wspólnoty, które wymusza zawarcie umowy społecznej wspieranej przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Innym jest przygotowanie dzieci do wejścia na rynek pracy, tak aby mogły wnieść swój wkład w życie społeczne, jednocześnie zarabiając na życie. Jednak trzecim i najważniejszym dla mnie, jako rodzica, jest przyczynianie się do dobrobytu i szczęścia dzieci. Jeśli tradycyjne szkoły nie spełnią swoich celów, ich wartość może spaść w oczach wielu rodziców, a nowa umowa społeczna może stać się konieczna. Większość z nas prowadzi obecnie domową edukację. Istnieją pozytywne i negatywne strony tego doświadczenia, ale my jako rodzice zaczynamy dostrzegać, że istnieją alternatywy dla systemu państwowego. Liczba dzieci uczących się w domu będzie prawdopodobnie wyższa po zakończeniu blokady aż powrót do szkoły stanie się bezpieczny. Moje dzieci wielokrotnie prosiły mnie, abym je uczyła w domu, do tej pory jednak odrzucałam ten pomysł. Zaczynam jednak uznawać tę opcję za coraz bardziej atrakcyjną, ponieważ uważam, że uniwersalne podejście do edukacji jest użyteczne w osiąganiu umiejętności czytania i pisania, ale nieskuteczne w osiąganiu głębi wiedzy fachowej i myślenia. Władze odpowiedzialne za oświatę muszą przygotować się do zapewnienia większej elastyczności w zakresie włączania edukacji domowej do tradycyjnych form kształcenia. Pozytywne aspekty tradycyjnej szkoły, takie jak zapewnienie środowiska społecznego, stymulowanie nauki poprzez konkurencję i zmniejszenie stresu rodziców pracujących, powinny być połączone z bardziej zindywidualizowaną nauką, która jest możliwa dzięki edukacji domowej i indywidualnej pracy uczniów.

Kryzysy uczą nas również nowych umiejętności. Nasza starsza córka przeszła chorobę w najlżejszej formie. Była chora przez kilka dni i prawie natychmiast wyzdrowiała. Bardzo szybko musiała stać się samodzielna. Z powodu choroby nie było mamy, która pomagała jej w odrabianiu zadań domowych, ani taty, który gotowałby obiad. Musiała zająć się swoją młodszą siostrą. Nauczyła się też gotować. Wraz z mężem na zmianę zajmowaliśmy się dziećmi, ale zazwyczaj trwało to kilka godzin dziennie. Przez resztę czasu były zdane na siebie. Musiały robić wszystko same – ubierać się, jeść, sprzątać, organizować swoje dni (duży kontrast w stosunku do wcześniej zaplanowanych, pełnych zajęć dni, do których przyzwyczaiło się ich pokolenie) i zarządzać swoim czasem. Nie mogę powiedzieć, że wszystko funkcjonowało sprawnie. Wszędzie było sporo kłótni i bałaganu, ale to doświadczenie sprawiło, że dzieci nie wzięły zdrowia i życia za pewnik. Zmusiło je również do samodzielnego osiągania rzeczy, które dawały im pewność siebie.

Prawa kobiet są nadal bardzo delikatną sprawą. Widzimy to bardzo wyraźnie teraz, gdy szkoły są zamykane, wydarzenia odwoływane, a gospodarka w rozsypce. Institute for Fiscal Studies (IFS) i UCL Institute of Education (IOE)[1] przeprowadziły badania na 3,500 rodzin w Wielkiej Brytanii. Jak można było się spodziewać, okazało się, że w domach, gdzie pracują oboje rodzice, kobiety wykonują więcej obowiązków i spędzają więcej czasu z dziećmi. Co więcej, okazało się, że od lutego więcej matek niż ojców porzuciło pracę zarobkową, a wśród rodziców, którzy nadal pracują zarobkowo, matki zaobserwowały większą proporcjonalną redukcję godzin pracy niż ojcowie. W ubiegłym wieku kobiety stopniowo zdobywały więcej praw i zaczęły w równym stopniu uczestniczyć w rynku pracy, ale prawa te „kupowano” poprzez zakup usług (sprzątanie, opieka nad dziećmi, zajęcia pozaszkolne), które obecnie są niedostępne. Dodatkowo, kobiety świadczą więcej “bezpłatnych usług” dla swoich rodzin, takich jak zawożenie dzieci na zajęcia, pomoc przy pracach domowych, pranie i sprzątanie. Kobiety, które są zatrudnione, muszą godzić opiekę nad dziećmi z pracą zawodową, co niestety doprowadziło już wiele z nich do zawieszenia kariery zawodowej. W obliczu poważnej recesji na horyzoncie, te miejsca pracy prawdopodobnie nigdy nie zostaną wznowione. Nie jest jasne, dlaczego do dziś uważa się, że kobiety lepiej czują się w domu, a gorzej na rynku pracy. Dlaczego mamy kwalifikacje do nauczania naszych dzieci w domu, ale nie zasługujemy na wynagrodzenie równe wynagrodzeniu synów, których wykształciłyśmy i wychowałyśmy? W jaki sposób jesteśmy w stanie radzić sobie z kryzysami rodzinnymi, zarządzać relacjami rodzinnymi, wychowywać dzieci, jednak zawsze zakłada się, że te kluczowe czynności nie zasługują na wynagrodzenie albo że zasługujemy na niższe wynagrodzenie w porównaniu z mężczyznami? Nadszedł decydujący czas, aby państwa zaczęły rozważać kwestię powszechnego dochodu dla swoich obywateli, a pierwszym krokiem w tym kierunku jest zapewnienie powszechnego dochodu rodzicom pozostającym w domu, którzy są filarem każdego społeczeństwa. Nawet bez epidemii, setki tysięcy miejsc pracy miały zostać zlikwidowane na rzecz automatyzacji. Zamiast sztucznie je utrzymywać, musimy płacić za pracę, która jest wykonywana i zawsze będzie musiała być wykonywana w naszych rodzinach.

Nie jestem ekspertem w kwestiach dotyczących przemocy w rodzinie, ale jest oczywiste, że pobyt w domu nie jest bezpieczny dla ofiar przemocy domowej. To przerażające, że środki, które zostały wprowadzone w celu ochrony ludzi przed zakażeniem, jednocześnie zwiększają zagrożenie dla wielu kobiet i dzieci. Kluczowe znaczenie dla ochrony ofiar przemocy domowej mają programy socjalne zapewniające bezpieczne schronienie, ale również usługi wspierające, takie jak doradztwo i edukacja, a ich finansowanie jest równie ważne dla gospodarki, jak i wsparcie dla przedsiębiorstw.

Nie można jednak spocząć na laurach. Stwierdziłam, że to powiedzenie jest trafne zarówno na poziomie osobistym, jak i społecznym. Tak jak zdobywanie nowych umiejętności i uczenie się przez całe życie ma kluczowe znaczenie dla dobrobytu gospodarczego, ale także dla osobistego rozwoju jednostek, tak samo kraje muszą okresowo zmieniać swoje systemy polityczne i gospodarcze. Proces taki musi być zinstytucjonalizowany i prowadzony w ramach dialogu publicznego, w którym powinna uczestniczyć szersza koalicja obywateli, aby ocenić, co dobrze funkcjonuje, co należy poprawić i jak należy dzielić się zasobami publicznymi. Bezpieczne i demokratyczne wykorzystanie tych narzędzi umożliwia technologia, która powinna być stosowana. Masowy udział społeczeństwa w forach internetowych i dyskusjach wskazuje, że nie staje się ono apolityczne, ale że jego zaangażowanie w tradycyjne podejmowanie decyzji jest zablokowane, a przynajmniej nie tak otwarte, jak powinno i mogłoby być. Ponieważ obecny kryzys społeczny i gospodarczy ma bezpośredni wpływ na dobrobyt obywateli, może on łatwo przekształcić się również w kryzys polityczny, chyba że opinia publiczna będzie w coraz większym stopniu słuchać i angażować się w proces decyzyjny. Priorytety rządów związane z wydatkami publicznymi powinny opierać się głównie na preferencjach obywateli, aby uniknąć niepokojów i załamania umowy społecznej utrzymującej nasze społeczeństwa razem.

Pod względem gospodarczym obecny kryzys ujawnił szereg niedociągnięć i zależności w gospodarkach europejskich. Mieszkam w Londynie, więc bezpośrednie obserwacje pochodzą stąd, ale wydają się dotyczyć większości gospodarek państw UE. Tutaj, w jednym z największych i najbogatszych miast świata, w XXI wieku trudno było znaleźć towary takie jak papier toaletowy, mąka, rękawiczki ochronne, maski na twarz, a nawet paracetamol. Nasze gospodarki stały się tak zależne od importu, a w przypadku Wielkiej Brytanii od zarządzania zapasami w systemie just-in-time, że brakuje nam możliwości wytwarzania własnych prostych produktów. Dwa lata temu, kiedy ostatni zakład produkujący paracetamol w Europie, Rhodia, zamknął swoją działalność z powodu zwiększonej konkurencji ze strony Chin i Indii, wieść o tym przeszła prawie niezauważona[2].  Teraz wszyscy jesteśmy zszokowani niemożnością pozyskania surowych składników leków generycznych, takich jak paracetamol. W doskonałym świecie siły rynkowe zapewnią obywatelom dobrobyt. W niedoskonałym świecie, epidemie i wojny blokują produkcję i utrudniają transport, rządy udzielają dotacji i wyrzucają tanie produkty, a niedostatek gospodarczy prowadzi do niepokojów. Przywódcy europejscy muszą pracować nad udoskonaleniem świata i redukcją jego wad poprzez zapewnianie pomocy gospodarczej i wsparcia dla zasad demokracji. Nie ma potrzeby polegać na importowanym paracetamolu, a z pewnością kraj, który może wyprodukować Rolls-Royce’a, powinien mieć możliwość wyprodukowania maski ochronnej na twarz. Produkcja surowych składników leków generycznych nie jest działalnością charytatywną – jest to bardzo dochodowy sektor. Zawodząc nasze przedsiębiorstwa, zawodzimy również naszych obywateli, tracąc przy tym pieniądze. Korzyści dla kilku dużych korporacji nie mogą i nie powinny przewyższać korzyści dla społeczeństwa. Musimy odmłodzić lokalną produkcję i współpracować z krajami, którym ufamy. Jestem za międzynarodową współpracą i handlem, ale wzajemne zaufanie jest podstawą każdej relacji osobistej i biznesowej. W tym kryzysie jest bardzo jasne, kim są nasi przyjaciele, a wbrew pozorom nie są oni tak daleko.

Wreszcie, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przeraziły mnie warunki, w jakich muszą pracować lekarze i cały personel medyczny. Ratownicy, z którymi się spotkałam, nosili zwykłe papierowe maski i zwykłą plastikową osłonę na ubraniu, która przypominała plastikową torbę z otworem na głowę. Nie mogę uwierzyć, że stanowiło to dla nich jakąkolwiek ochronę. Nie mogę również uwierzyć, że tak zaawansowany kraj jak Wielka Brytania nie może poradzić sobie lepiej. Obecny kryzys ma nierównomiernie duży wpływ społeczny na ludzi, którzy już i tak byli w niekorzystnej sytuacji. Zbiera on również większe żniwo wśród pracowników, którzy na co dzień narażają swoje zdrowie, podczas gdy ludzie, którzy mogą pracować w domu, są stosunkowo chronieni. Aby zachować umowę społeczną w naszych społeczeństwach i nadal polegać na usługach świadczonych przez kluczowych w takich sytuacjach pracowników, musimy zadbać o dobro tych grup. Presja na system opieki zdrowotnej wzrośnie dopiero w przyszłości, gdy powrócą rutynowe operacje i zabiegi, gdy ludzie dotknięci skutkami społecznymi zaczną domagać się pomocy emocjonalnej i gdy pojawią się nowe wirusy. Walka ze skutkami Covid-19 jest procesem długotrwałym. Nie możemy sobie pozwolić na to, by zbytnio eksploatować naszych kluczowych pracowników, ale także całe nasze społeczeństwa, zanim rozpocznie się prawdziwa walka.

Podsumowując, do kryzysów należy podchodzić w sposób planowy poprzez tworzenie i instytucjonalizację szerokich platform, które umożliwiają gromadzenie informacji, ale także zaangażowanie w proces decyzyjny znacznej liczby osób z ogółu społeczeństwa. Delokalizacja zasobów i reorganizacja życia codziennego nie może odbywać się bez konsultacji z osobami, które te zasoby udostępniają i na których życie decyzje te wpływają. Konsultacje takie, realizowane w sposób otwarty, autentyczny i bez uprzedzeń, mogłyby wzmocnić niszczejące fundamenty demokracji poprzez wprowadzenie bardziej akceptowanych i istotnych zasad wcześniejszej umowy społecznej. Powodzenie takiego podejścia jest uwarunkowane istnieniem dobrze wykształconych i zdrowych obywateli, podczas gdy edukacja i usługi zdrowotne są tradycyjnie jednym z głównych atutów gospodarek europejskich. Europejskie uniwersytety, ośrodki badawcze i medyczne, przedsiębiorstwa informatyczne i firmy farmaceutyczne powinny stać się siłą napędową dobrobytu mieszkańców i gospodarki kontynentu.

 

[1] Andrew, Alison, Cattan, Sarah, Costa Dias, Monica, Farquharson, Christine, Kraftman, Lucy, Krutikova, SonyaPhimister, Angus and Almudena Sevilla. “How are mothers and fathers balancing work and family under lockdown?”, 27 May 2020, available online at:  https://www.ifs.org.uk/publications/14860

[2] Macdonald, Gareth. “Europe’s last paracetamol plant closes doors,” available online at https://www.outsourcing-pharma.com/Article/2009/01/06/Europe-s-last-paracetamol-plant-closes-its-doors

 

Działanie sfinansowane ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO.