Cicha wojna gazowa

Jerzy Marek Nowakowski

W cieniu innych wydarzeń w dniach 26 – 27 lutego odbyła się wizyta premiera Armenii w Iranie oraz tylko nieco głośniej komentowana wizyta premiera Izraela w Moskwie. W obu wypadkach padły deklaracje, które mogą (choć nie muszą) zwiastować nowe tendencje w polityce regionu Środkowego Wschodu.

Nikol Paszynian wybrał się w długo zapowiadaną podróż do Iranu, wkrótce po konferencji warszawskiej, podczas której USA zadeklarowały zaostrzenie swojej polityki wobec Teheranu. Lider ormiańskiej „aksamitnej rewolucji” znajduje się w bardzo trudnym położeniu. Entuzjazm społeczny, który wyniósł go do władzy w ubiegłym roku zaczyna przygasać. Mieszkańcy Armenii oczekują zmian i poprawy sytuacji ekonomicznej. Tymczasem kraj obciążony konfliktem w Górskim Karabachu i głębokim uzależnieniem od Rosji, odizolowany zamkniętymi granicami z Turcją i Azerbejdżanem, ma bardzo ograniczone możliwości przyspieszenia ekonomicznego i pozyskania inwestycji. Programy pomocowe Unii Europejskiej na rozwój infrastruktury są najskromniejsze spośród państw Partnerstwa Wschodniego, a USA deklarując – podczas wizyty doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA – Johna Boltona – możliwość sprzedaży broni dla Armenii, jednocześnie zabiegają głównie o to, by Erywań ochłodził swoje relacje z Iranem.

Umowa o zniesieniu sankcji wobec Iranu po porozumieniu nuklearnym z 2015 roku została powitana w Armenii z entuzjazmem. Ormianie sądzili, że ich kraj stanie się jedną z bram dla inwestorów zainteresowanych rynkiem irańskim a jednocześnie pogłębienie współpracy z sąsiadem z południa pozwoli zmniejszyć zależność Armenii od Rosji.

Z Teheranem Armenię łączą od lat bardzo przyjazne relacje. Wspólnota ormiańska w Iranie jest wręcz faworyzowana przez tamtejsze władze. Dobre traktowanie Kościoła Apostolskiego stanowi dla władz w Teheranie wygodny przykład, że nie ma problemów w relacjach pomiędzy szyickim islamem a chrześcijaństwem. Armenia jest jednym z ulubionych kierunków turystycznych Irańczyków, a stworzona wokół granicznego Meghri wolna strefa ekonomiczna miała sprzyjać wychodzeniu irańskiej gospodarki przez Armenię i porty czarnomorskie Gruzji do Europy. Gazociąg z Iranu do Armenii i zbudowana tam niewielka elektrownia gazowa miały z kolei stanowić dobry przykład i zachętę dla państw postsowieckich by poprzez współpracę energetyczną z Iranem uniezależniały się od Rosji. I wreszcie Iran odgrywał w regionie Kaukazu Południowego rolę dyskretnego partnera Chin, które – podobnie jak w Azji Środkowej – dążą do ograniczenia dominacji rosyjskiej nad obszarami mającymi stanowić pole chińskiej ekspansji ekonomicznej i dogodny korytarz transportowy do Europy.

Warto wspomnieć i o tym, że Górski Karabach będący nieuznawanym państwem, a graniczący z Iranem i Armenią, stanowi z kolei wymarzony kanał przemytu wszelkiego rodzaju kontrabandy, w tym: broni, narkotyków i objętych różnymi embargami technologii.

Armenia jest dla Iranu partnerem dużo wygodniejszym niż Azerbejdżan, bo przecież Persowie mają większą część historycznego Azerbejdżanu u siebie, podobnie jak większość Azerów, których traktują nie jako odrębny naród ale pewną wspólnotę etniczną. Baku i Teheran oczywiście współpracują, ale z wzajemną i niezbyt skrywaną niechęcią.

Współpraca z Armenią była jednak hamowana i ograniczana przez Rosję. Mimo atrakcyjnych cen (znacząco niższych niż rosyjskie) irański gaz nie popłynął w znaczniejszych ilościach do Armenii, w wyniku wyraźnych nacisków z Moskwy. Gazociąg z Iranu szybko znalazł się w rękach Gazpromu, a elektrownia zbudowana przez Irańczyków wysyła prąd…. do Iranu. Poprzednie władze Armenii na kolejne oferty przedłużenia gazociągu i doprowadzenia go do Gruzji, a być może i na Ukrainę, odpowiadały, że potrzebne są w tej materii rozmowy „ze wszystkimi zainteresowanymi stronami”. Co było dyplomatycznym wskazaniem, że „my chętnie, ale musicie mieć zgodę Rosji”. Podczas wspomnianej wizyty Paszyniana, po raz pierwszy takie zastrzeżenie nie padło. Rzecz jasna może to być próba wywarcia nacisku na Gazprom. Jak się jednak wydaje – raczej jest to działanie obliczone na „obejście” rosyjskiej dominacji w sektorze energetycznym. O tyle trudne do zakwestionowania przez Moskwę, że odbywa się wbrew żądaniom USA włączenia się Armenii do blokady Iranu.

Rosji będzie również trudno wywierać naciski na Iran. Wizyta premiera Izraela, wyjątkowo fetowanego w Moskwie, doprowadziła bowiem do uzgodnień mających ułatwić władzom w Jerozolimie likwidację placówek irańskich na terenie Syrii. Dotychczas chronionych przez Rosjan. Moskwa ma wobec tego dość słabe argumenty by żądać od Teheranu powstrzymania się od bardziej aktywnej polityki w regionie Kaukazu.

O ile projekt doprowadzenia irańskich gazociągów do wybrzeży Morza Czarnego w Gruzji (via Armenia) się powiedzie, to zakwestionuje to zarówno rosyjską dominację energetyczną na Kaukazie Południowym (i tak podważaną przez Azerbejdżan) jak przede wszystkim otworzy nowe możliwości gry dla Iranu, który może okazać się atrakcyjnym partnerem dla Ukrainy i przyszłościowo dla Europy.