Charyzmatyczny, błyskotliwy i bezkompromisowy patriota czy oportunistyczny kłamczuch? Kim jest nowy szef brytyjskiego rządu?

Tomasz Dzbeński

Boris Johnson. Mop head (głowa mopa, jak nazywają go przeciwnicy). Błyskotliwy dyskutant z oxfordzkiego towarzystwa dyskusyjnego Oxford Union. Birbant z elitarnego imprezowego Bullingdon Club. Jaka jest jego prawdziwa twarz? Co wniesie nowego do brytyjskiej polityki i jak poradzi sobie z Brexitem?

Źródło: PAP

Torys celebryta

W wyborach wewnątrzpartyjnych Johnson w cuglach pokonał swojego kontrkandydata Jeremiego Hunta. Zyskał 92,153 głosy a jego rywal zaledwie 46.656. Oznacza to, że wiodąca partia brytyjskiego parlamentu właśnie wybrała nowego premiera, który 24.07 przejął obowiązki Teresy May. Długo walczył o to stanowisko, początkowo wspierając panią premier. W lipcu 2018 roku, po sławnym spotkaniu w rezydencji May w Checkers, na którym szefowa rządu przedstawiła swój projekt umowy brexitowej, odszedł ze stanowiska ministra spraw zagranicznych. Zaprotestował w ten sposób przeciw zbyt – jego zdaniem – uległej polityce Teresy May.

Jak wyglądała droga tego – przyznajmy – barwnego polityka ku władzy? Urodził się w Stanach Zjednoczonych, aż do roku 2016. miał podwójne obywatelstwo. Pochodzi z bogatej rodziny, ukończył elitarne Eaton oraz Oxford.  Po studiach pracował w „The Times” (skąd odszedł w atmosferze skandalu, gdy odkryto, że kompletnie zmyślił cytat, którego użył w jednym ze swoich artykułów). Mimo to zatrudniono go w innej dużej angielskiej gazecie Daily Telegraph, gdzie pracował jako korespondent z Brukseli, i na łamach którego pisał mocno eurosceptyczne komentarze. W roku 1999 został wydawcą konserwatywnego tygodnika The Spectator.

Burmistrz Londynu

W roku 2008 został (będąc już parlamentarzystą z ramienia partii konserwatywnej) wybrany na burmistrza Londynu. W wyborach pokonał „Czerwonego Kena” – kandydata Partii pracy Kena Livingstona. Powtórnie dokonał tego w roku 2012. Znów wygrał wybory, ponownie wygrywając z Livingstonem. Rządząc Londynem zdobył dużą popularność. Prowadził rozsądną politykę mieszkaniową, za czasów jego kadencji spadła przestępczość. Przeciwnicy zarzucają mu, że zebrał owoce pracy swojego poprzednika. Czy nie jest to jednak stały argument politycznych oponentów? Był twarzą igrzysk olimpijskich w Londynie w roku 2012.  I znowu lewica zarzuciła mu, że jego rola jako frontmana przewyższała faktyczny wkład w to wydarzenie. Igrzyska udały się i Johnson mógł zanotować na swoim koncie kolejny sukces. Za jego rządów w mieście uruchomiono system odpłatnego wypożyczania rowerów (którego odpowiednikiem jest choćby warszawskie Veturilo). Rowery te do dziś są znane jako Boris Bikes (rowery Borisa). A Johnson jadący do pracy na rowerze stał się normalnym widokiem w mieście nad Tamizą.

W roku 2016 ustąpił ze stanowiska burmistrza i powrócił do ogólnokrajowej polityki. Stał się twarzą zwycięskiej kampanii eurosceptyków, która doprowadziła do referendum stanowiącego o przyszłości Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Przez dwa lata pełnił funkcję szefa brytyjskiego MSZ, z którego to stanowiska zrezygnował po wspomnianej burzliwej debacie w Checkers.

Kontrowersyjny szef MSZ

Jako minister spraw zagranicznych zasłynął niekonwencjonalnymi wypowiedziami. Między innymi porównał ambicje Unii Europejskiej do dominacji nad starym kontynentem do ambicji Napoleona i Hitlera. W Europie zauważono to i skrzętnie zapamiętano. Jednocześnie był orędownikiem surowego ukarania Rosjan za próbę zabójstwa rosyjskiego dysydenta Sergieja Skripala w marcu roku 2018 w Salisbury. Między innymi dzięki jego postawie z terytorium Zjednoczonego Królestwa oraz państw Unii i USA wydalono ponad 100 rosyjskich dyplomatów.

Jego kolega z partii konserwatywnej, weteran torysów, Ken Clarke, nie zostawił na rządach Borisa suchej nitki. Nazwał go najbardziej nieodpowiedzialnym ministrem spraw zagranicznych, jakiego kiedykolwiek znał, dbającym głównie o to, by dobrze wyjść na zdjęciach podczas zagranicznych wizyt. „To była katastrofa” – powiedział. Jednak należy wspomnieć, że Clarke to bardzo znany przeciwnik Brexitu, a zarazem antagonista Johnsona.

Premier

Johnson przejmuje stery w niełatwym momencie. Jego poprzedniczka nie była w stanie znaleźć kompromisu pomiędzy nieugiętymi negocjatorami UE z Michelem Barnierem na czele, mocną opozycja partyjną i podzielonym parlamentem. Boris jest zwolennikiem twardych rozmów z urzędnikami europejskimi. Uważa, że opracowana przez jego poprzedniczkę umowa z UE musi być poprawiona, w szczególności w zakresie granicy pomiędzy Wielką Brytanią a pozostającą w Unii Republiką Irlandii. Jednak, jeżeli nie uda się rozwiązać spornych kwestii, Johnson opowiada się za wyjściem ze struktur UE bez porozumienia. I – w odróżnieniu od opóźniającej Brexit Theresy May – wyjściem w wynegocjowanym uprzednio terminie 31 października. Nawet jeśli oznacza to opuszczenie UE bez umowy rozwodowej. Twardego Brexitu się nie boi: „Prorokuję z całym przekonaniem, że będziemy mieli udany Brexit, samoloty będą latać, będzie czysta woda pitna i będzie serwatka dla batoników Mars” – powiedział ostatnio.

Jako swoje priorytety Boris Johnson ustala doprowadzenie do końca procesu opuszczenia Unii Europejskiej, zjednoczenia rozbitego na dwa przeciwne obozy społeczeństwa oraz pokonania przywódcy Partii Pracy Jeremego Corbyna. Biorąc pod uwagę, że odziedziczył podzieloną partię konserwatywną i niewielką większość w parlamencie, zadanie to wydaje się trudne. Lecz nie awykonalne.

Johnson to showman i celebryta. W odróżnieniu do sztywnej w relacjach Theresy May umie nawiązać świetny kontakt z publiką oraz rozmawiać ze swoją własna partią. Można go kochać bądź nienawidzić, ale nie należy lekceważyć. Nikt naprawdę nie wie, jakie konsekwencje przyniesie Brexit. Jeśli Zjednoczone Królestwo udźwignie gospodarczo ciężar zmian i nie straci zajmowanej na świecie pozycji, Johnson przejdzie do historii Wielkiej Brytanii. Jeśli jego misja się nie powiedzie, zostanie zapamiętany tylko z powodu oryginalnej fryzury i kontrowersyjnych wypowiedzi.

https://www.nytimes.com

https://www.bbc.co.uk/news