Brexit: Fanfary czy Marsz Żałobny

Michał Oleksiejuk

Godzina 23:00 – 31 stycznia 2019 została wyznaczona na oficjalną datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wydarzenie to w mediach znane jest lepiej pod chwytliwą nazwą „brexit” pochodzącą z połączenia angielskich słów „British” oraz „Exit”. Wczesnym rankiem pierwszego dnia lutego mieszkańcy Europy obudzą się w realiach okresu przejściowego, który trwać będzie do 31 grudnia 2020r. i ma dać czas obu stronom aby na spokojnie wprowadzić niezbędną legislację oraz uzgodnić warunki umowy o wolnym handlu. Jednak wielu Brytyjczyków bardziej niż przyszłością poza UE przejmuje się tym jak najlepiej uświetnić moment gdy Wielka Brytania opuści Unię Europejską. Oficjalne opuszczanie flagi? Bijący dzwon Big Bena? Wszystko wyjaśni się na najbliższych dniach.

Historia procesu opuszczania Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, choć jeszcze nie zakończona, już mogłaby stać się kanwą dla filmu. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie zamiłowania, kłótnie, problemy i zabawne sytuacje, które miały miejsce od czasu sławetnego „Brexit Referendum”, można zakwalifikować ją jako typowy „czeski film” – momentami nawet sami zainteresowani nie wiedzieli, gdzie utknęły negocjacje i dlaczego?

Cała historia zaczęła się 23 czerwca 2016r. kiedy to ówczesny premier Zjednoczonego Królestwa David Cameron ogłosił wyniki referendum, które w oczach wielu miało być tylko symbolicznym potwierdzeniem przywiązania Królestwa do Unii Europejskiej. Jednakże dzięki kampanii, w której nie brakowało: kłamstw, niedopowiedzeń i nieczystych zagrywek, obóz anty-europejski stał się czarnym koniem, na którego niewielu obserwatorów postawiło pieniądze. Zdruzgotany swoim błędem i przytłoczony skomplikowaniem zadania (nigdy wcześniej żadne państwo nie opuściło Unii Europejskiej) Cameron podał się do dymisji kilka dni później, aby szybko zapaść się pod ziemię i stać się persona non grata pro-europejskich Brytyjczyków.

15 sierpnia tego samego roku nowym premierem została Theresa May. To na jej barkach spoczywało przeprowadzenie negocjacji oraz zdobycie poparcia dla wynegocjowanej „umowy rozwodowej”. Do tego celu powstało nowe ministerstwo – Department for Exiting the European Union, a do Brukseli pojechała grupa nowo powołanych negocjatorów, mających zapewnić Wielkiej Brytanii najkorzystniejszą z możliwych sytuacji po opuszczeniu UE. Negocjacje te trwały z różnym skutkiem przez kolejne dwa lata, powoli przybliżając zarówno Unię jak i Królestwo do osiągnięcia wspólnego porozumienia. Kwestiami spornymi opóźniającymi całą procedurę były granica pomiędzy Republiką Irlandii i Irlandią Północną, która choć powinna być obsadzona fizyczną barierą (jak inne zewnętrzne granice UE) pod żadnym pozorem nie może być niczym więcej niż prostą tablicą informującą o wjeździe do nowego państwa. Jakiekolwiek mury, kontrole, przejścia graniczne czy druty kolczaste złamały by Wielkopiątkowe Porozumienia, które przyniosły pokój w Irlandii i położyły kres krwawym atakom IRA na całym terytorium Królestwa.

Porozumienie zostało w końcu osiągnięte a premier May przedstawiła je światu 14 listopada 2018 roku. W tamtym momencie pozostała już najłatwiejsza część procesu, czyli głosowanie nad przyjęciem go przez obie izby brytyjskiego parlamentu. Ten w zasadzie jedynie formalny proces szybko przerodził się w problem niemożliwy do ominięcia, który skutkował rezygnacją premier May ze stanowiska. Umowa, choć zatwierdzona, dalej nie była akceptowana przez wielu polityków i zwykłych obywateli. 24 lipca na nowego premiera wybrany został Boris Johnson, który od razu obiecał szybkie „załatwienie sprawy brexitu” zaręczając, że Wielka Brytania opuści UE przed końcem roku 2019, bez względu na cenę jaką musiałaby zapłacić. Choć Johnsonowi udało się wynegocjować nową „umowę rozwodową” z EU, która zdobyła więcej poparcia w parlamencie, to brak większości parlamentarnej doprowadził do kolejnych opóźnień, zmuszając premiera Johnsona do przełożenia brexitu na rok 2020. Zgodnie z obietnicą daną wyborcom, Johnson podał się do dymisji i rozpisał wcześniejsze wybory celem zdobycia zdecydowanej większości, aby doprowadzić swoje plany do końca. 12 grudnia scenariusz ten potwierdził się, a nowy-stary premier szybko zdobył ostateczne poparcie dla brexitu 31 stycznia 2020 roku.

W momencie pisania tego artykułu, do brexitu pozostało niewiele ponad tydzień. Czas, który wydaje się, że powinien być poświęcony na wytężone przygotowanie do możliwie szybkiego wprowadzenia niezbędnej legislacji oraz na negocjacje umowy o wolnym handlu pomiędzy Wielką Brytanią a Unii Europejskiej. Brytyjczycy tymczasem skupili się na czymś zupełnie innym. Tą rzeczą jest planowanie, jak w należyty sposób upamiętnić można dzień i godzinę brexitu. Pomysłów jest wiele a Brytyjczycy znani ze swojej fantazji snują plany rodzinnych spotkań, palenia świeczek i odśpiewywania hymnu narodowego dokładnie o godzinie 23:00. Istniały też plany pokazów fajerwerków oraz imprez tematycznych. Podniosła atmosfera udzieliła się również politykom, którzy zaczęli zastanawiać się nad najlepszym sposobem upamiętnienia tego historycznego wydarzenia. Najpopularniejszym pomysłem było bicie słynnego dzwonu Big Ben umieszczonego na wieży o tej samej nazwie (choć błędne to tak już się przyjęło). Niestety ten niezaprzeczalny symbol Wielkiej Brytanii przechodzi właśnie ogromny remont i nie ma możliwości uderzenia w dzwon w momencie brexitu.

Początkowa odmowa rządu nie zniechęciła jednak kilku posłów Partii Konserwatywnej, którzy zaczęli drążyć powody, dla jakich dzwon nie będzie mógł zabić. Finalnie okazało się, że związane jest to z brakiem niezbędnej infrastruktury, która potrzebna jest do użycia dzwonu. Jej tymczasowa odbudowa jest możliwa, ale koszty takiej operacji wyniosłyby zatrważające pół miliona funtów brytyjskich, których ze zrozumiałych względów, możliwych oskarżeń o rozrzutność, rząd Borisa Johnsona ponosić nie chce. Chwilową nadzieję na rozwiązanie problemu dał Nigel Farage, który wraz z innymi zdeterminowanymi mieszkańcami Wysp utworzył zbiórkę crowdfundingową celem zebrania niezbędnej kwoty 500,000 funtów. Choć w niespełna dzień udało się uzbierać aż 120,000 funtów, to już wiadomo, że nawet zebranie całej kwoty i przekazanie jej rządowi, nie sprawi, że Big Ben zabije 31 stycznia.

Poza problemami finansowymi i czysto technicznymi pozostaje jeszcze kwestia prawna. Inny, mniej spektakularny pomysł na uczczenie brexitu został zaproponowany przez posłów Brexit Party w Parlamencie Europejskim. Poprosili oni aby 31 stycznia odbyła się oficjalna ceremonia opuszczania flagi powiewającej przed budynkiem parlamentu, a następnie złożenie jej na ręce odchodzących posłów. Pomysł ten upadł równie szybko jak ten dotyczący uderzania w Big Bena. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego oświadczył, że będzie to wydarzenie smutne, dlatego zdjęcie flagi odbędzie się w nocy o nieokreślonej porze. Posłom Brytyjskim nie zostaną wręczone żadne pamiątki a jedynym gestem podkreślającym wagę wydarzenie będzie wysłanie jednej ze zdjętych flag na wystawę do Domu Historii Europejskiej –  specjalnego muzeum stworzonego przez Parlament Europejski celem pokazania historii Unii. Sympatykom Królestwa czy Unii Europejskiej mieszkającym w Warszawie również nie będzie niestety dane przeżyć podniosłego momentu opuszczania flagi UE z przed Ambasady Wielkiej Brytanii przy ulicy Kawalerii. Podobnie jak w przypadku innych placówek dyplomatycznych, tak i w tej w Warszawie flagę zdjęto bez rozgłosu nieustalonego dnia już tygodnie temu.