„Ażeby odbudować Rumunię, trzeba natychmiast odwołać rząd Dancili!”

Marek Marszałek

Powyższe zdanie, to tytuł zgłoszonego oficjalnie przez Partię Narodowo-Liberalną (PNL) wniosku o odwołanie obecnego rumuńskiego rządu kierowanego przez Viorikę Dancilę, popartego przez wszystkie, rozdrobnione opozycyjne ugrupowania polityczne.

Wniosek o wotum nieufności dla gabinetu premier Danciilii został złożony pierwszego dnia października, a poparło go 237 parlamentarzystów z Partii Narodowo Liberalnej, Pro Romania, Partii Ruch Ludowy, ALDE i Partii Mniejszości Węgierskiej i 2 posłów z mniejszości narodowych oraz 4 parlamentarzystów PSD i jeden niezależny deputowany. Aby przegłosować wniosek opozycja potrzebuje minimum 233 głosów. Już sama liczba wymienionych pod wnioskiem ugrupowań pokazuje, że sytuacja będzie skomplikowana, każda z partii będzie chciała w całym tym zamieszaniu ugrać jak najwięcej dla siebie.

PSD po raz pierwszy od wyborów z końca 2016 roku traci matematyczną większość w parlamencie

Przypomnijmy, że ostatnie wybory z grudnia 2019 roku PSD wygrało bezapelacyjnie, uzyskując wynik ponad 45% poparcia, wyprzedzając w cuglach drugą z kolei PNL (20%). Próg wyborczy przekroczyło w sumie sześć ugrupowań. Aby zapewnić sobie bezpieczne rządy i spokojną większość parlamentarną, PSD zawiązało koalicję z liberalnymi demokratami z ALDE (6% w wyborach), która trwała, pomimo nieustannych zawirowań politycznych, aż do lata tego roku.

Trzy lata temu, uznano by za szalonego kogoś, kto by twierdził, że można w ciągu niecałej kadencji roztrwonić tak solidną większość parlamentarną i tak wysokie, nienotowane do tej pory w Rumunii, poparcie społeczne dla jednego ugrupowania. A jednak PSD udało się to zrobić – najpierw poprzez wewnętrzne spory i walki, w ramach których szef partii Liviu Dragnea próbował zdobyć pozycję jedynowładcy, zwalczając i usuwając z partii najsilniejszych konkurentów, zrażając do siebie wielu zwolenników socjaldemokratów i karmiąc tym samym szeregi opozycji, a następnie poprzez zerwanie koalicji z ALDE. Majowe wybory do europarlamentu okazały się klęską ugrupowań rządzących i kierownictwa partii. Premier Dancila, która pozostała na stanowisku premiera i przejęła stery partii okazała się zbyt słaba lub nieudolna, ażeby zmienić kurs partii i spróbować naprawić to, co zostało zepsute.

I stało się. Rządząca Rumunią od końca 2016 roku partia socjal-demokratyczna po raz pierwszy przegrała głosowanie i straciła większość parlamentarną, a rząd premier Dancili wisi na włosku. Istnieją bowiem mocno uzasadnione przesłanki do tego, by wierzyć, że partiom opozycyjnym uda się w przyszłym tygodniu przegłosować wniosek o wotum nieufności dla rządu. Nieukrywanym entuzjastą odwołania obecnego gabinetu jest również prezydent Klaus Iohannis, który głośno i wyraźnie formułuje dezaprobatę wobec działań obecnej premier, również na forum unijnym, co objawiła się niedawno w postaci odrzucenia zaproponowanej przez PSD kandydatury na unijnego komisarz ds. transportu, minister Rovany Plumb.

Pierwszym sukcesem opozycji była już sama kwestia ustalenia harmonogramu głosowania. PSD chciało, aby czytanie wniosku oraz debata odbyła się jeszcze w tym tygodniu, aby móc przeprowadzić głosowanie w sobotę, tak, aby część deputowanych z regionów nie była w stanie uczestniczyć w głosowaniu. Propozycja ta nie została jednak przyjęta. Harmonogram wniosku został ustalony w ten sposób, że odczytanie odbyło się 3-go października, zaś samo głosowanie w czwartek, 10-go.

Co dalej?

Jeśli parlament przyjmie wotum nieufności, rząd pozostaje u władzy jako tymczasowy, do wyłonienia nowego gabinetu, maksymalnie 45 dni. Posiada jednak wtedy ograniczone kompetencje, nie może na przykład wydawać tak popularnych (i nadużywanych) w rumuńskiej legislacji rozporządzeń w trybie wyjątkowym, ani inicjować nowych ustaw.

Sytuacja nie jest w żadnej mierze prosta i oczywista, a podzielona w gruncie rzeczy opozycja nie przedstawiła do tej pory konkretnej propozycji, co zamierza zrobić po swoim ewentualnym zwycięstwie. Można brać pod uwagę kilka scenariuszy rozwoju sytuacji. Na rozpisanie przedterminowych wyborów nie ma jednak co liczyć. Pierwszy, to szybkie zmiany w kierownictwie PDS oraz zaproponowanie przez tę partię nowego kandydata. Drugi, to przejęcie przez ugrupowanie PRO Romania stworzonego przez byłego szefa PSD, Victora Pontę kolejnych posłów, a może i większości PSD oraz stworzenie na tej bazie większości parlamentarnej. Obydwa warianty miałyby na celu odbudowę i skonsolidowanie pozycji rumuńskiej lewicy. Trzeci, mało prawdopodobny ze względu na głębokie podziały polityczne oraz kalendarz wyborczy, to stworzenie przez koalicje ugrupowań opozycyjnych rządu technokratycznego. PNL z pewnością ma jednak w pamięci wyborczą cenę, którą to ugrupowanie zapłaciło za firmowanie technokratycznego rządu w 2016 roku, kiedy to jednocześnie było i w rządzie i w opozycji, co przyczyniło się do odwrócenia się wyborców od tej partii. Można więc podejrzewać, że PNL będzie starało się grać na dalsze osłabienie PSD, ale zajmując dalej wygodną politycznie pozycję recenzenta i krytyka działań socjaldemokratów, licząc jednocześnie na sukces wyborczy popieranego przez nich Iohannisa oraz odzyskanie wpływów w samorządach.

Kolejne wybory parlamentarne wypadają zgodnie z kalendarzem wyborczym za mniej więcej rok i dwa miesiące, a wcześniej, bo wiosną przyszłego roku odbędą się wybory do władz lokalnych.

W całej tej politycznej przepychance nie wolno pominąć wagi i roli prezydenta Klausa Iohannisa, który, zgodnie z konstytucją, ma prawo mianowania kandydata na premiera, po konsultacjach z ugrupowaniami parlamentarnymi. Pokazał on już w przeszłości, choćby odmawiając Liviu Dragnei, ze względu na ciążące na nim wyroki, nominacji na premiera, kiedy występował on jeszcze w roli wielkiego zwycięzcy wyborów parlamentarnych. Sprawę dodatkowo skomplikować może trwająca już kampania wyborcza przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. Sam Iohannis z pewnością będzie promował rozwiązania, które pomogą popierającym go narodowym liberałom.

Jednym z pierwszych zarzutów wobec rządu jest brak przygotowania jakichkolwiek większych projektów infrastrukturalnych, pomimo sprzyjającej koniunkturze gospodarczej i dosyć wysokiemu poziomowi wzrostu gospodarczego. W dalszej kolejności wymienia się brak kompetencji i nadmierny rozrost ministerstw, antyeuropejskość, wzrost deficytu budżetowego, problemy w szkolnictwie i służbie zdrowia, w szczególności zapaść w szpitalnictwie.

Co ciekawe, w tekście votum nieufności, po długiej liście zarzutów wobec gabinetu Dancilii i rządów PSD, fragment dotyczący propozycji alternatywnej, jest tak krótki, jak i mglisty. „Natychmiast po odwołaniu rządu PSD, opozycja zaproponuje najlepsze dla Rumunii i Rumunów rozwiązanie pod względem rządów. Będzie ono, zgodnie z Konstytucją, rezultatem konsultacji prezydenta Rumunii z partiami parlamentarnymi.” Opozycja proponuje we wniosku ograniczenie rządu do 15 ministerstw, duże inwestycje publiczne, wykorzystanie funduszy europejskich, wzrost gospodarczy oparty na produkcji i eksporcie, poprawę usług publicznych.