Strona główna >> Artykuły >> Niemiecka lokomotywa wyhamowała. Czy znowu się rozpędzi po starych torach czy będzie je zmieniać?

Niemiecka lokomotywa wyhamowała. Czy znowu się rozpędzi po starych torach czy będzie je zmieniać?

Mirosław Skórka, 22 lutego 2010

Niemiecka gospodarka była od wielu lat uważana za lokomotywę gospodarki europejskiej. Jej stan przekłada się zawsze bezpośrednio na stan innych gospodarek. Ten proces uległ wzmocnieniu zwłaszcza poprzez działanie w strukturach Unii Europejskiej. Kryzys jednej wielkiej gospodarki powoduje zjawiska kryzysowe w innych gospodarkach kooperujących. Również odpowiedź na zjawiska kryzysowe w warunkach Unii staje się bardziej skomplikowana bo utrudnia czy wręcz uniemożliwia stosowanie niektórych działań naprawczych, na przykład zmiany stóp procentowych w sferze polityki monetarnej.

Niemcy jeszcze przed kryzysem odczuwały znaczne spowolnienie rozwoju. Pomimo tego że były największym na świecie eksporterem to jednak ich w ostatnim okresie przed kryzysem ich gospodarka rosła w skali 0,5% rocznie. Przy ogromnej nadwyżce w bilansie obrotów bieżących konsumpcja wewnętrzna w Niemczech nie była tak wielka aby skonsumować zarobione pieniądze. Stąd bardzo dużo zarobionego na eksporcie kapitału lokowano w różnego rodzaju funduszach inwestycyjnych, niekiedy obarczonych znacznym ryzykiem. Jednak lokowanie pieniędzy w Ameryce uznawano za raczej bezpieczny sposób ich pomnażania. Kryzys finansowy w USA uderzył więc znacznie również niemieckie instytucje finansowe. Jednak  w Niemczech nie zanotowano nadzwyczajnej fali bankructw. Co prawda niektóre instytucje odnotowały znaczne straty co osłabiło prestiż niemieckich instytucji finansowych i zachwiały zaufanie do nich, to jednak przetrwały one okres kryzysu. I tak wyniki finansowe 2008 niektórych instytucji były następujące:
Royal Bank of Scotland, Wielka Brytania miał straty w wysokości 59,281 mld USD, Citigroup, USA - 53,055 mld USD, Wells Fargo&Co, USA  - 47,788 mld USD, Fortis Bank, Belgia  - 28,248 mld USD, UBS, Szwajcaria  19,636 mld USD, HBOS, Wielka Brytania  15,780 mld USD, Credit Suisse Group, Szwajcaria  14,010 mld USD, Deutsche Bank, Niemcy  7,99 mld USD, Hypo Real Estate Holding, Niemcy 7,481 mld USD, Bayerische Landesbank, Niemcy 7,19 mld USD.

W roku 2008 nikt w Niemczech nie wierzył że kryzys dosięgnie również niemiecką gospodarkę. Powszechne było przekonanie, że jest to raczej sprawa USA. Pierwszy realnie odczuwalnym efektem kryzysu było pogorszenie wyników finansowych właśnie niemieckich instytucji.

Jednak dopiero przełożenie kryzysu finansowego na kryzys gospodarczy na świecie uświadomiło Niemcom jak wielka jest skala problemu. Niemiecka gospodarka jest nastawiona na eksport. O skali zjawiska może świadczyć fakt, że 80 milionowe Niemcy mają większy eksport niż 120 milionowa Japonia czy 300 mln USA. W roku 2009 pozycję lidera wśród eksporterów Niemcy  musiały odstąpić ponad 1,328 mld Chińczyków. Można powiedzieć, że jeden Niemiec eksportuje teraz nieco mniej niż 16,6 Chińczyka chociaż do niedawna musiało to robić więcej Chińczyków. To w sposób dobitny pokazuje skalę tego fenomenu jakim jest niemiecki eksport. Załamanie eksportu oraz stosunkowo niski popyt wewnętrzny doprowadziły do tego, że niemiecka gospodarka odczuła kryzys bardzo znacząco.

Wedle danych za kwartał 2008, w którym przyrost PKB był najwyższy (w różnych krajach były to inne okresy) do danych z 2009, w którym przyrost PKB był najniższy, gospodarka Niemiec skurczyła się aż o 6,9 %. W tym samym czasie Chiny odnotowały wzrost o 10,2%, Indie 7,6%, Polska o 2,2, USA spadek o 3,9%, Hiszpania – o 4,1%, Korea – o 5,1%, Wielka Brytania o 5,6%, Włochy – o 6,5%, Japonia – o 8,3%, Rosja – o 11%, Turcja – o 14,2%.

W bilansach rocznych dane te wyglądają nieco mniej dramatycznie, ponieważ na cały bilans 2008 roku wpływają pozytywne efekty pierwszego półrocza zaś na wyniki całego 2009 roku wpływ miały różne działania antykryzysowe podejmowane przez rządy.

Jak Niemcy zareagowały na kryzys? Od dawna Niemcy są przekonane o tym, że ich sukces gospodarczy, a co za tym idzie również państwowy, jest wynikiem przyjętej filozofii społecznej gospodarki rynkowej. Opiera się ona na zasadach wolnego rynku i wolnej działalności gospodarczej, które są na służbie całego społeczeństwa. Oznacza to uznanie i poszanowanie własności prywatnej, wolnej konkurencji ale także istotną rolę państwa jako czynnika regulującego. Jak mówią niektórzy Niemcy – celem nie są bogaci kapitaliści, ale bogate społeczeństwo, które bogaci się razem z kapitalistami. To oznacza, że nie można osiągną postępu w oparciu o antagonizm pomiędzy kapitałem a społeczeństwem. Dlatego Niemcy nieraz twierdzili że ich droga jest wariantem po środku pomiędzy liberalizmem czy liberalnym kapitalizmem i socjalizmem. Model niemiecki okazał się bardzo skuteczny i doprowadził Niemcy na szczyty potęgi pomimo przegranej wojny, kolosalnych zniszczeń, odszkodowań etc. Nic więc dziwnego że we wstępnym etapie kryzysu finansowego w USA Niemcy widziały w nim efekt anglosaskiego liberalnego kapitalizmu, dla którego najważniejszym celem okazał się krótkoterminowy zysk a nie powolne ale trwałe budowanie stabilnych mechanizmów wzrostu.

Analiza danych statystycznych pokazuje wyraźnie, że kryzys dotknął Niemcy znacznie bardziej niż USA i Wielką Brytanię, dwa wzorcowe kraje liberalnego kapitalizmu. Jednak w zgodnej ocenie polityków CDU jak i innych partii społeczna gospodarka rynkowa powinna pozostać modelem rozwojowym Niemiec, i nie tylko zresztą, ale i innych krajów Unii Europejskiej (m.in. również Polski).

Odpowiedzią Rządu Federalnego na kryzys był to tzw. Pakiet Ratunkowy I. Dla tzw. toksycznych papierów, czyli złych kredytów, stworzono specjalny fundusz – Bad bank, który miał przejmować te papiery i restrukturyzować wynikające z nich zobowiązania. Łącznie fundusz ten miał do dyspozycji 400 mld euro. W drugim etapie, zwanym Pakiet Ratunkowy II w walce z kryzysem Rząd Niemiecki postawił sobie jako priorytetowe zadanie podczas wychodzenia z kryzysu ochronę miejsc pracy oraz wzmacnianie popytu wewnętrznego. Dlatego wspierał te wszystkie działania, które zmniejszały redukcje zatrudnienia w firmach na przykład poprzez skracanie czasu pracy w tygodniu, udzielał gwarancji kredytowych dla firm, które dotknął kryzys a nawet zgodził się na czasowe przejmowanie firm przez państwo, a także obniżył podatki, co powinno podnieść poziom konsumpcji wewnętrznej. Najbardziej spektakularnym działaniem antykryzysowym była tzw. Premia za złomowanie, która polegała na tym, że po złomowaniu auta starszego niż 9 lat  można było otrzymać 2,5 tys euro bonifikaty przy zakupie nowego. Łącznie na tą formę wsparcia przeznaczono 5 mld euro. Działania te doprowadziły do tego, że druga połowa 2009 to okres zahamowania tendencji spadkowych, zatrzymania wzrostu bezrobocia oraz stopniowy wzrost wskaźników ekonomicznych. Wszelkie działania ratunkowe i wspomagające jednak muszą się skończyć. Teraz istotnie ważnym będzie to, czy wzrosty są tendencją trwałą czy też może tylko efektem krótkotrwałym interwencji państwa. Peer Steinbrueck , były minister finansów bardzo powściągliwie studził entuzjazm niektórych polityków, deklarujących pokonanie kryzysu, i deklarował, że „światełko w tunelu, które widać nie koniecznie musi oznaczać koniec tego tunelu. Może to być również pędzący w naszym kierunku pociąg kryzysu znacznie cięższy, niż pierwotnie sądzono”. Stąd nie dziwi, że niemieccy ekonomiści i politycy są bardzo powściągliwi w swoich ocenach i deklaracjach, i czekają na jasne i wyraźne wyniki z gospodarki.

Niemcy zapłaciły bardzo dużo za kryzys gospodarczy. Deficyt budżetu wzrósł z 65,9 mld euro w 2008 do 73,1 mld w 2009. W budżecie na 2010 zaplanowano deficyt w wysokości 76,7 mld zaś w roku 2011 - 79,7 mld. Dopiero rok 2012 ma przynieść ograniczanie deficytu o 10 mld euro i ta tendencja musi utrzymać się w dalszych latach. W perspektywie budżetów na lata  2010 i 2011 dług publiczny Niemiec ma wzrosnąć do poziomu prawie 80% PKB. Pozytywną w tym jest świadomość, że ten dług musi zostać ograniczony. W ocenie ekonomistów to zadanie może zostać osiągnięte jeśli tylko gospodarka Niemiec zacznie rosnąć. Dlatego oceniają oni dane rządu jako „nadto ostrożne”. Jeśli bowiem tempo wzrostu eksportu oraz popyt i inwestycje wewnętrzne zachowają taką dynamikę wzrostu jak obecnie, to już w 2011 roku deficyt budżetu nie tylko nie wzrośnie, ale wręcz przeciwnie, zmniejszy się.

Niemcy obecnie zastanawiają się, jak uniknąć kolejnego podobnego kryzysu. Proponują ściślejszy nadzór nad instytucjami finansowymi, ograniczenia w wynagrodzeniu członków zarządów tych instytucji, kontrolę tzw. rajów podatkowych. Chcą doprowadzić do tego, aby podatnik nie musiał płacić za machinacje i ryzykowne transakcje osób, chcących szybko i łatwo pomnożyć swoje kapitały. Od sukcesu tego zamysłu zależy w sporej części również sukces nasz i całej Unii.

powrót

 
Projekt i wykonanie: blueangels.pl
Kontakt | Mapa strony | Forum Ekonomiczne © 2009 | Polityka prywatności