Przyszłość energii atomowej w Niemczech
Piotr Mączka, 15 stycznia 2010
Po krótkiej przerwie na debaty polityczne o nowej ordynacji podatkowej, sytuacji finansów publicznych, jak również misji w Afganistanie na pierwsze strony gazet w Niemczech wraca kwestia przyszłości energii jądrowej.
Jeszcze w styczniu minister w Urzędzie Kanclerza Ronald Pofalla ma się spotkać z przedstawicielami czterech operatorów elektrowni atomowych: EON, RWE, Vattenfall, EnBW. Jest to sygnał, że po kilku politycznych zagrywkach zaczyna się faktycznie coś dziać w tej materii. Być może problem stał się priorytetem „szefa" rządu.
Umowa koalicyjna obecnego rządu chadeckich CDU/CSU oraz liberalnej FDP definiuje wykorzystanie elektrowni jądrowych do zaopatrzenia Niemiec w energię jako technologię pomostową w przejściu do większościowego wykorzystanie ekologicznych i odnawialnych źródeł energii. W roku 2007 według Niemieckiej Agencji Energetycznej (DENA) udział elektrowni jądrowych w produkcji prądu wyniósł 22% , a źródła odnawialne dostarczały 14%. Niemcy planują by do roku 2019 energia uzyskana ze źródeł odnawialnych stanowiła 19% zaopatrzenia. W roku 2050 ma nastąpić pełna niezależność energetyczna oparta na odnawialnych technologiach.
Aktualnie w Niemczech obowiązuje nowelizacja ustawy atomowej z 2002 roku, która jest zapisem osiągnięć „czerwono-zielonego" rządu Gerharda Schrödera z połowy 2000, kiedy to udało się wynegocjować z koncernami energetycznymi „plan wyjścia" z wykorzytywania energii atomowej. Podczas realizacji tego ambitnego projektu, zakorzenionego w ideologii Zielonych, zdecydowano się zastosować regułę kontyngentu ilości energii do wyprodukowania po 01.01.2000 (2,62 miliony gW - Federalny Urząd Ochronny Przed Promieniowaniem podaje, że do końca 2008 wykorzystano już 1,24 miliony gW). W nowelizacji nie zapisano konkretnego terminu końcowego. Oczekuje się, że najpóźniej w 2022 roku upłynie ustawowy maksymalny czas eksploatacji ostatniego reaktora, który dla każdego wynosi 32 lata (gdy np. w Holandii: 50). Właściciele elektrowni mogą jednak dowolnie dysponować tym kontyngentem, zamykając wcześniej starsze i mniej wydajne elektrownie, dlatego faktyczna data rezygnacji zależy od koncernów.
Większość ekspertów rynku energetycznego oczekiwała, że nowy rząd szybko spotka się z przedstawicielami właścicieli 17 elektrowni i ustali warunki przedłużenia ich pracy, ponieważ akurat w tej kwestii panuje wyjątkowa zgodność programów koalicjantów, czego nie można powiedzieć o innych kluczowych tematach. Jednym z proponowanych warunków przedłużenia ma być przekazanie połowy zysków z dalszej aktywności liczonych w miliardach Euro na rzecz badań i usprawnień technologii energii odnawialnych. Z ramienia rządu na polecenie pani Kanclerz sprawą mieli się zająć wspólnie minister środowiska Norbert Röttgen (CDU) oraz minister gospodarki Rainer Brüderle (FDP). Ostatni chciał załatwić sprawę szybko, aby przygotować projekty i dotacje wspierające rozwój energii odnawialnych. Lecz minister środowiska ustalił, że do października 2010 opracuje całościową koncepcję strategii energetycznej dla Niemiec i nie będzie wcześniejszych pojedynczych deklaracji. Z pewnością miał przy tym na uwadze dobro partii w zbliżających się wyborach w landzie Północna Nadrenia-Wesfallia. Na poziomie resortów nie było woli sprawniejszej współpracy
W wywiadzie udzielonym Bild Zeitung, na kilka dni przed grudniową konferencją COP15 w Kopenhadze na pytanie czy obecni politycy będą „majstrować" przy ustawie rządu kanclerza Schroedera, minister Röttgen odpowiedział: „Nie, z energii jądrowej można korzystać w dłuższym terminie wyłącznie, gdy większość ludzi ją akceptuje." Tymi słowami zaskoczył wielu.
W polemice eksperci gospodarczy jego macierzystej partii, na czele z deputowanym i rzecznikiem ds. gospodarczych Joachimem Pfeifferem (znanym uczestnikom 4. Forum Energetycznego w Budapeszcie 2009) oraz Hansem Peterem Friedrichem (bliźniacza CSU) oponowali, uważając, że ta technologia jest aktualnie najtańsza i dlatego musi dojść do przedłużenia pracy elektrowni jądrowych. Różnice w wizji pokazują brak jedności myślenia wewnątrz partii oraz braki w przywódczej roli pani Kanclerz będące przedmiotem ostatnich krytyk kierowanych pod jej adresem. Ekonomiczny dziennik Handelsblatt cytując sekretarza generalnego CDU Hermanna Gröhe interpretował to jako próba pozyskania nowych wyborców. Środowisko CDU promuje ministra jako osobę o „zielonych" poglądach.
Przewodnicząca parlamentarnej frakcji partii Zielonych Renate Künast - ongiś współtwórca nowelizacji ustawy z roku 2002, dziś bedąca w opozycji - w rozmowie z Leipziger Volkszeitung nie daje wiary w postawę ministra i porównuje go do „złego wilka czyhającego w przebraniu czerwonego kapturka".
Podobnie też wypowiadają się eksperci obywatelskich ruchów przeciwnych energii jądrowej, Zarzucają rządowi podwójną grę. Na jesieni planują liczne protesty i blokady transportu radioaktywnych odpadów do podziemnych składowisk w Gorleben w Dolnej Saksonii.
W ocenie niezależnych ekspertów problem wymaga pilnego rozwiązania. Obawiają się oni, że może nie udać się szybkie rozpoczęcie rozmów, na których zależy szczególnie EnBW, gdyż jeden z reaktorów w Neckarwestheim w Szwabii właśnie kończy swój kontyngent. Stephen Kohler z DENA, uważa, że brak negocjacji spowoduje chaos inwestycyjny oraz brak reguł gry i rozwoju w sektorze energii odnawialnych, co może mieć zły wpływ na realizację zamierzonych celów przekształcenia miksu energetycznego.
W wypowiedzi ministra Röttgena dla Bild Zeitung jest jeszcze jeden ważny element: akceptacja społeczna energii jądrowej. Wytwarzanie energii tą technologią jest stosunkowo tanie i nie powoduje emisji gazu CO2. Obarczone jest jednak sporym ryzykiem: zakłócenia pracy, katastrofy (np. Czarnobyl) choroby (białaczka), składowanie zużytego materiału czy też zagrożenie terrorystyczne. Mimo, że niemiecki elektrownie należą do najbezpieczniejszych na świecie, zdarzają się przymusowe przerwy. Od lat 70-tych dyskutuje się i protestuje przeciw składowiskom odpadów w Asse, Morsleben i Gorleben. Wspomniany sarkofag w Asse grozi zawaleniem i wymaga generalnego remontu. To wszystko powoduje, że energia atomowa ma niskie poparcie w niemieckim społeczeństwie i wzbudza ostre protesty, a tym samym traktowana jest przez polityków z ostrożnością.
