Strona główna >> Artykuły >> Spór o tamę u podnóży Pamiru

Spór o tamę u podnóży Pamiru

Władysław Sokołowski, 15 stycznia 2010

W ubiegłym tygodniu rosyjskie media podały, że dyplomaci Tadżykistanu w Taszkiencie, stolicy Uzbekistanu,  rozpoczęli we
własnym gronie zbiórkę pieniędzy na zakup akcji Rogunskiej Elektrowni Wodnej. W tej informacji ogniskują się najistotniejsze problemy polityczne, ekonomiczne, energetyczne, ekologiczne i społeczne krajów Azji Centralnej, a także częściowo Rosji.

Rogunskaja Elektrownia Wodna, budowana na rzece Wachsz, to jedno z największych i najtrudniejszych przedsięwzięć hydroenergetycznych na świecie. Zapora, wykonana w postaci kamiennego nasypu o wysokości 335 m, będzie bowiem o 150 m wyższa od słynnej chińskiej „Tamy Trzech Przełomów", choć moc projektowa samej elektrowni (3600 MW) i jej średnioroczna wydajność (13,1 mld kWh), będą pięciokrotnie mniejsze, niż u chińskiego giganta.

Tama stworzy potężny Rogunski Zbiornik Wodny (o powierzchni ponad 13 km²), który będzie wykorzystany nie tylko dla celów energetycznych, lecz także - wodno-irrygacyjnych. Koszt budowy - 2,2 mld USD, a według innych szacunków osiągnie nawet 3 mld USD (chińska „Tama Trzech Przełomów" ma kosztować 30 mld USD). Budowa zapory rozpoczęła się już w roku 1976, jednak została zawieszona po rozpadzie ZSRR. W 1993 zbudowana już część zapory  została zniszczona przez powódź, która przelała się przez 45-metrowy wał ziemny i stopniowo go wypłukała.

Projekt wywołał potężne emocje od samego początku, tyle, że za czasów ZSRR były one ukrywane. Krytycy idei budowy Rogunskiej tamy wskazują na ryzyko, związane z wysoką sejsmiką terenu, jego podatnością na osuwanie się i lawiny kamienno-śnieżne.  W 1911 roku w wyniku trzęsienia ziemi w innej części Tadżykistanu powstała potężna naturalna tama i w rezultacie wielkie jezioro Sarez.   Nagromadzona w nim przez blisko 100 lat woda,   w przypadku większego trzęsienia lub obsunięcia zboczy okolicznych gór, grozi katastrofą całej Azji Środkowej. Krytycy Rogunskiej zapory zwracają uwagę też, że u podstawy tamy znajduje się rów tektoniczny.

Dziś budowie sprzeciwia się Uzbekistan, głównie z powodu przewidywanego zatrzymania w zbiorniku   ogromnej ilości wody ze szczytów i zboczy Gór Ałajskich i Pamiru.  Wody rzeki Wachsz, którą przegrodziła tama łączą się z graniczną tadżycko-afgańską rzeką Piandż, tworząc Amu-darię, główną rzekę Uzbekistanu i jedną z najważniejszych rzek Azji Środkowej, wpadającą do   Jeziora Aralskiego.

Na tadżyckim odcinku Wachszu już stworzono łańcuch dziewięciu sztucznych jezior zaporowych. Ten system hydroenergetyczny wytwarza 90% energii elektrycznej Tadżykistanu, której produkcja roczna wynosi ok. 17 mld kWh, chociaż według specjalistów zainstalowane moce pozwalają tę wielkość podwoić. Okazuje się, jednak że to zbyt mało, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne tego biednego, słabo uprzemysłowionego i mało zasobnego w naturalne surowce, górskiego państwa, które ma ambicje stać się eksporterem energii, a być może wzmocnić swą pozycję polityczną wobec sąsiadów, „trzymając rękę na zaworach wodociągu".

Po wielu latach prób rozwiązania problemu zakończenia budowy, w 2004 r. rząd w Duszanbe doprowadził do podpisania umowy z rosyjską kompanią „Rusał", która sfinansowała opracowanie uzasadnienia techniczno-ekonomicznego projektu i wykonania części prac remontowo-budowlanych. Wywołało to znaczne ochłodzenie stosunków między Uzbekistanem i Rosją w płaszczyźnie gospodarczej i politycznej oraz zbliżenie Taszkientu i Waszyngtonu.

Jednakże, w wyniku nie wyjaśnionych do końca nieporozumień z kompanią „Rusał", w 2007 r. Tadżykistan umowę zerwał. Oficjalnie „Rusał" była przeciwna kontynuacji budowy z przyczyn ekonomicznych (brak gwarancji kredytowych zachodnich banków dla ryzykownego przedsięwzięcia) i technicznych (brak zgody Duszanbe na kompromisowe wobec Uzbekistanu rozwiązanie, zakładające budowę zbiorników irygacyjnych, zapewniających wodę dla celów rolniczych u sąsiadów), a nieoficjalnie mówiło się, że zapoznała się z ekspertyzą techniczną projektu, wykonaną przez niemiecką firmę inżynieryjną „Lahmeyer International" i zaproponowała inne parametry (wysokość i rodzaj) tamy. Być może, poddała się też politycznym sugestiom Kremla. Decyzja „Rusał"-u spowodowała ostry konflikt polityczny Tadżykistanu z Rosją.

Prace na tamie wznowiono w 2008 r. w oparciu o środki własne, co spowodowało nieoficjalną krytykę instytucji Unii Europejskiej. Do Duszanbe,  po dyskusji w Parlamencie Europejskim nad raportem w tej sprawie wysłano sygnał, że jeśli władze Tadżykistanu będą kontynuować budowę własnymi siłami, to UE ograniczy wielkość pomocy humanitarnej. W drugiej połowie 2009 r. (budowę planowano zakończyć w grudniu 2009 r.), pieniędzy zabrakło...

W tym czasie Rosja, dbająca o swą pozycję w regionie, wycofała się z udziału w budowie elektrowni wodnych w Azji Centralnej, „dopóki nie będzie na to zgody krajów sąsiednich", jak oświadczył prezydent  Dmitrij Miedwiediew podczas swej wizyty w Taszkiencie w styczniu 2009 r. Stanowiło to odpowiedź Rosji na zabiegi Uzbekistanu, którego pozycja regionalna i globalna rośnie w związku z utworzeniem północnego korytarza dostaw zaopatrzenia dla wojsk koalicji w Afganistanie. Decyzja ta dotyczyła nie tylko Rogunskiej EW, lecz także trzech innych elektrowni wodnych na wewnętrznych rzekach Tadżykistanu, w tym Sangtudinskiej Elektrowni Wodnej-2, również na rzece Wachsz. Warto dodać, że budowa Sangtudinskiej EW-1 została zakończona niedawno z udziałem Rosji i Iranu, Sangtudinska EW-2 zaś będzie zbudowana przez Iran, stanowiąc jego własność. Po oddaniu SEW-1 do użytku, Uzbekistan opuścił Zjednoczony System Energetyczny Azji Centralnej, oskarżając Tadżykistan o nie dotrzymywanie umów w sprawie dostaw energii (a właściwie o oszustwa dot. jej ilości).

Wobec rosnących trudności międzynarodowych i braku źródeł finansowania, prezydent Tadżykistanu Emomali Rachmon wezwał obywateli do kupna akcji Rogunskiej EW, w celu uzyskania 600 mln USD z minimum 800 mln, niezbędnych dla zainstalowania pierwszych bloków energetycznych. Media podawały, że prezydent zobowiązał każdą tadżycką rodzinę do kupna akcji na kwotę 700 USD (średnie wynagrodzenie w Tadżykistanie wynosi 60 USD). Rozpoczęto kampanię narodową w sprawie sprzedaży akcji, nadając jej najwyższy priorytet. Dyplomaci w Taszkiencie dali więc przykład swym rodakom, ale też uczynili znaczący gest wobec kraju swego urzędowania, Uzbekistanu. Władze tego kraju bowiem nadal protestują przeciw budowie tamy.

Tadżykistan po uruchomieniu elektrowni nie stanie się krajem miodem i mlekiem płynącym, będzie mógł jednak sprzedawać część swej energii elektrycznej Kirgizji i zwłaszcza Afganistanowi. Tu zderzy się z konkurencją Uzbekistanu. Będzie też dysponował potężną masą słodkiej, czystej wody, której tak brakuje rolnictwu Uzbekistanu oraz wysychającemu zbiornikowi Morza Aralskiego. Stanie się nieco ważniejszym graczem na środkowo-azjatyckiej szachownicy.

powrót

 
Projekt i wykonanie: blueangels.pl
Kontakt | Mapa strony | Forum Ekonomiczne © 2009 | Polityka prywatności