Traian Basescu w Mołdawii
Ana Luft, 15 stycznia 2010
Traian Basescu, zarówno po wyborach w 2004 roku, jak i teraz, po wyborach z grudnia 2009 roku, pojechał ze swą pierwszą prezydencką wizytą do Kiszyniowa, do „mołdawskich braci". Towarzyszyła mu niemal połową rządu Rumuńskiego. W nowej sytuacji politycznej podjęto ze stroną mołdawską wszystkie najważniejsze tematy w stosunkach dwustronnych.
Po ubiegłorocznych kwietniowych wyborach w Mołdawii udało się zablokować wybór kandydata komunistów na prezydenta (101 osobowy parlament wybiera tam szefa państwa większością 61 głosów, której komuniści nie uzyskali), a także doprowadzić do powtórzenia wyborów parlamentarnych już 29 lipca i w ich wyniku odsunąć od władzy komunistów rządzących nieprzerwanie od 8 lat. Jednak sezon wyborczy się jeszcze nie zakończył. Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej (koalicja czterech partii: liberalnej, demokratycznej, liberalno-demokratycznej oraz partii Nasza Mołdawia) ma większość w Parlamencie (i utworzył dzięki temu rząd, na czele z Vladem Filatem), ale teraz z kolei on nie ma większości koniecznej do przeforsowania kandydata na prezydenta w osobie Mariana Lupu (b. przewodniczący Parlamentu, b. poseł partii komunistycznej, który z niej odszedł). Tymczasowym szefem państwa jest przewodniczący parlamentu, liberał Mihai Ghimpu, a konstytucjonaliści głowią się w specjalnej komisji parlamentarnej nad zmianą Konstytucji, tak, by umożliwić większości parlamentarnej wybór prezydenta, z pominięciem kolejnych, przyśpieszonych wyborów parlamentarnych latem 2010 roku.
W tej sytuacji wizyta rumuńskiego prezydenta obudziła skrajne emocje. Ci spośród Mołdawian, którzy uzyskali rumuńskie obywatelstwo w ciągu ostatnich 19 lat (Mołdawia ogłosiła niepodległość w 1991 roku) czekali w grudniu ub. roku na mrozie w długich kolejkach przed Ambasadą Rumunii i głosowali na Traiana Basescu, bo tylko on spośród rumuńskich polityków niestrudzenie dodaje im otuchy i daje nadzieję na lepsze jutro. Już na samym początku swej wizyty Basescu zapewnił, że „Rumunia jest krajem, który w pełni szanuje suwerenność i integralność terytorialną Mołdawii, ale nikt nie może nas przekonać, iż w naszych żyłach płynie inna krew, niż ta, który płynie w żyłach obywateli Mołdawii". Wtórował mu Mihai Ghimpu, jeden z mołdawskich liderów najbardziej przychylnych zjednoczeniu Mołdawii z Rumunią: „Myślę, że mamy historyczną szansę, aby zmienić obrót spraw w Mołdawii i wzywam Was do wykorzystania tej szansy. Wszystko zależy od nas!".
Basescu przyjechał do Kiszyniowa wraz z ministrami gospodarki, spraw wewnętrznych i administracji, sprawiedliwości, spraw zagranicznych, transportu oraz rozwoju regionalnego i turystyki. Nowy ambasador rumuński w Mołdawii zdążył być już na miejscu i towarzyszyć prezydentowi podczas wizyty, mimo że kilka tygodni wcześniej kierował jeszcze Ambasadą Rumunii przy Stolicy Apostolskiej. Od kwietnia ubiegłego roku placówka dyplomatyczna Rumunii w Kiszyniowie była zdziesiątkowana, wobec wydalenia rumuńskiego ambasadora oraz kierownika wydziału konsularnego wydającego Mołdawianom tysiące wiz i opiniującej tysiące wniosków o nadanie rumuńskiego obywatelstwa.
Basescu przywiózł ze sobą plan pomocy dla Mołdawii, uzupełniając dopiero co uzyskaną przez Vlada Filata pomoc amerykańską (262 milionów euro w formie pożyczki bezzwrotnej). Obiecał 100 milionów euro kredytu bezzwrotnego przeznaczonego na projekty infrastrukturalne, edukacyjne i lokalne. Przekonywał także swych rozmówców do konieczności włączenia mołdawskiej infrastruktury do tej zza Prutu, przez połączenie gazociągów oraz linii energetycznych i kolejowych. W Mołdawii są do dziś szersze tory odziedziczone po epoce sowieckiej. Utrudnienia to transport pasażerski, a przede wszystkim transport towarów na Zachód. Zmiana tej infrastruktury pozwoliłaby na zmniejszenie zależności Mołdawii od handlu z Rosją i ożywiłaby stosunki gospodarcze z Rumunią i Unią Europejską.
Kolejnym projektem rumuńskim zaproponowanym Mołdawii jest linia energetyczna 110kV Falciu-Gotesti, która ma być gotowa do końca 2010 roku i która została już zbudowana po stronie rumuńskiej. Bukareszt jest gotów ponieść koszty finansowe związane z połączeniem systemów energetycznych obu krajów. Rumunia zobowiązała się uzyskać 30 milionów euro z funduszy europejskich, potrzebne dla zbudowania linii elektrycznej o mocy 400 kV Suczawa-Bielce. Ważnym projektem infrastrukturalnym jest też podłączenie systemu transportu gazu Dochia-Ungheni-Jassy, tak by Mołdawia nie była już zależna tylko od rosyjskiego gazu. W opinii Profesora Daniela Daianu, jednego z najwybitniejszych rumuńskich ekspertów gospodarczych „w celu lepszej integracji Mołdawii z Unią Europejską, Rumunia musi wspierać połączenia infrastrukturalne - lepsze drogi i lepszą infrastrukturę kolejową. To można by zrealizować poprzez Politykę Sąsiedztwa UE lub poprzez zapewnienie pożyczek i technologii ze strony rumuńskiej".
Innym ważnym, choć drażliwym dla części polityków i obywateli mołdawskich tematem jest kwestia rumuńskiego obywatelstwa. Podczas wizyty Basescu otwarto nowy konsulat rumuński w Cahulu i ogłoszono otwarcie Agencji ds. Nadawania Rumuńskiego Obywatelstwa z siedzibą w Bukareszcie i pięcioma filiami w najważniejszych miastach Rumunii. Tylko w 2009 roku Rumunia wydała obywatelom Mołdawii ok. 20 000 paszportów, które są przepustką do wszystkich krajów UE. Szacuje się, że Rumunia wydała już Mołdawianom 120 000 paszportów rumuńskich, a w Konsulacie w Kiszyniowie czeka na rozpatrzenie kolejne 500 000 wniosków.
Pozostaje kwestia granicy rumuńsko-mołdawskiej i jej uznawania. Mołdawia upiera się przy podpisaniu traktatu rumuńsko-mołdawskiego, uwzględniającego tę drażliwą sprawę. Jednak prezydent Basescu konsekwentnie odmawia podpisania traktatu, który miałby od nowa definiować granice, bo Bukareszt (który utracił Besarabię w 1940 roku na rzecz Związku Sowieckiego) uznał już de facto granicę Mołdawii odziedziczoną po ZSRR, a „szef Państwa rumuńskiego, podpisując taki traktat, stałby się partnerem Ribbentropa i Mołotowa" - powiedział Basescu.
Rosyjska „Niezawisimaia Gazeta" napisała, że głównym celem Basescu w Mołdawii było podzielenie się 130 milionami euro, które Unia Europejska przeznaczyła na wspólne projekty dla Rumunii, Ukrainy i Mołdawii. Koalicja u władzy w Kiszyniowie od lipca ub. roku anulowała wszelkie anty-rumuńskie decyzje prezydenta Woronina (np. wizy do Mołdawii dla rumuńskich obywateli, czy odmowa korzystania z pieniędzy unijnych w projektach z Rumunią) i objęła wyraźny kurs na integrację z UE oraz zdecydowane zbliżenie z Rumunią. Gazeta notuje także, że w mołdawskich mediach pojawił się przed wizytą Basescu apel podpisany przez 35 organizacji pozarządowych dotyczący zjednoczenia się narodu rumuńskiego. Nie umknęła rosyjskim dziennikarzom wypowiedz rumuńskiego ministra SZ Teodora Bacońskiego, który nazwał Mołdawię „Besarabią" i podkreślił, że Bukareszt nie zgodzi się, aby mieszkańców tego regionu definiowano inaczej, niż „ten sam naród mówiący tym samym językiem rumuńskim". Rosyjski politolog mieszkający w Mołdawii, Witali Andriewski, uważa, że „wpływ Rumunii na Mołdawię jest coraz większy. Tylko w ostatnim półroczu utworzono dwa rumuńskie potężne holdingi prasowe, które niedługo zdominują lokalny rynek informacyjny. Ekspansja rumuńska jest wspierana także przez część mołdawskich polityków, którzy jawnie afiszują się swoimi poglądami pro-zjednoczeniowymi (m. in,. Mihai Ghimpu, tymczasowy prezydent)". W opinii Andrieveskiego Mołdawia jest dla Rumunii „ swego rodzaju podatnym gruntem dla rozwoju stosunków z Rosją". Akcjonariuszem największego składu gazu w Rumunii będzie być może Gazprom, z którym wznowiono ostatnio rozmowy w tej sprawie. Jeśli dojdzie do podpisania porozumienia to zostaną otwarte także nowe trasy przepływu gazu rosyjskiego do Rumunii, via Mołdawia.
